2020-03-31 - g. 20.00 - "Wałęsa w Kolonos" - reż. Bartosz Szydłowski - Teatr Łaźnia Nowa - Facebook

Niechciany przywódca

Nie potrzeba nam Lecha Wałęsy - taki obraz Polaków, niepamiętających albo nie chcących pamiętać okresu sprzed transformacji, wyłania się ze spektaklu Bartosza Szydłowskiego "Wałęsa w Kolonos" z Jerzym Stuhrem w tytułowej roli.

"Wałęsa w Kolonos" - reż. Bartosz Szydłowski - Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Przestrzeń Łaźni Nowej, bardziej niż scenę i widownię, przypomina arenę i trybuny. Każdy ma kogoś po przeciwnej stronie. Usadzona na ławkach publiczność i bohaterowie - mówiący, a częściej krzyczący. Techniczna, pozbawiona dekoracji i otoczona multimedialnymi ekranami (na nich oglądamy filmowane z bliska postaci) Duża Scena budzi skojarzenia ze Stocznią Gdańską. Wcale nie na wyrost. Bo tak jak Jan Klata w rozgrywanym w Stoczni "H. zestawił historię Hamleta z etosem "Solidarności", tak Bartosz Szydłowski, w "Wałęsie w Kolonos" posługuje się postaciami byłego prezydenta i mitologicznego Edypa, by zapytać o znaczenie współczesnego przywódcy.

Czy jest ktoś, kto byłby czysty?

Choć nikt nie ma wątpliwości, że Jerzy Stuhr gra tutaj Wałęsę, a obierająca jabłka na szarlotkę kobieta to "Danka" (Anna Paruszyńska), nie o kreowanie autentycznych postaci tutaj chodzi. Nikt nie próbuje nikogo naśladować. Są tylko symboliczne elementy - Danuta Wałęsowa piecze ciasto, Lech Wałęsa ma wąsy i przypinkę "Solidarności". Pokusa stworzenia klasycznej, popisowej roli przez Jerzego Stuhra była pewnie duża, ale twórcy wybrali mniej oczywistą drogę. I dobrze.

Szydłowski, tak jak Strzępka z Demirskim, miesza czasowe, a co za tym idzie społeczno-polityczne porządki. Przechodzi od współczesnej opowieści do tragedii antycznej. Oskarżenia padają zawsze; za kultem zawsze idzie chęć podważenia i zniszczenia obiektu tego kultu - zdają się mówić Szydłowski wraz z dramaturgiem Jakubem Roszkowskim. Złożony z amatorów w różnym wieku chór (mieszkańcy Nowej Huty, zaangażowani wcześniej do "Konformisty 2029") wyśpiewuje: "czy jest dziś jeszcze ktoś, kto byłby czysty?". No właśnie, jest?

Duch przeszłości
"Tak łatwo dziś zostać zapomnianym" - słyszymy we foyer z ust Jerzego Stuhra. Gdy jako Wałęsa wspomina dokonania z przeszłości, jego wypowiedź można traktować półprywatnie. Nie tylko dlatego, że nie naśladuje charakterystycznego stylu przywódcy "Solidarności". Stuhr to aktor, którego nazwisko regularnie gości w prawicowych mediach w kontekstach trudnych do cytowania. Z bohatera staje się "zdrajcą".

Jako Wałęsa jest świetny. Nieprzewidywalny, bardzo często wycofany i zwyczajnie słaby. Podważa archetyp władcy - Boga. Dawny heroizm ustępuje wątpliwościom, wyobcowaniu. Jest trochę duchem przeszłości, w której wielu chciałoby go zamknąć. Jak historyczną figurę, która mogła "umrzeć wtedy, od razu po zabiciu Sfinksa. I prosto na pomnik, na karty historii".

O czym jest ten spektakl? Przede wszystkim o władzy, o jej ulotności, upadku prestiżu, wreszcie o rozłamie, który za sobą niesie. Antyczny Kreon (Dominik Stroka) w za dużej koronie (raz demoniczny, innym razem śmieszny) i beznadziejny Tezeusz (Marcin Kalisz) - w kółko tylko przemawiają. Bez chęci dogadania. Obok postaci Wałęsy-Edypa pojawia się Atena. W wykonaniu Anny Paruszyńskiej jest wyznawczynią greckich bogów "doskonałych" ("Kim byliby Grecy bez swoich mitów?"). Wałęsa i Edyp do doskonałych nie należą, a twórcy tego nie ukrywają. Dzięki temu "Wałęsa z Kolonos" nie jest przedstawieniem na kolanach.

O konieczności porozumienia
Wizja Szydłowskiego nie napawa optymizmem. Zostaje niepokój. Poczucie wstydu za mężczyzn, którzy w ostatniej scenie przekrzykują się, walcząc o poparcie ludu, pamięć. Do tragikomicznej bijatyki służą im wieńce. Prawie jak krzyże z Krakowskiego Przedmieścia albo różańce sprzed drzwi Teatru Powszechnego. Być może wszystkiemu winien (polski), jak mówi reżyser, "gen destrukcji", który odbiera zdolność trzeźwego spojrzenia.

"Wałęsa w Kolonos" przypomina o konieczności porozumienia. Pokazuje mechanizmy społecznych podziałów, napędzanych przez polityczne interesy. Może czasem zbyt łatwo formułuje tezy, niebezpiecznie ocierając się o banał. Ale ostatecznie jest ważną lekcją z patriotyzmu. Ciągle nieodrobioną.

"Wałęsa w Kolonos", inspirowany "Edypem w Kolonos", reż. Bartosz Szydłowski, Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Dawid Dudko
Onet.Kultura
31 marca 2020

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia