25.10.2017, środa (... najtrudniej Polakowi dogadać się z Polakiem ...)

Dziennik z niełatwych czasów

„Myśmy wszystko zapomnieli; / mego dziadka piłą rżnęli... / Myśmy wszystko zapomnieli." Tak powiada w „Weselu" Pan Młody. A Gospodarz na to: „ Mego ojca gdzieś zadźgali, / gdzieś zatłukli, spopychali; / kijakami, motykami / krwawiącego przez lód gnali ..." – A mego zadźgali widłami... Mego pocięli kosą... Jakąś pannę wywlekli na dziedziniec. Tam ją paru chłopów zgwałciło, ale że wrzeszczała, to przez łeb dali cepem parę razy. I spokój.

– To mogliby dodać inni. Myśmy wszystko zapomnieli? Czy tak? Bo rzecz jest niewątpliwie o pamięci. Więc sięgam do niej, tej nabytej, również do encyklopedii i Internetu. W lutym 1846 roku przygotowywano powstanie krakowskie przeciwko austriackiemu zaborcy. Z nadzieją, że rozleje się na cały kraj. Inteligenckie z charakteru miało połączyć również inne zabory w ogólnonarodowym zrywie. Powstał nawet Rząd Narodowy. Powstańczy przywódcy mieli świadomość braku broni, kłopotów komunikacyjnych i organizacyjnych, ale przede wszystkim wiedzieli, że bez uwłaszczenia, zniesienia poddaństwa i pańszczyzny nie wciągnie się do powstania chłopów i ono padnie. Kłócono się w tej sprawie powszechnie. Więc kto miał jeździć i przekonywać włościan, i w czyim imieniu cokolwiek gwarantować? Czyli – nic nowego! Tragiczna powtórka z naszej historii, tragiczna zapowiedź wielu późniejszych, równie tragicznych powstańczych wydarzeń. Ale 50 lat wcześniej uchwalono Konstytucję 3-go maja, którą szczycimy się do dziś, a 50 lat później na tych samych galicyjskich terenach rozpoczął polityczną działalność Wincenty Witos. Upłynęło jeszcze trochę czasu i Karol Hubert Rostworowski w jednej z krakowskich gazet znalazł temat do swojej przejmującej „Niespodzianki". Doprawdy, jesteśmy narodem pełnym sprzeczności.

Rozpoczęcie krakowskiego powstania zamierzano opóźnić, ale ostatecznie wybuchło w nocy z 20 na 21 lutego i trwało niespełna dwa tygodnie. Nie mogło dłużej, bo trzy dni wcześniej, głównie w tarnowskim i nowosądeckim, rozpoczęła się rzeź galicyjska, tzw. rabacja, gdzie chłopi, pod wodzą m.in. Jakuba Szeli, z niespotykanym okrucieństwem mordowali szlachtę, urzędników i księży, zręcznie podsycani i opłacani przez Austriaków. Krew płynęła potokami. Niektóre źródła podają, że zniszczono blisko 500 dworów i wymordowano ponad 1000 ich mieszkańców (mówi się nawet o 3000!). Dlaczego warto o tym pamiętać? Myślę, że z przyczyn zarówno kulturowych jak i politycznych.

Stanisław Wyspiański w "Weselu" odnosi się do rzezi galicyjskiej często i wyraźnie. Wówczas, na przełomie wieków XIX i XX, pamięć o tamtych wydarzeniach była w społeczeństwie krakowskim bardzo żywa. Sądzono, że nie uda się żaden ogólnonarodowy zryw, ponad podziałami stanowymi, dopóki nie rozliczy się krwawej rabacji galicyjskiej. A i dzisiaj dobrze jest coś o niej wiedzieć, by zrozumieć niektóre kwestie dialogu, postać Dziada, pojąć kim jest Upiór. Zapytałem moich studentów co wiedzą o rabacji. Poza tym, że ktoś, kiedyś, kogoś mordował – nie wiedzieli praktycznie nic.

– Zwariowałeś, chcesz znosić pańszczyznę? A kto będzie na twoim robił? – Z takimi ripostami spotykali się najprawdopodobniej krakowscy zwolennicy rozwiązania kwestii chłopskiej. Tymczasem galicyjskim chłopom bliżej było do austriackich zaborców, niż do polskich ciemiężycieli. Jaka z tego płynie nauka? Ano taka, że najtrudniej Polakowi przychodzi dogadać się z Polakiem. Dzisiaj jest identycznie. Więc może ta krwawa historia będzie przestrogą.

Spektakl Jakuba Roszkowskiego „Rabacja" (Teatr im Juliusza Słowackiego w Krakowie, Scena Miniatura) nie epatuje nachalnymi aluzjami politycznymi, mimo, że do tego co nas otacza odnosi się bardzo wyraźnie. To ważny spektakl! Napisany i wyreżyserowany interesująco przez młodego jeszcze człowieka, świetnie zagrany przez aktorów, ciekawie opracowany plastycznie, dobrze oprawiony muzycznie. Po wyjściu z teatru wiem po co w nim byłem. I wielu młodych widzów zapewne też będzie wiedziało. Zachęcam panie i panów nauczycieli do zaoferowania wychowankom takiej gorącej lekcji teatralnej. Coś po niej pozostanie pod powiekami i w głowach. Gorzka pigułka naszej historii.

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
25 października 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia