Aktor Pszoniak

"Aktor - Wojciech Pszoniak" - aut. Wojciech Pszoniak, Michał Komar - Wydawnictwo Literackie

"Niech się wam, k..., nie zdaje, że nie będę aktorem! - Odwróciłem się i trzasnąłem z całej siły drzwiami. Niech się wam, k..., nie zdaje!".

Został. A nie było łatwo, wręcz trudno było. Urodzić się w 1942 we Lwowie, w rodzinie polskiej inteligencji naznaczało od razu stygmatem nadanym z wyroków historii. Potem Gliwice - jakże inny - boleśnie szary świat, będący zaprzeczeniem tamtego lwowskiego. Ratunkiem było radio, najważniejszy sprzęt w domu, i lekcje muzyki, na które posłano najmłodszego z synów. Nędza, gdy ojca pozbawiono pracy, bo odmówił wstąpienia do partii, i jego nagła śmierć zakłóciły wszystko. Dobiło - nieprzyjęcie do liceum, spowodowane czwórką z zachowania ("Nie byłem chułiganem, ale byłem żywy, skory do żartów"). Czując się najsmutniejszym i najbardziej samotnym człowiekiem na świecie, nie mając dobrego kontaktu z matką, postanowił popełnić samobójstwo.

Na kolejowych torach...

Zamiast liceum - jednostka wojskowa; na koszmar i brutalność zareagował pisaniem wierszy... Wreszcie rozstanie z mundurem - w wieku 15 lat! Liceum Muzyczne i decyzja: chcę byś aktorem!

I znów mozół codziennego życia, bo mycie okien, strzyżenie psów, bycie laborantem, zaopatrzeniowcem, pracownikiem rzeźni i tak nie ratowały przed stałym odczuwaniem głodu. A z drugiej strony inny świat - teatrzyki i teatry i, arcyważne, spotkanie z Tadeuszem Różewiczem. Wreszcie egzaminy do szkół teatralnych, jeszcze bez matury, w Warszawie ("Brak warunków zewnętrznych, wady wymowy, brak wrażliwości") - czego efektem cytowany na wstępie okrzyk, w Krakowie - tu z powodzeniem. Także ostatecznym, co potwierdza "bardzo dobry z wyróżnieniem" wypisany na dyplomie.

Wojciech Pszoniak; jeszcze jedna wspaniała kariera okupiona cierniowym szlakiem wyrzeczeń i cierpień, kolejna biografia artysty, którą można by przełożyć na scenariusz filmowy. Punktem zwrotnym byłyby epizody z naboru do teatru paryskiego i rozmowa z reżyserem, prowadzona przez Pszoniaka, kompletnie nieznającego języka. Kolejna kariera w stylu trochę amerykańskim - z Andrzejem Wajdą w tle, bo to jego "Ziemia obiecana" aktorsko wyzwoliła jej trzech głównych bohaterów.

Właśnie Wajda, Swinarski, Hübner, który ściągnął Wojciecha Pszoniaka ze Starego Teatru do Warszawy, są postaciami dla tego aktora tak istotnymi. Potem nastali twórcy z Francji, z Europy; Claude Regy, Karel Reisz...

Wywiad-rzeka z Wojciechem Pszoniakiem, podany przez Michała Komara, a ładnie, z wieloma ilustracjami wydany przez WL, odsłania kulisy pracy z jakże różnymi reżyserami, metody dochodzenia do końcowego efektu, ale przede wszystkim pokazuje, jak pojmuje i odczuwa aktorstwo sam Pszoniak. "Sztuka aktorska zaczyna się ponad tekstem. Ażeby wyrazić to, co wywodzi się z tekstu i ujawnia się ponad nim, trzeba stworzyć własny język. Nie mowę - ta ma być zrozumiała. Właśnie język... Tak jak w malarstwie, gdzie sztuka zaczyna się ponad techniką, ponad rzemieślniczą umiejętnością". Do porozumienia z widzem ma dochodzić "na granicy olśnienia tajemnicą". Albo: "Aktor jest podmiotem i przedmiotem. Jest rybą i jednocześnie ichtiologiem. (...) Dlatego myślę, że nie można bezkarnie być aktorem". Takich wynurzeń, spostrzeżeń i refleksji, także podawanych białym wierszem, wiele w tej książce. Równie dużo w niej obszernych autoanaliz ról - z "Sędziów", ze "Snu nocy letniej", "Wszystko dobre, co się dobrze kończy", "Biesów", "Sprawy Dantona". Chwilami intelektualny dyskurs, bogato inkrustowany obszernymi cytatami z tekstów krytyków/dominuje nad zakulisową anegdotą, nad towarzyską aurą...

W tle oczywiście zawirowania dekad, kiedy Pszoniak (jak Olbrychski i Seweryn) stawał się aktorem na europejską skalę. Zatem książkę (swoją, o sobie) może zwyczajnie tytułować "Aktor". "Jestem aktorem! I niech tak zostanie".

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
12 listopada 2009

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...