18.11.2017, sobota (... nieodpowiedzialny skok ...)

Dziennik z niełatwych czasów

Wojtek miał szesnaście lat kiedy wspiął się na konar drzewa i skoczył do wody. Na główkę. Stopklatka. Obudził się w szpitalu, ale już inny. Gorzkie to było przebudzenie. „Stopklatka" to tytuł przedstawienia wg tekstu Maliny Prześlugi, w reżyserii Agnieszki Baranowskiej – jeszcze studentki Akademii Teatralnej, zrealizowanego na Scenie Kameralnej Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Jest to jej spektakl dyplomowy i stąd moja na nim obecność. Spełniając swój obowiązek pedagogiczny napisałem recenzję. Tym razem (wyjątkowo) postanowiłem ją upublicznić. Rzadko się bowiem zdarza, aby spektakl tak ważny i potrzebny był dziełem tak młodej osoby.

Zacznę od scenariusza. Jego wybór to pierwszy plus, który chciałbym przyznać p. Agnieszce. „Stopklatka" jest właściwie monologiem (typu stand-up) przeznaczonym dla młodego aktora. Towarzysząca mu aktorka wciela się w cztery epizodyczne postacie. Punktem wyjścia spektaklu jest wypadek opisany na początku. Malinę Prześlugę interesuje to co nastąpiło potem – kiedy Wojtek, myślący i czujący, zamknięty w klatce nieposłusznego ciała, stracił możliwość kontaktowania się ze światem. Ale na scenie jest aktywnie obecny: chodzi, biega, gestykuluje, gada. Wózek inwalidzki pozostaje pusty i ma znaczenie symboliczne. Autorka dokładnie wie, że bohater musi zdobyć sympatię młodych widzów. Dopiero wówczas będą mu współczuć, zrozumieją ile kosztuje jeden nieodpowiedzialny skok, który przecież może zdarzyć się każdemu. Pokazanie poświęcenia najbliższych, ich bezradnej krzątaniny wokół człowieka – rośliny, a w projekcji zbliżenie jego udręczonych oczu lub palca, którym usiłuje poruszyć – byłoby drętwą dydaktyką o kiepskiej sile teatralnej. Więc Wojtek jest i przemawia do publiczności. Stara się przybliżyć swój świat sprzed stopklatki – ten, który w nim pozostał. Gada językiem młodych, ale Prześluga wie, że ten język szybko się zmienia (po dwóch miesiącach „już jest oldschoolowy"), więc ustami bohatera prosi: – jeśli nie jestem na topie, to mnie poprawcie. Opowiada o filmach, które wszyscy powinni znać, przywołuje popkulturowe cytaty. Bawi i wzrusza.

A publiczność? Byłem na szkolnym spektaklu, na widowni sami nastolatkowie, Wojtkowi rówieśnicy. Przyjmują spektakl znakomicie: śmieją się kiedy jest powód, milkną kiedy trzeba. To następny plus dla reżyserki. Trafiła! Chociaż mówi, że przedstawienie jest dla wszystkich wrażliwych, niezależnie od wieku. Tu też ma rację. Nie nudziłem się wcale, mimo że od młodocianych widzów dzielą mnie dwa pokolenia.

Trzeci plus to świetnie prowadzeni aktorzy. Adam Machalica (Wojtek) z miejsca zdobywa sympatię, a niełatwe ma zadanie: utrzymać przez cały czas na sobie uwagę młodej publiczności, przekonać, że może być jednym z nich! Marta Honzatko z sukcesem partneruje mu w kolejnych rolach: najbardziej przekonała mnie jako dziewczyna z marzeń, najmniej jako matka bohatera. Jest charakterystyczna, precyzyjnie gra formą. Stara się pokazać jak kolejne wcielenia kobiecości mógłby postrzegać sparaliżowany Wojtek. Dlatego używa diametralnie innych środków aktorskich, niż Machalica. On musi być przede wszystkim prawdziwy i wiarygodny, ona może być wykreowana. Słuszna decyzja!

Scenografia jest dziełem Kamili Grzybowskiej - Sosnowskiej i jej należy się uznanie, ale to również plus dla reżyserki. Scena wyścielona jest imitacją zielonej trawy, po środku kwadrat brązowej podłogi, na której postawiono ażurowy sześcian ze złoconych rurek. Taka niby-klatka, w której będzie stał wózek inwalidzki. Jest symbolicznie i metaforycznie, a zabiegi reżyserskie Agnieszki Baranowskiej będą się doskonale wpisywać w taką umowną przestrzeń. Deklarowany realizm magiczny również. Światła dobrze zakomponowane i precyzyjne, często zmiany następują na pstryknięcie palcem!

Tło muzyczne oszczędne i bardzo wysmakowane. Zaczyna harmonijka ustna (gra na niej na żywo Machalica), potem motyw muzyczny przenosi się na głośniki. Kolejny plus.

Przedstawienie jest krótkie, a jego integralna część to rozmowa aktorów z publicznością. Ta, w której uczestniczyłem, była bardzo interesująca, dotyczyła tematu sztuki, ale też przybliżała młodej publiczności kulisy scenicznej kuchni. Uczyła teatru!

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
18 listopada 2017

Książka tygodnia

Gilliamesque
Wydawnictwo Planeta
Terry Gilliam

Trailer tygodnia