7.05.2018, poniedziałek (... w pytę książka ...)

Dziennik z niełatwych czasów

W Krakowie zakończył się w niedzielę 11. Międzynarodowy Festiwal Kina Niezależnego NETIA OFF CAMERA. Niezapomniane wrażenia! Magia kina! Ponad 40 tys widzów na pokazach studyjnych, w zamkniętych salach i na wolnym powietrzu (pogoda dopisała!). Tłumy przeważnie młodej publiczności oklaskiwały dzieła ich równolatków, lub twórców niewiele od nich starszych. Nie tylko!

W kinie Kijów pierwszy raz pokazano najnowszy film Romana Polańskiego „Prawdziwa historia", z udziałem reżysera. Byłem, obejrzałem i wyszedłem wstrząśnięty. Nie tylko filmem, ale zjawiskiem, o którym już kilka razy pisałem, a którego ja – człowiek teatru – tak zazdroszczę filmowcom. Sala wybita do ostatniego miejsca, głównie młodymi kinomanami, a na ekranie dzieło 84 letniego twórcy, klasyczne, nie tylko stylistycznie wierne sobie, ale ekranizowane zgodnie z wszelkimi zasadami gatunku i uczciwości wobec Delphine de Vigan, autorki bestsellerowej książki. W tym psychologicznym thrillerze Emmanuelle Seigner i Eva Green dają popis gry aktorskiej (bez żadnych udziwnień!). I tak sobie pomyślałem, że gdyby ktoś w taki sposób zaadaptował i wystawił w teatrze francuską powieść okrzyknięto by to dzieło ramotą, a jego twórcę nudnym konserwatystą, schlebiającym obrzydliwym, staromodnym gustom mieszczańskim. Tymczasem w kinie młodzi widzowie nagradzają Polańskiego długimi oklaskami, a potem zadają mu wiele pytań, świadczących o zainteresowaniu filmem.

To jeszcze nie wszystko. W tytule festiwalu wyraźnie wpisane jest „kino niezależne", zatem nie komercyjne, ale prawdziwie twórcze, własne, artystyczne. Małgorzata Szumowska, przewodnicząca Konkursu Głównego „Wytyczanie Drogi" o Krakowską Nagrodę Filmową powiedziała w jednym z wywiadów, że poruszona jest umiejętnością opowiadania historii przez młodych filmowców. Opowiadaniem historii – oni nie wstydzą się tego, że umieją, że tak robią, jurorzy nie wstydzą się nagradzać komunikatywnych przekazów, publiczność nie wstydzi się takie dzieła oglądać. Główne nagrody festiwalu (w różnych kategoriach) przypadły tym, którzy potrafią opowiadać, ale mają już wyrobiony własny język filmowy: Jagodzie Szelc (za film „Wieża. Jasny Dzień." w Konkursie Głównym), Małgorzacie Szumowskiej (za „Twarz" w Konkursie Polskim), Piotrowi Domalewskiemu (za „Cichą Noc" – dziennikarze i publiczność). A były jeszcze równoległe konkursy dodatkowe: scenariuszowy (SCRIPT PRO) oraz na 63 sekundowe opowiadanie o patriotyzmie (#63PL) w dowolnej technice. Po to, żeby najmłodsi twórcy uczyli się być zrozumiałymi. Tymczasem w teatrze jasność przekazu to nadal obciach!

Na szczęście nie u wszystkich! Agata Duda-Gracz wystawiła w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie kolejny swój autorski spektakl „Stary Testament – reanimacja". Byłem na premierze i – zgodnie z poleceniem obsługi – odziałem się w zielony szlafroczek i zasiadłem w zielonym sektorze krzeseł. Spektakl dzieje się na scenie, gdzie wokoło areny dla aktorów usadzona została publiczność. Reżyserka nie boi się obciachu zrozumiałości i nie musiałem głowić się nad pytaniem: o czym to jest!

Pan Bóg (w spektaklu zwany Tworzycielem) jest – stosownie do swego posłannictwa – osobnikiem starszym, prawie nagim, bo odzianym jedynie w białe, bawełniane, nieco rozciągnięte majtki. Pierwszy człowiek stworzony na jego obraz i podobieństwo musi zadowolić się takimi samymi majtasami. Adam jest wiekowym mężczyzną, o wyraźnie zarysowanym brzuszku, który malowniczo odkłada się na białych gatkach. Za chwilę pojawi się Ewa w podobnym dezabilu. Wąż, pod postacią przystojnego mężczyzny, będzie ją uczuł różnych erotycznych figur i zachowań, a Adama seksualnie dowartościuje Lilit. W ten oto sposób Pierwsi Rodzice skonsumują owoc z drzewa wiadomości dobra i zła i zgrzeszą tak bardzo, że Tworzyciel będzie mógł wypędzić ich z Raju. A sam po drabinie uda się do Nieba, skąd obserwować będzie dalszy rozwój wypadków, czyli grzechy kolejnych pokoleń ludzkich, które powołał do życia. A więc będzie o Tamar i jej przygodach ze szwagrem Onanem i z teściem Judą, o Judycie i Holofernesie, o uciekającej z Sodomy żonie Lota, o przygodach Zuzanny z natarczywymi starcami, o Samsonie i Dalili i wiele jeszcze innych opowiastek zaopatrzonych we współczesny tekst, z niekiedy szokującym słownictwem. Ludzie są krnąbrni, niegodziwi, niewdzięczni... Nadal grzeszą i grzeszą. Kłopot w tym, że Tworzyciel jest uparty i ambitny... Ciągle stwarza i stwarza, a mógłby już przestać!

Na koniec uwaga, która daleko wykracza poza problemy spektaklu Agaty Dudy-Gracz. Wiem, że współczesna sztuka z założenia balansuje na krawędzi kiczu. Zwłaszcza ta masowa. Problem jest z jej odbiorem, zwłaszcza w najmłodszym pokoleniu (przepraszam, w jego części!). Otóż nawet, jeśli twórcy przedstawienia chcą pokazać bezguście w ironicznym nawiasie, w cudzysłowie, czy jak to wyrazić, młodzi widzowie na ogół odbierają sceniczny efekt wprost (jeden do jednego). Oni pozbawieni są kontekstu tzw. dobrego smaku, bo taki jest świat, w którym się obracają i ich percepcja nie może być inna. Słowem odnoszę wówczas wrażenie, że twórca nie tyle chce nas przestrzec przed groźnym zjawiskiem powszechnej antyestetyzacji, ile kokietuje pewien target pozbawionej gustu publiczności, żeby przy wychodzeniu z teatru można było usłyszeć pełne zachwytu: „Ale k... ta Biblia to w pytę książka!"

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
7 maja 2018

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia