Adam Didur - człowiek całkowicie spełniony

„Śpiewajcie dalej, nie przerywajcie..." I wyszedł z klasy, by w pokoju nauczycielskim odpocząć

Zarówno Wielka Encyklopedia PWN jak i Encyklopedia Muzyczna – mylą się co do daty przyjścia na świat Adama Didura. Według nich, urodził się w 1874 roku, podczas gdy (teraz to już wiemy z całą pewnością) przyszedł na świat 24 grudnia 1873 roku. Stąd i imię – Adam. Tak więc mamy noc wigilijną w leśniczówce majątku Sękowa Wola k/Sanoka. Tu właśnie panna Wincenta, lat dwadzieścia pięć, córka leśniczego Józefa Jasińskiego, rodzi nieślubne dziecię. Dodać w tym miejscu należy, że panna Wincenta Jasińska wywodziła się ze szlachty, była prawnuczką pani na Wieliczce – Barbary Potockiej, a śledzenie po kądzieli tej rodziny, wiedzie nas od Potockich do Terleckich i dalej – do Jasińskich...

Z powodów oczywistych, pochodzenie Adama długo ukrywane było w tajemnicy, która de facto była tylko „tajemnicą poliszynela", bowiem wszyscy którzy chcieli wiedzieć, wiedzieli, że ojcem dziecka jest właściciel majątku Sękowa Wola – Jakub Wiktor (herbu Brochwicz). Te szczegóły, znamy dzisiaj dzięki zawziętości i uporowi najmłodszej córki Artysty, Mary Didur-Załuskiej, która poświęciła wiele lat (po śmierci ojca) na ustalenie wszelkich okoliczności i oparcie ich na różnych dokumentach.

Póki co, dziecię rosło spokojnie bez chrztu (znaczy chrzest był – o czym niżej – ale jakoś bez konsekwencji „papierkowych"), bez metryki, bez nazwiska. Trzy lata po urodzeniu Adama, matka wydała się za mąż, za miejscowego nauczyciela i organistę wyznania greko-katolickiego, młodszego od niej o około cztery lata – Antoniego Didura. Ślub wzięli 6 lutego 1876, w kościele św. Mikołaja w Nowotańcu. Wtedy też Antoni Didur zaopiekował się Adamem, usynowił go i otoczył opieką, choć (jak wynika z dokumentów) Adam, „pełnoprawnie" stał się Adamem Didurem z chwilą przyjęcia chrztu, co nastąpiło po ukończeniu przez niego11 lat, w rzymsko-katolickim kościele parafialnym w Stryju 1 stycznia 1885 roku, co potwierdza odnaleziona metryka z tego wydarzenia. (Po raz pierwszy Adama ochrzczono w niemowlęctwie w miejscowej cerkwi greckokatolickiej pw. św. Michała Archanioła w Woli Sękowej).

Dalej sprawy szły już w miarę „gładko". Ukończywszy gimnazjum, Adam Didur, jesienią 1891 roku po dalsze nauki wybrał się do Lwowa i wstąpił do Seminarium Nauczycielskiego. Na życie zarabiał skromną pensją w urzędzie pocztowym, ale dodatkowo zapisał się do studenckiego chóru Uniwersytetu Lwowskiego im. Jana Kazimierza. Właśnie podczas owych śpiewów chóralnych, ktoś zauważył jego nietypowy głos o specyficznym brzmieniu i poprzez „łańcuszek" znajomych doprowadził do prof. Walerego Wysockiego w Galicyjskim Towarzystwie Muzycznym we Lwowie. Wysocki cieszył się naówczas wielką estymą, był sławny jako basso profondo, wieloletni solista La Scali i innych teatrów operowych, oraz jako znakomity pedagog w zakresie wokalistyki. Nadto dysponował własną klasą wokalistyki w Konserwatorium Lwowskim. Dla Adama Didura (a miał wtedy 18 lat) był to moment przełomowy i znaczący w przyszłej karierze. Metody Wysockiego mimo, że dość oryginalne, przynosiły znakomite efekty i uczniami Jego (oprócz Didura) był cały szereg znakomitości śpiewaczych: Aleksander Bandrowski, Józef Mann (zmarł nagle na scenie i nie zrealizował kariery którą mu wróżono), Maria Mokrzycka (Moscisca), Gabriel Górski, Czesław Zaremba, Eugenia Strasserówna, Irena Bohus-Hellerowa i inni.

Gdy lekcje śpiewu Adama Didura zakończyły się po dwu latach (termin zbiegł się z ukończeniem Studium Nauczycielskiego), Wysocki zasugerował dalszą naukę, ale już we Włoszech (konkretnie – w Mediolanie). Szczęście dopisało Adamowi, bowiem wyjazd taki wiązał się ze znacznymi wydatkami, na których pokrycie nie było go stać. I tu „objawił" się skromny, nikomu nie znany urzędnik pocztowy Jan Rasp (śpiewał w chórze „Lutnia") który wierząc w wielki talent Adama Didura, postanowił go wesprzeć swoimi oszczędnościami, nadto miesięcznie wypłacał mu połowę swojej gaży. Fakt, że była to inwestycja wielce udana, a i Adam okazał w przyszłości swoją wdzięczność, kupując Raspowi niewielki majątek pod Sanokiem. Nadto, co ważniejsze, połączyła ich serdeczna przyjaźń.

Biografie na ogół o tym milczą, przypisując debiut Didura deskom scenicznym Włoch, niemniej są dowody na to, że zadebiutował we Lwowie na początku 1894 roku w „Mszy" Adama Münchheimera, wraz z panną Rauchówną i panem Weinrederem (wg „Echa Muzycznego, Teatralnego i Artystycznego" Lwów, dnia 17 marca 1894 roku). Adam Didur naukę rozpoczął w Mediolanie u słynnego w tamtych czasach śpiewaka i pedagoga Francesco Emericha.

Karierę operową rozpoczął w 1894 r. na scenie teatru w Pinerolo koło Turynu w partii Ojca Gwardiana w Mocy przeznaczenia Giuseppe Verdiego. Wśród śpiewających w tej operze wystąpiła także dwudziestoletnia stypendystka rządu meksykańskiego Angela Aranda Arellano, która niebawem zostanie żoną Adama Didura (prawdziwa „moc przeznaczenia").

Odejdźmy zatem na chwilę od zawodowych sukcesów Adama Didura, na rzecz Jego prywatności. Rok 1895 to zarówno pierwszy rok występów Didura w MET, ale także zawarcie związku małżeńskiego z Angelą Arandą Arellano. Jej rodzice (ojciec Leandro Aranda i matka Ijigua Arellano-Aranda) pochodzili co prawda z Hiszpanii, osiedlili się jednak w Meksyku i tam właśnie, w miejscowości Guanajuato 2 sierpnia 1874 urodziła się Angela. Według najmłodszej córki Didurów, Mary (która, jak już wiemy, zajmowała się biografią ojca), zarówno ślub ten jak i decyzja młodych małżonków o pozostaniu we Włoszech, wywołała dużą niechęć ojca Angeli, który stawiając sprawę honorowo, uważał, że córka winna otrzymane stypendium odpracować w kraju. Niektórzy badacze sugerują nawet, że rzucił klątwę na córkę i nie chciał jej znać. Niemniej po jakimś czasie „rany" się zagoiły i sprawy wróciły na normalne tory. Niebawem Aniela urodziła pierwszą córkę Ewę, której ojcem chrzestnym został Arturo Toscanini. W związku z tym, Aniela na jakiś czas przestała występować na scenach. Wikipedia dalej podaje: „...z Angelą Arandą miał Adam Didur pięć córek: Ewa (wyżej wspomniana), Aniela (ur. 1898), Olga, Stanisława (ur. 1902), Maria (1905–1979, późniejsza tożsamość Mary Didur-Załuska). Dwie z nich zmarły w dzieciństwie na chorobę płuc (Aniela w 1916, Stanisława w 1918). Trzy pozostałe (Ewa, Olga i Mary) były śpiewaczkami operowymi, m.in. występującymi w Metropolitan Opera. Adam Didur wspólnie z trzema córkami 16 kwietnia 1926 r. występował w operze Faust wystawianej we Lwowie (Adam Didur grał Mefistofelesa, Ewa grała rolę Małgorzaty, Olga grała Martę, a Mary grała Siebla). Córka Mary Didur-Załuska (jak wyżej już opisano) po latach ustaliła dane biograficzne dotyczące ojca, w tym kwestie związane z jego urodzeniem..."

Wracając do kariery Adama Didura: śpiewał na różnych scenach włoskich, a następnie w Aleksandrii oraz w Kairze, gdzie odnosił sukcesy, m.in. w Aidzie Verdiego i Hugenotach Meyerbeera. Na zaproszenie wystąpił w wykonaniu IX Symfonii Beethovena z zespołem La Scali. Wyjechał do Ameryki Południowej, śpiewając w Rio de Janeiro i Buenos Aires. Ten pobyt wielu określa jako właściwy początek wielkiej kariery. W sezonie 1898/99 śpiewał na scenie teatru w Messynie. Wiosną 1899 roku, jadąc na wiosenny kontrakt operowy do Buenos Aires, poznał w podróży najsłynniejszego tenora wszechczasów – Enrica Caruso. To spotkanie zaowocowała przyjaźnią do końca życia Enrica. W latach 1899–1903 Didur był stałym solistą Opery Warszawskiej, a w 1903–06 ponownie śpiewał w mediolańskiej La Scali. 14 listopada 1908 r. zadebiutował tytułową rolą w operze Arriga Boita Mefistofeles na scenie nowojorskiej Manhattan Opera, a dwa dni później, na otwarciu sezonu w Metropolitan Opera w Aidzie Verdiego. Śpiewał tam partię Ramfisa w niezwykłym towarzystwie: partię tytułową śpiewała Emmy Destinn, w roli Amneris wystąpiła Louise Homer, Radamesem był Enrico Caruso, ojcem Aidy (Amonastro – król Etiopów) – Antonio Scotti, zaś całością przedstawienia dyrygował debiutujący również w Metropolitan Opera Arturo Toscanini. W 1914 r. został solistą nowojorskiej Metropolitan Opera (MET), lecz mimo to, nie zrezygnował z europejskiej kariery. Występował często na scenie lwowskiego Teatru Wielkiego, we Lwowie nauczał także w Galicyjskim Towarzystwie Muzycznym. Na scenie MET występował 729 razy oraz miał 182 występy z zespołem MET w innych teatrach Ameryki. Wielki rozgłos zyskał także w Rosji, gdzie występował wielokrotnie. Sławy jego nie przyćmiły nawet występy wielkiego Fiodora Szalapina.

Suche fakty nie oddają całego splotu przeróżnych zdarzeń z życia artysty, czy to skandali wywoływanych przez chorobliwie zazdrosną żonę, czy to kłopotów osobistych artysty, czy innych „smaczków' Pozwolę sobie zatem kilka z nich przybliżyć Państwu, cytując ze wspaniałego opracowania Wacława Panka zamieszczonego w serii „Maestro" „Adam Didur – bas wszechczasów":

„...Tegoż roku śpiewała także w Warszawie włoska solistka, przez wielu uważana za najpiękniejszą kobietę świata o anielskim głosie (a niedługo także za jedną z najbogatszych multimilionerek) Lina Cavalieri. Tu prawdopodobnie poznał ją Adam Didur, a po latach znajomość ta zaowocowała jednym z największych trzęsień w Didurowym małżeństwie i skandalem natury towarzyskiej, o którym głośno było w świecie operowym. Romans Liny i Adama rozwinął się kilka lat później, gdy oboje mieszkali w Mediolanie. „Kiedy plotki o tym dotarły do mamy – pisała w swoim pamiętniku najmłodsza córka Didurów – któregoś dnia nagle wzięła mnie za rękę i poszłyśmy do mieszkania pani Cavalieri. Otworzyła nam służąca i powiedziała, że jej pani nie ma w domu. Na to matka: – Nie szkodzi, zaczekam tu na nią. Służąca zostawiła nas w salonie. Ledwie jednak zamknęła za sobą drzwi, mama z furią zaczęła niszczyć wszystko, co wpadło jej w ręce. Rozbijała wazony, tłukła szkła... Słysząc rumor, wpadła do salonu przerażona służąca. A mama z ogniem w oczach mówi: – Tak, tak, to ja wszystko zrobiłam. Po to, by twoja pani nigdy więcej nie chciała już tu przyjmować mojego męża! – I poszłyśmy do domu. Jak wrócił ojciec, była awantura nie z tej ziemi. Ale historia z Liną Cavalieri skończyła się, bo ponoć powiedziała mu w gniewie: – Skoro masz zwariowaną żonę, to nie chcę cię więcej znać! I tak moja mama broniła się przed tymi piekielnymi kobietami..." – kończy tą uwagą Mary Didur-Załuska...";

„...Didur spadł zkonia i złamał nogę. Kiedy już się wyleczył i ponownie zjawił na scenie, wpadł w jakiś otwór, potłukł się dotkliwie i o mało sobie obu nóg nie połamał. To wszystko wraz z szykanami, jakimi go dręczono, spowodowało, że postanowił opuścić Warszawę, odmienić, jak nam opowiadał, swój pechowy los i poszukać szczęścia poza krajem".

Na domiar złego, jak donosiła prasa pod koniec 1902 roku: „P. Didur z powodu wrzodu za uchem musiał w szpitalu Dzieciątka Jezus poddać się trepanacji czaszki. Operacja udała się doskonale. Znakomity basista ma się lepiej". Widać z tego, że przełom 1902 i 1903 roku sprowadził na artystę serię niepomyślnych zdarzeń, co by tłumaczyło, że na wiosnę 1903 roku, po skończeniu sezonu w Operze, postanowił wyrwać się z tego „zaklętego kręgu"...";

„...w jesieni 1905 roku Adam Didur po raz pierwszy występował w londyńskiej Covent Garden. Śpiewał tam m.in. tytułową partię w Mefistofelesie Boita (z Giachettim i Zenatello). Po raz pierwszy spotkał się też na scenie ze słynną Nellie Melbą w „Cyganerii"... - Któż to jest ten Didur? – zapytała królowa Covent Garden, chadzająca również na przyjęcia do pałacu „Króla Wielkiej Brytanii i Irlandii, cesarza Indii etc.", czyli Edwarda VII, który był nią zauroczony.

– To Polak, solista La Scali.

– Przed występem wolałabym go usłyszeć na próbie.

I nic dziwnego w tych słowach, bowiem od Melby zależała obsada przedstawień, w których sama występowała. Kiedy przedstawiono Didura primadonnie, ta powitała go po polsku:

– Psiakrew! Niech cię diabli wezmą! – i uśmiechnęła się przyjaźnie, doceniając urodę polskiego śpiewaka. Lecz jego wyraz twarzy był w tym momencie niezbyt pogodny. Mrużąc słynne brązowo-czerwone oczy zdziwiona Melba zapytała tym razem w swoim ojczystym języku:

– Czy coś źle wymówiłam po polsku? Nie zrozumiał mnie pan?

– Zrozumiałem bardzo dobrze, tylko proszę mi łaskawie zdradzić, kto panią nauczył tego polskiego powitania?

– Bracia Reszkowie.

– To proszę im podziękować za nauki i jak najprędzej zapomnieć o tych słowach.

Nellie Melba przeprosiła Polaka, a spektakl – jak twierdzili wtajemniczeni – był udany.

Zaprzyjaźniony z Melbą francuski kompozytor Camille Saint-Saens twierdził, że aby przeszła ona do historii, wystarczyło tylko to, iż panowie Ritz i Escoffier, kucharze z londyńskiego hotelu „Savoy" wymyślili brzoskwiniowe lody z wanilią, malinami i kremem, które ochrzcili imieniem ulubionej artystki, a właściwie jej pseudonimem. Upłynęło trzy ćwierci wieku i rzeczywiście w świadomości milionów pozostały „lody Melba". Tylko dla garstki melomanów ostała się Melba – gwiazda opery, która dla Gounoda była wymarzoną odtwórczynią ról w jego dziełach: jako Małgorzata w „Fauście" Julia w „Romeo i Julii"..."

Kariera Adama Didura rozwijała się świetnie, co oczywiście oznaczała także znaczne przychody. Nie od rzeczy jest wiec dodać, że nie zapominał o swoich korzeniach. Jak podaje wyżej wzmiankowany Wacław Panek: „...kupił swojej matce i przybranemuojcu niewielki, stuhektarowy majątek z pięknym, stylowym, drewnianym dworkiem. Był to majątek Kozina należący do klucza Sielce (między Haliczem a Stanisławowem), który został zakupiony od sąsiadów Dzieduszyckiego, państwa Zakrzewskich. Tu właśnie w spokoju i dobrobycie spędzili resztę życia Wincenta i Antoni Didurowie, tutaj też przyjeżdżały na wakacje córki Adama z jego żoną. U babci też – jak wspomina Mary – wszyscy zajadali się nieznanym w Ameryce, a ulubionym kwaśnym mlekiem z kraszonymi ziemniakami..."

Trzeba też przyznać, że Adam Didur nie był (w przeciwieństwie do wielu), zapatrzonym w swój talent megalomanem. Był krytyczny wobec siebie i uważnie słuchający wskazówek innych. Z humorem opisuje też w swoich wspomnieniach różne podobne sytuacje: „...„Toscanini nigdy nie prawił komplementów żadnemu artyście – wspominał – wszyscy staraliśmy się sprawić mu satysfakcję, ale jedynym znakiem, po którym mogliśmy poznać, czy był zadowolony, czy nie – było podkręcanie przez niego wąsów. Pewnego razu, kiedy popełniłem błąd intonacyjny w „Miłości trzech króli" – a każdy wie, że Archibald jest ślepy – przerwał mi i powiedział: «w porządku, że jesteś ślepy, ale nie mogę się zgodzić na to, że jesteś głuchy». Kiedyś dyrygował „Cyganerią". Bardzo łatwo jest wypaść z rytmu tej muzyki. Obsadę stanowili wtedy: Caruso, Scotti, Farrar, Segurola i ja. Po pierwszym przedstawieniu Toscanini zawołał innego dyrygenta i podał mu batutę ze słowami: – Przypuszczam, że nie jestem dobrym muzykiem – oni zrobili zbyt wiele błędów..."

W życiu prywatnym Adam Didur także odniósł sukces „śpiewaczy". Jak wiemy z Jego pięciorga córek dwie zmarły na zapalenie płuc w młodym wieku, lecz pozostałe trzy obrały drogę kariery śpiewaczej – z powodzeniem:

Najstarsza Ewa zadebiutowała w Metropolitan Opera House 3 października 1918 roku. Cztery lata później zaczęła występować w mediolańskiej La Scali pod dyrekcją Arturo Toscaniniego. Śpiewała między innymi Małgorzatę w „Mefistofelesie" i Ewę w „Śpiewakach norymberskich". Tego samego 1922 roku występowała też w Teatrze Wielkim w Warszawie (jako Mimi w Cyganerii) i w Krakowie (Małgorzata w Fauście). Potem przeniosła się do Mediolanu, wyszła tam za mąż i występowała w La Scali (a także razem z ojcem w Operze Lwowskiej).

Olga Didurowa, mimo głosu raczej o skali mezzosopranowej, zaczynała swoją karierę śpiewaczą od ról sopranowych i też przy boku ojca. Razem z Adamem – Mefistem wystąpiła jako Małgorzata w „Fauście"16 kwietnia 1926 roku we Lwowie. W lipcu śpiewała tę samą partię razem z ojcem w Krakowie w Teatrze im. Słowackiego, a rok później w Teatrze Wielkim w Warszawie. Podobnie jak i Ewa – Olga trafiła też do Metropolita Opera. Debiutowała na tej scenie 21 listopada 1930 roku rolą Prezisilli w „Nocy przeznaczenia" Verdiego.

Najmłodsza z córek, Mary, poślubiła pana na Iwoniczu, Ireneusza hrabiego Załuskiego, mimo to również (wbrew opinii wyższych sfer) skierowała się ku scenie, nie operowej jednak, a operetkowej (co w oczach owych sfer zdało się być jeszcze większym „występkiem"). Zadebiutowała 21 września 1937 roku w roli Juanity w operetce „Słońce Meksyku". Po wojnie śpiewała w Operetce Poznańskiej.

W roku 1928 w kwietniu zmarła żona Adama Didura – Angela Aranda Arellano. Po około półtora roku, 21 grudnia 1929 roku Adam Didur poślubił francuską tancerkę Marguerite Vignon, z którą zamieszkał w Nicei. Jednakże po kilku latach małżeństwo to rozpadło się i Didur wrócił na stałe do kraju. W 1932 r. wycofał się ze sceny i powrócił do kraju poświęcając się pracy pedagogicznej. W latach 30. był profesorem klasy operowej we Lwowie. Był m.in. odkrywcą i opiekunem artystycznym Wiktorii Calma. Nadto do grona Jego uczniów należeli: Lesław Finze, Irena Małaniuk, Lidia Karatnicka, Zofia Kulpińska, Marian Nowakowski, Jadwiga Lachetówna, Zdzisław Pręgowski, Teodor Tereń-Juśkiw. W 1936 r. wcielił się w rolę Jerzego Gila w filmie fabularnym pt. Amerykańska awantura (scenariusz: Światopełk Karpiński, reżyseria: Ryszard Ordyński), który nie zachował się do współczesności. W latach 30. odwiedzał rodzinną Wolę Sękową, gdzie w miejscowym dworze mieszkał jego ojciec i córka Olga, której mężem został przedstawiciel rodu Wiktorów.

15 maja 1939 roku Adam Didur przyjechał do Warszawy i zamieszkał w hotelu „Europejskim". Zaproponowano mu bowiem objęcie dyrekcji Teatru Wielkiego. Od czerwca już urzędował w Operze. Nie wierzył w wybuch wojny, a jednak... Jak wspomina Jadwiga Lachetówna „...pierwsze naloty na Warszawę przeżyliśmy w schronie operowym. Potem mistrz znalazł mieszkanie na Wareckiej i przez całą okupacje utrzymywał się z lekcji śpiewu..." Podczas okupacji grono uczniów Adama Didura powiększyło się. Między innymi znalazł się wśród nich Franciszek Arno, a także znany już przed wojną piosenkarz, Mieczysław Fogg. Z Radomia przyjeżdżała też na lekcje kilkunastoletnia brunetka, późniejsza primadonna Opery Warszawskiej, Maria Fołtyn. Wespół z dyrygentem Zygmuntem Latoszewskim Didur firmował polskie koncerty w kawiarni „Gastronomia", na których – prócz jego uczniów – występowali najbardziej znani nasi śpiewacy.

Warto znów zacytować Wacława Panka: „...Po Powstaniu Warszawskim i ucieczce z obozu przejściowego w Ursusie (skąd wywożono wysiedlonych ze stolicy warszawiaków do pracy w Rzeszy) Adam Didur z Wiktorią Calmą znaleźli się w Krakowie. Kiedy w kawiarni „U Aktorów", gdzie spotykał się cały artystyczny światek, rozeszła się wieść o jego przyjeździe, niebawem przybyli do swojego mistrza rozproszeni po ewakuacji warszawscy uczniowie. I już w listopadzie 1944 roku, razem z reżyserem Bolesławem Fotygo-Folańskim, przygotował Adam Didur przedstawienie Halki. W roli tytułowej wystąpiła Wiktoria Calma, a w partii Janusza zadebiutował nowy uczeń Didura, wychowanek profesor Oleskiej z Lwowa – Andrzej Hiolski. Kiedy się niedawno pytałem, jak mogło dojść w okupowanym Krakowie do wystawienia polskiej opery narodowej, Hiolski powiedział, że gubernator Frank, czując się coraz mniej pewnie w roli władcy na Wawelu, chciał w ten sposób wykazać się przyjacielskim gestem w stosunku do poddanych. Zapowiedział nawet swoje łaskawe przybycie na premierę, a śpiewacy wiedzieli, że Polska Podziemna szykuje zamach na Franka właśnie podczas Halki. Obyło się bez strzelaniny, bo gubernator nie przyszedł..."

Nic dziwnego zatem, że właśnie do Krakowa, do Adama Didura, w kwietniu 1945 roku, przyjechała delegacja muzyków z Katowic, prosząc aby pomógł im w utworzeniu na Śląsku – teatru operowego. Mimo wieku, nie tylko nie odmówił, ale z wielkim przekonaniem włączył się w ten proces, mimo przeciwności i olbrzymich problemów. Nie zapominajmy, że to okres końca wojny, kraj zniszczony, biedny i wielu ludziom (decydentom) zdawało się, że nie jest to najbardziej w danym momencie – ważne przedsięwzięcie.

Jednak, jak zawsze, upór i wytrwałość doprowadziły do powstania opery (początkowo w gmachu Teatru im. Wyspiańskiego w Katowicach), której dyrektorem, oczywiście, został Adam Didur (nominację wręczał mu generał Aleksander Zawadzki, ówczesny wojewoda śląsko-dąbrowski). Tak więc w czwartek 14 czerwca 1945 r. o godzinie 17.30, rozpoczęło się pierwsze po wojnie przedstawienie. Oczywiście „Halka" Moniuszki. Za pulpitem dyrygenckim stanął (zaproszony przez Didura) Zbigniew Dymek (asystent Artura Toscaniniego z La Scali), zaś w obsadzie znajdujemy: Wiktoria Calma w roli tytułowej, Lesław Finze jako Jontek, Olga Szamborowska w roli Zofii, Adam Kopciuszewski jako Janusz, Henryk Paciejewski – Stolnik, Adam Dobosz – Góral, Adam Kopciuszewski – Dziemba i Stefan Dobiasz – Dudziarz.

Z uwagi na fakt, że zespół Teatr im. Wyspiańskiego nie mógł pomieścić się z zespołem operowym, szukano nowego miejsca i znaleziono w Bytomiu. Tam też (po długotrwałej adaptacji obiektu), przeniósł się cały zespół z Didurem na czele.Pierwszą premierą na nowej scenie bytomskiej, były dwie jednoaktowe opery „Rycerskość wieśniacza" Mascagniego i „Pajace" Leoncavalla. Poprowadził tę premierę (w sensie muzycznym), która odbyła się 9 grudnia 1945 roku, Jerzy Sillich, zaś wyreżyserowali Romuald Cyganik i Adam Dobosz.

Adam Didur oprócz funkcji dyrektora Opery, objął w Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach, klasę śpiewu, zostając także dziekanem Wydziału Wokalnego. Tam też, podczas zajęć, dnia 1stycznia 1946 roku, zmarł na atak serca. Cytat z pracy Wacława Panka: „...podobno ostatnimi słowami, jakie wypowiedział na chwilę przed śmiercią, były: „Śpiewajcie dalej, nie przerywajcie..." I wyszedł z klasy, by w pokoju nauczycielskim odpocząć. Tu zmarł na atak serca. Słowa te, powtarzane później przez uczniów Adama Didura, zostały potraktowane w szkole i Operze Śląskiej jako jego symboliczny testament..."

Jak wspomina Włodzimierz Hiolski-Lwowicz, solista Opery Śląskiej z grupy lwowskich repatriantów: „...Trumna stała w hallu Teatru im. Wyspiańskiego. Na górze zaś przez otwarte okno słychać było dźwięki orkiestry operowej, grającej pod batutą Jerzego Sillicha. A pod teatrem rynek zapełniony był tłumem ludzi. Stąd też powoli ruszył kondukt żałobny..."

Adam Didur spoczął w Katowicach na cmentarzu przy ulicy Francuskiej.

___

Materiały:

1. Adam Didur: boski bas, którego uwielbiały tłumy Alan Misiewicz 08.01.2016
2. Wikipedia org/wiki/Adam Didur
3. EWA DZIEDUSZYCKA - PRZYGODY Z ADAMEM DIDUREM
4. Twórca – Adam Didur Autor: Małgorzata Kosińska, Polskie Centrum Informacji Muzycznej, Związek Kompozytorów Polskich, listopad 2007.
5. Wacław Panek - ADAM DIDUR – bas wszechczasów
6. Adam Didur – syn ziemi sanockiej - muzyczne opowieści Andrzeja Szypuły

Jan Stanisław Kiczor
Wydawnictwo Pisarze
8 kwietnia 2019
Portrety
Adam Didur

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...