15 lat minęło jak jeden dzień

„Panny z Wilka" – reż. Agnieszka Glińska – Narodowy Stary Teatr w Krakowie

„Panny z Wilka" to niezwykle emocjonalne opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza, które w 1979 roku zekranizował Andrzej Wajda. Za sprawą doborowej obsady, w której znaleźli się między innymi: Daniel Olbrychski, Anna Seniuk, Maja Komorowska, Krystyna Zachwatowicz czy Stanisława Celińska, oraz najwyższej próby realizacji, film znalazł się w czołówce kandydatów do Oscara dla filmu nieanglojęzycznego.

Krakowski Teatr Stary podjął wyzwanie kolejnej interpretacji utworu z lat 30., nie odchodząc od jego intymnego charakteru, a wprowadzając nowe spojrzenie na historię opowiedzianą przez Wiktora Rubena – głównego bohatera.

Spektakl rozpoczyna się od rozmowy dwóch mężczyzn na temat kondycji psychicznej jednego z nich, śmierci przyjaciela i możliwości wyjazdu w celu podreperowania zdrowia. W pierwszym momencie mamy wrażenie, że jest jak w prozie Iwaszkiewicza – Ruben rozmawia ze swoim lekarzem. Po chwili orientujemy się, że to konfrontacja Rubena z własnym alter ego. W stylizowanym na lata 20. pokoju siedzi młody Wiktor Ruben (Szymon Czacki) i jego starszy o 15 lat odpowiednik (Adam Nawojczyk).

Przyjazd Rubena do wsi Wilko to konfrontacja z tym co było, upływającym czasem, światem sprzed wojny. Choć całe otoczenie, wiejskie krajobrazy i cykl życia na wsi nie zmienia się, to ścieżki kobiet, z którymi dawniej spędzał czas, poszły niezgodnie z jego przewidywaniami. Pierwszy cios Ruben otrzymuje widząc zmiany jakie zaszły w dawnych znajomych pod względem wizualnym – u jednych pojawiły się pierwsze zmarszczki, inne wydoroślały. Drugi cios to zmiany egzystencjalne. Wiktor dowiaduje się o mężach, dzieciach, kochankach, rozwodach, a nawet śmierci... Wydaje się, że liczył, iż czas stanie w miejscu. Choć na jego widok rodzi się ogromny entuzjazm, to on sam nie może odnaleźć się w nowej sytuacji. Ale nie tylko on.

W prozie Iwaszkiewicza dogłębnie poznajemy refleksje Rubena, tu – reżyserka Agnieszka Glińska oddaje głos kobietom. Cała historia dzieli się na pięć scen, a każdą z nich prowadzi jedna z kobiet. Widzimy pięć odsłon tej samej wizyty, jednego pobytu. I choć akcja idzie do przodu, to po kolei staje się oczami i duszą każdej z panien.

Zaczyna opowiadać najmłodsza dziewczyna – Tunia (Natalia Kaja Chmielewska), która ma w sobie ogromne pokłady młodości, radości i wigoru. Ruben pamiętał ją jako małą dziewczynkę. To spotkanie jest dla niego niezwykle bolesne, gdyż uświadamia mu ile czasu upłynęło. Mężczyzna w konfrontacji z młodą kobietą zdaje sobie sprawę, że jest już dla niej starcem.

Druga w kolejności jest Zosia (Paulina Puślednik). Kobieta-matka, silnie zmęczona życiem. Zmaga się z rozterkami utraty piękna ciała i oddania części siebie nowemu, małemu człowiekowi. Dalej – Julcia (Dorota Segda), sprawiająca wrażenie spełnionej kobiety, jednak jej równie trudno pogodzić się z upływem czasu, co Rubenowi. Choć obie postaci rozpatrują przemijanie pod różnymi względami. Julcia kiedyś z Wiktorem była blisko. Mężczyzna wciąż ma z tyłu głowy spędzone przy niej noce.

Zupełnie inaczej żyje Jola (Ewa Kaim), otaczana przez licznych adoratorów. Stara się czerpać z życia co najlepsze. Jej charakter oddaje duży tatuaż na łopatce. Ale Jola chyba nie do końca pozostaje szczęśliwa.
Przeciwieństwem ich wszystkich jest uznawana za najbrzydszą, niepozorna Kazia (Anna Radwan). Glińska uczyniła ją w swoim spektaklu pisarką. Kobieta żyje poza doczesnymi uciechami. Wie wiele i być może dlatego była bratnią duszą Wiktora.

Nad Rubenem czuwa mieszkająca we wsi Wilko ciotka (Aldona Grochal), która towarzyszy mu w trakcie całego przedstawienia.

Iwaszkiewicz portrety kobiet jedynie lekko nakreślił ołówkiem. W opowiadaniu poznajemy je z perspektywy Wiktora oraz jego wspomnień. Choć tutaj zmagania mężczyzny z przeszłością zeszły na drugi plan, to widać, że pozostaje on postacią tragiczną w równym stopniu, co w pierwowzorze literackim. Ciągle mówi dwoma głosami i nie wie kim naprawdę jest. Przepychanki, które toczy sam ze sobą, choć widoczne na scenie dzięki dwóm aktorskim wcieleniom, są jednak bardziej wewnętrzne niż zewnętrzne.

Dodatkową kwestią pojawiającą się w spektaklu jest tło polityczne, obecne za sprawą męża Julci – Kaweckiego (Jacek Romanowski), który swoją postawą piłsudczyka definiuje czasy historyczne.

Nie można nie wspomnieć o fenomenalnej scenografii Moniki Nyckowskiej. Scena została podzielona na dwa plany, połączone pochylnią. Dzięki temu w spektaklu pojawia się forma odwrócenia przestrzeni, idąca w parze z przesunięciem w czasie. Widząc akcję oczami każdej z kobiet, obserwujemy dziejące się wydarzenia z różnych stron – plan początkowo pierwszy staje się planem drugim i odwrotnie. Dopełnieniem całości są przesuwne ekrany, które wspierają wyświetlanie licznych wizualizacji (Franciszek Przybylski). Piękne krajobrazy wsi i motywy przyrody pochłaniają całą scenę. Dodatkowo pojawiają się projekcje wideo portretujące kobiety, tworząc ze spektaklu swoiste i mocno wydzielone rozdziały, zatytułowane imionami panien. Całość zwieńczono kolorowymi taflami budującymi sufit.

Warto jeszcze wspomnieć o muzyce (Igor Nikiforow, Jerzy Rogiewicz) i utworach, w których aktorki mogły zaprezentować swoje wokalne umiejętności – „Gdzie są kwiaty z tamtych lat", „Falling in Love Again", ale przede wszystkim „Pieśń Sobótkowa", która odśpiewana na baczność w bujnych wiankach łączy motyw zabawy i swojskości.

Paulina Zięciak
Dziennik Teatralny Kraków
6 marca 2019

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia