A co to za koń?!

Na środku sceny stoi czarny fortepian, przy nim Włodek Pawlik. Punktowe oświetlenie podkreśla jego obecność na scenie. Fortepianowa melodia nie spełnia swej roli, rozprasza zarówno widzów jak i aktorów. W niektórych scenach znacznie utrudnia odbiór spektaklu. Piękno trzynastozgłoskowca Kochanowskiego zostało skutecznie zagłuszone i stłamszone. Poza scenami, w których podkreślone zostały kwestie wypowiedziane przez aktorów, poprzez ich muzyczne podbicie. I już nie wiem gdzie jestem, w teatrze, w operze czy na koncercie?

Aktorzy w kostiumach Doroty Kołodyńskiej, niczym ze świątecznych wstążek, kolorystyka również utrzymana w świątecznej tonacji, złoto, czerwień, fiolet, srebro, czerń. Szkoda, że nie rozdawano przy wejściu na widownię słodkich czerwono-białych laseczek i pierniczków mikołajków. Byłoby to pewne urozmaicenie, ponieważ gra aktorska również pozostawia wiele do życzenia.

Pięciu aktorów obecnych jest cały czas na scenie, niezależnie czy w danym momencie opowiadana historia angażuje ich postaci, czy nie. Niezaprzeczalnie, Marta Kurzak (Helena) i Szymon Kuśmider (Menelaus) skupiają uwagę całkowicie. Przez większość spektaklu Menelaus siedzi na proscenium, mimo, że milczy nie można zapomnieć o jego obecności. Sposób wypowiedzi, dykcja, modulacja głosem, przekazywane emocje sprawiają, że dzięki tej dwójce aktorów wydarzenia na scenie stają się zajmujące i emocjonujące. W scenach dialogowych postaci ustawione są do siebie w opozycji, po prawej i lewej stronie sceny. Natomiast monologi wypowiadane są na środku sceny. Monologi kończące kwestie Heleny i Menelausa porywają. Co ciekawe, w żadnej ze scen między bohaterami nie zachodzi interakcja. W scenach, w których brak Heleny i Menelausa można z nudów... chrupnąć pierniczka.

Na uwagę zasługuje fakt, że w postać Priama wcielił się debiutujący Tomasz Brzostek. Poziomem gry aktorskiej nie odbiegał od gry reszty kolegów. Obszerne kwestie w języku staropolskim były wyzwaniem dla młodego adepta sztuki aktorskiej. Trzeba przyznać, że sprostał zadaniu.

W spektaklu dalece widoczne są wątki polityczno-religijne. Po pierwsze kilka monologów Antenora (Bogusław Kierc), a zwłaszcza jeden, zdecydowanie odnosi się do krytyki obecnie rządzących. Po drugie, sprawa spalonej tęczy zawitała nawet do Polskiego, wywołując śmiech na widowni. Po trzecie, aktorzy śpiewają pieśni religijne „Kto się w opiekę odda Panu swemu" i „Czego chcesz od nas Panie?", co w spektaklu odwołującym się do mitu o wojnie trojańskiej, wzbudza niejakie wątpliwości.

Ostatnia scena, w której wszyscy bohaterowie umierają, nie wywołuje oczekiwanych emocji, wzruszenia, skłania raczej do śmiechu. Leżące na scenie martwe postaci, na stole paląca się świeczka, liryczna melodia fortepianowa i ściemnienie świateł. Romantyzm, patos i groteska w jednym.

Niestety, piękno staropolszczyzny zapisanej przez Kochanowskiego trzynastozgłoskowcem zostało całkowicie stłamszone i rozproszone. Jeśli język jest wyznacznikiem tożsamości człowieka, powinno mu się dać swobodnie wybrzmieć.

 

Kalina Filip
miernik Teatru
28 listopada 2013
Portrety
Ryszard Peryt

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia