5.08.2017, sobota (… gra w durnia …)

Dziennik z niełatwych czasów

Co będzie z Narodowym Starym Teatrem? Lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość, że chwieje się zapowiadany dyrektorski tandem. Konkurs wygrał Marek Mikos i to on został powołany na stanowisko dyrektora naczelnego. Ale jego aplikacja konkursowa związana była z Michałem Gieletą, który miał pełnić funkcję z-cy dyrektora d.s. artystycznych.

Tymczasem niedługo po rozstrzygnięciu obaj panowie przestali się ze sobą kontaktować, zaczęli zarzucać sobie nielojalność i mijanie się z prawdą (głównie Mikos Gielecie). O czym to świadczy? Dla mnie niezbicie o tym, że zostali skojarzeni przez kogoś na okoliczność konkursu, w gruncie rzeczy nie łączył ich żaden wspólny cel, żadna idea, żadne przemyślenia, żadna chęć wspólnego działania i prowadzenia jednej z najważniejszych scen w Polsce. Prawdopodobnie przedtem mało się znali.

Powstaje też pytanie drugie. Czy jury konkursowe ogłosiłoby zwycięstwo Marka Mikosa, gdyby nie stała za nim osoba i program Michała Gielety (wybitnego i znanego poza granicami Polski reżysera – jak głosiło MKiDN po rozstrzygnięciu konkursu)? Mam poważne wątpliwości. Z kogoś robi się durnia: z ministra?, z członków komisji konkursowej?

To prawda, dyrektor naczelny wskazuje i powołuje swoich zastępców, po uzyskaniu akceptacji organizatora. Ale – z drugiej strony – nigdy nie spotkałem się z konkursem (obojętnie w jakiej dziedzinie), w którym oferowany przez kandydata program miałby być tak drastycznie zmieniony podczas realizacji. Wyobraźmy sobie sytuację ekstremalną: zwycięstwo aplikanta na dyrektora sceny dramatycznej, która natychmiast po zakończeniu konkursowych zmagań zostaje przekształcona w teatr varieté! Nie wiem co zrobi minister kultury w tej sytuacji. Wiem, co ja bym zrobił. Unieważniłbym wynik konkursu i cofnął powołanie. W przeciwnym razie za rozstrzygnięciami, za Markiem Mikosem, długo będzie ciągnęło się podejrzenie o manipulację.

Chyba, że mamy do czynienia ze świadomą prowokacją, po której wszystko wróci do zapowiadanego w konkursie personalnego układu. Teoretycznie mógłbym powiedzieć czemu taka prowokacja miałaby służyć, ale nie będę wdawał się w spekulacje.

Nie podejrzewam aktorów tego przedziwnego spektaklu aż o taki makiawelizm.

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
5 sierpnia 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski