A może jednak „dobra noga"?

"Staś i Zła Noga" - reż. Bartłomiej Błaszczyński - Teatr Śląski w Katowicach

Teatr Śląski słynie z bardzo dobrych sztuk dla najmłodszych. Za absolutną perłę w koronie można z pewnością uznać spektakl o nieco enigmatycznie brzmiącym tytule „Staś i Zła Noga". Scena w Malarnii zamieniła się w mieszkanie małego Stasia, który bez reszty wciąga publiczność w swoją smutną historię.

Jako społeczeństwo zostaliśmy przyzwyczajeni do tego, że każda bajka opowiadana dzieciom powinna kończyć się happy endem. W końcu nie chcemy straszyć najmłodszych – przez kilka pierwszych lat życia są karmieni historiami kończącymi się słowami „i żyli długo i szczęśliwie." Dopiero po czasie dzieci zostają powoli oswajane z szarą rzeczywistością. Historii ze złym zakończeniem powstaje naprawdę niewiele, lecz uważam, że są one jak najbardziej potrzebne. Najdoskonalszym tego przykładem jest sztuka „Staś i Zła Noga."

Głównym bohaterem jest tytułowy Staś, niepełnosprawny chłopiec. Wychowywany samotnie przez matkę, nie pławi się w luksusach i właściwie nie ma przyjaciół. Jego jedynym kompanem jest Zła Noga, która jest powodem jego wszystkich problemów. Chłopiec oswaja się ze swoją niepełnosprawnością i czyni z niej atut. Zła Noga staje się jego najlepszą przyjaciółką, która zawsze mu towarzyszy – jest jedynym lekiem na samotność chłopca.

Sztuka porusza naprawdę ważny temat – marginalizację osób niepełnosprawnych i ich rodzin. Matka walczy z biurokracją o jakąkolwiek pomoc finansową na leczenie syna, a chłopiec z całych sił próbuje zjednać sobie kolegów z klasy, którzy wyłącznie z niego szydzą. Cały świat zdaje się być przeciwko Stasiowi, jednak chłopiec skupiający się na pozytywach swojego życia mimo wszystko pozostaje szczęśliwy.

Bardzo ciekawym zabiegiem użytym w spektaklu było upersonifikowanie nogi Stasia – w jej rolę wcielił się fenomenalny Michał Rolnicki. Widz niczym Staś widział w Złej Nodze prawdziwego człowieka, kompana chłopca. Ruch na scenie nie zamierał ani na moment – aktorzy bezustannie byli w ruchu i często wykonywali karkołomną choreografię. Wspaniałym zwieńczeniem wszystkiego, co miało miejsce na scenie była niezwykle klimatyczna muzyka. Aktorzy często bezpośrednio zwracali się do widowni, ba – wciągali niektórych widzów w akcję spektaklu! Przebiegali pomiędzy fotelami publiczności, a nawet wspinali się po ścianach, co z pewnością skutecznie przyciąga uwagę młodych widzów, którzy często mają niemałe problemy ze skupieniem.

Reżyser Bartłomiej Błaszczyński fenomenalnie wykorzystuje przestrzeń Malarnii. Sceną staje się całe pomieszczenie, a aktorami – cała widownia. Młodzi widzowie zostają wciągnięci w historię i chłoną ją z zaciekawieniem, gdyż czują się jej częścią. Połączenie lekkiego stylu narracji z tak poważnym tematem okazało się być strzałem w dziesiątkę. Dzieci nie zostały za bardzo przytłoczone doniosłością problemu, ale z pewnością zrozumiały przekaz płynący z treści spektaklu.

Tak, zdecydowanie potrzebujemy też historii ze smutnym zakończeniem. Nie wszystko w życiu zawsze idzie po naszej myśli i warto jest to uświadamiać najmłodszym. Teatr może wyśmienicie spełniać to zadanie – robi to w sposób subtelny, aby nie wzbudzać w dzieciach lęku. Dzięki historii Stasia i jego Złej Nogi, dzieciaki oswajają się z problemem niepełnosprawności i dyskryminacji. Zaczynają dostrzegać, że mimo choroby, chłopiec potrafi odnaleźć szczęście i doceniać to, co zostało mu dane – nawet swoją „złą nogę".

Staś prawdopodobnie nigdy nie uważał swojej nogi za złą. Na tyle się do niej przyzwyczaił, że po jej utracie zmienił się nie do poznania. Panicznie bał się jej „odejścia", gdyż sam stwierdził, że bez niej nie byłby tym samym Stasiem. Młodzi widzowie mogą wyciągnąć z tego ważną lekcję – to, co odróżnia nas od innych sprawia, że stajemy się wyjątkowi. Pogodzenie się z losem pozwoliło niepełnosprawnemu chłopcu cieszyć się z tego co posiada.

Spektakl zdecydowanie jest warty obejrzenia. Potrafi wzruszyć i wywołać salwy śmiechu, co świadczy o jego niezwykłości. Z pewnością spodoba się on również dorosłym widzom, właśnie przez niesioną przez siebie treść. Zdecydowanie nie przypomina bajki Disneya – ale to nie musi oznaczać nic złego, prawda?

Magdalena Świerczek
Dziennik Teatralny Katowice
1 czerwca 2020

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki