3.09.2017, niedziela (... pospolite ruszenie ...)

Dziennik z niełatwych czasów

Narodowe czytanie naszej literatury... Jakie jest? Jakie powinno być? Zastanawiam się nad tym od paru lat. Wczoraj Polska czytała „Wesele" Stanisława Wyspiańskiego. Zaczęli Prezydent i Pierwsza Dama, a potem odbywało się to w najprzeróżniejszych formach i miejscach.

Było tak, że znani aktorzy czytali arcydramat, a publiczność słuchała, co wydaje mi się najszlachetniejsze. Było i tak, że aktorzy czytali strofy Wyspiańskiego dla niesłyszących, wspomagani tłumaczeniem migowym. Myślę, że to potrzebne, bo – mimo, że „miganie" nie odda ani gwary, ani rymów – to jednak pomaga przybliżyć ponadczasowy sens utworu. Ale mam też wątpliwości, przecież ludzie niesłyszący mogą dramat przeczytać. To jednak nie to samo, co uczestniczyć w zbiorowym święcie (tak jakby być w teatrze!). Gdyby w przyszłości udało się takim czytaniem nawiązać kontakt z głucho-niewidomymi za pomocą specjalistycznej aparatury, umożliwiającej porozumiewanie się! Było też tak, że „Wesele" czytali politycy, urzędnicy, ludzie sztuki i nauki, animatorzy kultury pomieszani z aktorami. A od czasu do czasu przygrywały im ludowe kapele. To bardzo ryzykowny pomysł! Do słuchających, bardziej niż przesłanie utworu, docierało kto potrafi, kto nie potrafi, kto rozumie co czyta, a kto nie, kto ma głos, a kto go nie ma, kto sepleni i „zjada" końcówki, a kto nie, kto ma poczucie rytmu, a kto jest go pozbawiony. Słowem, taka konfrontacja amatorów z profesjonalistami nie pomagała Wyspiańskiemu, była towarzyskim piknikiem i służyła snuciu złośliwych porównań. Ale było również tak, że na ławkach, na placyku, siadali aktorzy (nie tylko, również przypadkowi przechodnie, którzy mieli na to ochotę) i bez mikrofonów głośno lub półgłosem czytali wybrane fragmenty. A publiczność mogła spacerować, zatrzymać się, posłuchać, przejść dalej. To wydaje mi się najbardziej bez sensu. Stanowiło wyłącznie ilustrację, że wszyscy czytają „Wesele" i nic poza tym.

A przecież w takim dniu powinno się przekazać jak największej rzeszy Polaków – przede wszystkim młodym – sens słów Wyspiańskiego, w jak najlepszym wydaniu. Bo Narodowe Czytanie nie tylko powinno pokazywać, że cały Naród czyta, ale powinno też zachęcić Naród do sięgnięcia po lekturę. Myślę, że warto odpowiedzieć sobie na pytanie: „czemu to ma służyć?", potem na pytanie: „jak to zrobić?", zamiast organizować pospolite ruszenie.

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
4 września 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski