...abyście nie byli sądzeni

"Osąd" - reż. J. Kalina, L. Mądzik, P. Passini - 14. Festiwal Kultury Chrześcijańskiej

"Osąd" to teatralny tryptyk Wrocławskiego Teatru Pantomimy - trzy spektakle przygotowane przez Jerzego Kalinę, Pawła Passiniego i Leszka Mądzika inspirowane obrazem Hansa Memlinga "Sąd ostateczny" oraz Apokalipsą Świętego Jana. Wypowiedzi artystyczne tworzą wyjątkową układankę - różne spojrzenia reżyserów posługujących się odmiennymi środkami wyrazu, reprezentujących inne podejście do teatru sprawiają, że najtragiczniejszemu momentowi w dziejach ludzkości przyglądamy się z ciekawością i fascynacją.

Wyreżyserowana przez Jerzego Kalinę część zagrana została przy użyciu niezwykle oszczędnych środków - ubrani w czarne stroje aktorzy do zrealizowania reżyserskiej wizji wykorzystują jedynie drewniane palety przemysłowe. Ustawiają je w poprzek, łączą w ogrodzenie, nachylają pod kątem co chwilę zmieniając funkcję wykorzystywanego elementu, nadając mu nowe znaczenia. Pozostają jednak wierni idei propagowanej przez Henryka Tomaszewskiego, założyciela Teatru Pantomimy - ubogimi środkami starają się wyrazić maksimum treści. Widzimy piekło współczesnego świata, w którym stukające na klawiaturze, zapatrzone w ekran jednostki nie zauważają niczego wokół, zamykając się w piekle korporacyjnej gonitwy. Patrzymy na dziewczynę, która nie pasuje do pozostałych członków grupy - wokół niej wyrasta ogrodzenie (stworzone oczywiście przy użyciu drewnianych palet), zostaje uwięziona, obrabowana i poniżona przez otaczających ją ludzi. Scena pozbawiania jej włosów i wytrząsania z niej pieniędzy przywodzi na myśl obozy zagłady, przywołuje wspomnienia o tych, którzy zostali pozbawieni życia w bestialski sposób. Ten obraz współgra z kolejnym, w którym na stojące pod prysznicem postaci spada piasek. Zamiast oczyszczającej wody spotyka ich los, którego nie mogli się spodziewać, choć wielu z nich z pewnością go przeczuwało. Jerzy Kalina nawiązuje do najtrudniejszych doświadczeń człowieka XX wieku pokazując, że piekło zgotowaliśmy sobie sami. Przedstawienie wieńczy metaforyczna scena, w której pojawia się ubrana w krwistoczerwoną suknię kobieta. Pod postacią kamieni każdemu bohaterowi wręcza ocenę jego losu, werdykt wydany w zaświatach. Każdy z bohaterów podąża za tajemniczą przewodniczką - postaci znikają w głębi sceny przechodząc na tamtą stronę przez wąskie drzwi. Jaki będzie ich dalszy los? Odpowiedź na to pytanie zna tylko jedna Istota.

Paweł  Passini zaproponował wizję piekła współczesności wychodząc z założenia, że apokaliptycznych obrazów dostarcza nam nasza codzienność. W programie napisał: „Dziennie w Polsce ginie 15 ciał - tyle zobaczysz przed sobą na scenie”. Rzeczywiście recytowane przez aktorów fragmenty Apokalipsy Świętego Jana przeplatają się z opisami wypadków drogowych i szczegółową procedurą udzielania pierwszej pomocy ich ofiarom. Co jakiś czas powtarza się sekwencja zamykania drzwi samochodu, zapinania pasów i wciskania pedału gazu, co ostatecznie prowadzi do tragedii. Całość zanurzona została w migotliwych, obejmujących całą przestrzeń gry projekcjach wideo, które w połączeniu ze specyficzną muzyka sprawiają, że widzowie wprowadzeni zostają w rodzaj transu. Spektakl otwiera scena, w której na zawieszonym nad naszymi głowami ekranie przypominającym papierową kulę widzimy dziewczynę opowiadającą o wypadku samochodowym. W tym samym czasie troje aktorów przygotowuje się do występu obnażając tajniki aktorskiego warsztatu - każdy z nas jest aktorem przywdziewającym maskę, którą w dniu Sądu przyjdzie nam zdjąć. Następnie widzimy grupę białych, jednakowych „ludzików” - zbudowanych z okrągłych i owalnych elementów postaci, które przywodzą na myśl schemat człowieka, jaki możemy zobaczyć w instrukcji obsługi manekina służącego do nauki przeprowadzania resuscytacji. Nasuwa to także skojarzenia z będącą efektem globalizacji unifikacją, homogenizacją kultury zagarniającą kolejne obszary globu. Spektakl kończy scena, w której święty Michał, archanioł Apokalipsy (fenomenalnie zagrany przez Marka Oleksego) przechadza się pośród leżących na ziemi ciał. Choć sądu nad ludzkością nie można przeprowadzić szybko, archanioł w końcu zajmuje należne mu miejsce królując nad wszystkimi bohaterami. Każdy z nich doczekał się sprawiedliwego wyroku.

Tryptyk zamyka fragment wyreżyserowany przez mistrza wizualnej metafory Leszka Mądzika, którego wizja była najbardziej zbliżona do obrazu Hansa Memlinga - konkretnie do prawego skrzydła dzieła niderlandzkiego malarza, na którym widzimy stosy ciał spadających z dużej wysokości. Początkowo naszym oczom ukazują się dwie postaci - ubrani w dziwne płaszcze bohaterowie (trudno stwierdzić, czy ubrania wykonane są z papieru, czy kawałków postrzępionej skóry, jedno jest pewne - chropowatość faktury zderzona została z gładkością ludzkiego ciała) zdejmują kolejne kawałki materii z konstrukcji o kształcie prostopadłościanu. Słyszymy trąby jerychońskie, które obwieszczają nieuchronny koniec dotychczasowego porządku. Chwilę potem w prostopadłościennej klatce pojawia się światło - widzimy wijące się z bólu ciała. Powodem ich cierpień jest ogień piekielny (zadziwiająco realistyczny efekt udało się osiągnąć przy pomocy powietrza wprawiającego z ruch kawałki czerwonej tkaniny), którego języki tańczą nad głowami ofiar. Trzy drabiniaste konstrukcje zostają wzniesione ku niebu - po nich wspinać się będą śmiałkowie starający się dotknąć firmamentu. Każdy z nich pozbywa się wierzchniego odzienia, wydostaje się ze skorupy, którą otoczone jest jego ciało. Na Sądzie każdy z nas stanie bowiem nagi, czekając na wyrok - czy odnajdzie siebie w księdze życia, czy też spadnie do jeziora ognia, tego do ostatniego momentu nie będzie widomo. Niestety w przeważającej większości drogę wędrujących po drabinie wieńczy upadek w otchłań. Przedstawienie kończy się w momencie, kiedy jednemu z bohaterów udaje się osiągnąć szczyt - droga okupiona została olbrzymim wysiłkiem, jednak cel był tego wart. Historia szczęśliwca, który dostał się do nieba daje nadzieję, jednocześnie ukazując skalę poświęcenia, jakie trzeba ponieść, by zasłużyć na nagrodę.

Zestawienie efektów pracy reżyserów o tak różnym warsztacie jest niezwykle ciekawym przedsięwzięciem teatralnym, które pokazuje, jak wielką rolę w teatrze odgrywa wyobraźnia i kreatywność. Każdy z twórców korzystał z tego samego źródła inspiracji - mimo to powstały dzieła zupełnie do siebie niepodobne. Spotkanie z trzema wybitnymi polskimi reżyserami okazało się niezwykłym doświadczeniem - nie tylko dla aktorów Wrocławskiego Teatru Pantomimy, którzy na własnej skórze (dosłownie i w przenośni) przekonali się jak różne może być spojrzenie na sztukę teatralną, ale przede wszystkim dla widzów, którzy mieli okazję uzmysłowić sobie, że stawienie czoła drugiemu człowiekowi zawsze jest spotkaniem dwóch światów, a każdy z nas porządkuje rzeczywistość na swój własny, niepowtarzalny sposób.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
18 listopada 2010

Książka tygodnia

Gilliamesque
Wydawnictwo Planeta
Terry Gilliam

Trailer tygodnia