50 twarzy przemocy

"I że Cię nie opuszczę" - reż. Aldona Figura - Teatr Dramatyczny w Warszawie

Prosty drewniany stół, drewniane krzesła, lustro na suficie. To w zasadzie cała scenografia spektaklu „I że Cię nie opuszczę", który możemy oglądać na kameralnej Scenie Przodownik warszawskiego Teatru Dramatycznego.

Ta ascetyczna, pusta przestrzeń, stworzona przez Joannę Zemanek, z każdą minutą trwania przedstawienia wypełnia się gęstniejącą atmosferą narastających zdarzeń, które swym ciężarem wciskają się w każdy kąt i niemalże odbierają oglądającym oddech. Do tego stopnia, że po wybrzmieniu ostatnich kwestii publiczność trwa jeszcze dłuższą chwilę w ciszy nim zasłużonymi owacjami na stojąco podziękuje za to, co stało się ich udziałem, czego właśnie byli świadkami.

Początek naszej podróży przez związki dwóch par jest – jak to bywa w życiu – banalny, przypadkowy, nieco chaotyczny, bez szalonych porywów serca i namiętności od pierwszego spojrzenia. Annie – w tej roli Paulina Kinaszewska oraz Pascal - Marcin Sztabiński - poznają się na stacji metra. Sytuacja w jakiej się znajdują, czyli zastanawianie się nad tym, czy pozostawiony na stacji bagaż jest potencjalnie niebezpieczny i jakie należy podjąć w związku z tym działania, mimo tego, że dosyć humorystyczna, pokazuje nam pewne mechanizmy działania obu postaci. Ona jest skupiona na działaniu, wykonuje polecenia, które on wydaje, on natomiast trzyma się nieco na uboczu, rzucając pomysłami i oczekując aż ona zajmie się ich realizacją. Niby nic, ale możemy już zauważyć, że Pascal przerzuca odpowiedzialność na Annie i traktuje ją nieco przedmiotowo.

Natomiast druga para – Rachida (Anna Szymańczyk) oraz Liam (Kamil Mróz) poznają się gdy on szuka kontaktu do znajomego mieszkającego w jej budynku. W ich związku początkowo to ona pozornie nadaje ton – jest racjonalna, twardo stojąca na ziemi, pyskata, a on rozbija jej pancerz poczuciem humoru, przymilnością i czarującą osobowością. Wydawać się może, że mamy do czynienia z dwiema silnymi kobietami – samotną matką, która uporczywie dąży do tego, by ponownie zamieszkać z dziećmi oraz muzułmanką, która wbrew przeciwnościom chce skończyć studia i zacząć żyć po swojemu. Mężczyźni wydają się słabsi – niespełniony artysta oraz drobny diler, który nie jest w stanie utrzymać poważnej pracy. Cóż, los jednak bywa przewrotny a pozory mylą. W tym, że Pascal i Liam są z pozoru postaciami pozornie słabszymi psychicznie paradoksalnie tkwi ich siła. Obaj przenoszą swoje frustracje i trudności na swoje partnerki. Zaczyna się od drobnych uszczypliwości, rzucanych mimochodem słów, które każdego dnia ranią coraz bardziej, podkopywania poczucia własnej wartości aż do stosowania bezpośredniej przemocy. Zarówno Liam, jaki i Pascal, przepraszają, obiecują poprawę, proszą o drugą szansę. O trzecią szansę. O czwartą. Dokąd to zaprowadzi naszych bohaterów? Musicie przekonać się sami.

Reżyserka spektaklu – Aldona Figura – stworzyła widowisko kameralne pozwalając widzowi na przeżycie całej gamy uczuć, jakie żywić możemy do bohaterów. Unikając chodzenia na skróty wiele pozostawia w domyśle, tworząc dla widza przestrzeń do odbycia podróży wewnętrznej po swoich doświadczeniach, a w efekcie pobudzenia ich do refleksji zarówno nad postępowaniem bohaterów, jak i swoim własnym. Doskonali są również aktorzy, wszyscy bez wyjątku. Dwóm parom – Paulinie Kinaszewskiej i Marcinowi Sztabińskiemu oraz Annie Szymańczyk I Kamilowi Mrozowi – partneruje w podwójnej roli Agnieszka Roszkowska. Każdy z artystów tworzy kreacje idealnie trafione w punkt, ich skupienie i zaangażowanie sprawia, że są niezwykle, niemalże do bólu autentyczni.

Gerard Watkins nie ukrywał, że pisząc „I że Cię nie opuszczę" inspirował się „Zbombardowanymi" Sarah Kane – mroczną i ponurą historią, pisaną wulgarnym językiem, do cna wypełnioną przemocą, strachem, brutalnością i skrajnym sadyzmem. Watkins stworzył jednak tekst bardziej „czysty", w którym z kliniczną precyzją możemy przyglądać się obnażaniu słabości bohaterów krok po kroku, spokojnie, metodycznie, bez krzyków i przekleństw. Jednak ta kameralna atmosfera powoduje, że nic nie rozprasza nas podczas przyglądania się przez mikroskop kolejnym przejawom przemocy. Bardzo istotnym jest w tekście to, że odchodzimy od przemocy fizycznej (mimo tego, że jest ona obecna) do przemocy psychicznej, tej zadawanej w białych rękawiczkach. Encyklopedia definiuje to zjawisko jako „wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby pomimo braku przyzwolenia tej osoby na taki wpływ w celu uzyskania jakiegoś istotnego zasobu. Cechuje się intencjonalnością, racjonalnością i jest działaniem przemyślanym." Tekst ten, podobnie jak „Miłość od ostatniego wejrzenia" Vedrany Rudan, którą również możemy oglądać na deskach Teatru Dramatycznego jest kolejnym, bardzo ważnym głosem głosem w dyskusji dotyczącej przemocy wobec kobiet. Głosem o tyle ważnym, że jasno mówi o tym, że nie trzeba bić, żeby krzywdzić.

Że zadawać ból można na nieskończenie wiele sposobów, często pod sztandarem z hasłem „robię to dla twojego dobra".

Izabela Wolska
Dziennik Teatralny Warszawa
20 listopada 2019
Portrety
Aldona Figura

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia