Aktorzy listy piszą

List otwarty zespołu aktorskiego Teatru Dramatycznego

Mamy zatem kolejny odcinek telenoweli pt. "Nie lubimy Słobodzianka". Prawdę mówiąc bez wódki chyba nie da się rozebrać akcji tego tasiemca i kto ma w nim rację, jakie interesy reprezentują bohaterowie i do czego to wszystko zmierza

Zespół aktorski Teatru Dramatycznego napisał list otwarty w sprawie sytuacji, w jakiej teatr znalazł się pod dyrekcją Tadeusza Słobodzianka. List nie jest podpisany przez nikogo z imienia i nazwiska, ale pada w nim sformułowanie, sugerujące, że powstał w imieniu "całego zespołu". Aktorzy krytykują swojego dyrektora m.in. za to, że w pierwszym sezonie nie stworzył im możliwości współpracy z wybitnymi reżyserami (porównywalnymi do twórców tej miary, co Lupa, Wilson, Moguczij). Twierdzą również, że połączenie trzech teatrów skutkuje tym, że Wola wchłonęła Dramatyczny, "zacierając w konsekwencji jego osobny charakter i poziom artystyczny". "Dziś wydaje się, że utrzymywanie aktualnego stanu rzeczy prowadzi do stopniowej degradacji jednej z najważniejszych scen teatralnych w Polsce" - piszą aktorzy.

Mamy zatem kolejny odcinek telenoweli pt. Nie lubimy Słobodzianka. Prawdę mówiąc bez wódki chyba nie da się rozebrać akcji tego tasiemca i kto ma w nim rację, jakie interesy reprezentują bohaterowie i do czego to wszystko zmierza. Na trzeźwo patrząc parę faktów wydaje się pewnych:

1. Zarzewiem konfliktu w Dramatycznym była niewątpliwie decyzja o mianowaniu Słobodzianka na dyrektora teatru w wyniku kuriozalnej procedury i przyjęcie wraz z jego nominacją planu połączenia trzech scen: Przodownika, Na Woli i Dramatycznego. Nie da się chyba jeszcze określić, czy pomysł ten wypalił pod względem ekonomicznym. Oczywiście ważniejsza jest ocena artystyczna tego, co się działo w pierwszym sezonie dyrekcji Słobodzianka, choć można by się jeszcze z nią wstrzymać do ostatniej planowanej na początek lipca premiery. Jeśli jej teraz nie liczyć, to w istocie Słobodzianek nie miał ewidentnego sukcesu artystycznego, choć nie miał też wielkich porażek, do jakich w nieprzychylnych recenzjach urosły takie premiery, jak Młody Stalin czy Operetka.

2. Czy Słobodzianek ma prawo dokonywać nawet radykalnych zmian w teatrze, którego jest dyrektorem? W końcu przedstawił projekt, z którego jasno wynikało, że nie będzie prowadził takiego teatru, jakim Dramatyczny był za dyrekcji Pawła Miśkiewicza. Krytycy Słobodzianka często podnoszą argument, że Dramatyczny stracił obecnie swój poszukujący charakter. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że dyrekcja Miśkiewicza nie była oceniana jednoznacznie. Można mieć pretensje do władz Warszawy, że w swoim niemałym przecież gospodarstwie teatralnym nie znajdują miejsca na artystyczne eksperymenty, ale czy należy aż tak żałować, że nie ma ich już akurat na scenie Dramatycznego?

3. Wraz ze zmianą koncepcji poszły też zmiany w zespole twórców, których nowy dyrektor ma prawo dobierać. W teatrze naprzeciwko Dramatycznego nowa dyrekcja również dokonała przetasowań. Niektórzy aktorzy, którzy stracili angaże, nawet wygrali sprawy w sądzie pracy, ale nie podnoszono z tego powodu środowiskowego larum. Jasne jest, że lepiej gdy te trudne decyzje podejmowane są w sposób cywilizowany, z poszanowaniem prawa i szacunkiem dla drugiej osoby. Czym innym jest podziękowanie za pracę, a czym innym z niej "wypierdolenie", choć sam fakt jej utraty pozostaje bez zmian.

4. Niewątpliwie chwali się aktorom, że chcą pracować z lepszymi reżyserami niż słabszymi. Co prawda zespół Dramatycznego wymienił w swoim liście dwóch twórców, których zaprosił jeszcze Piotr Cieślak, a Robert Wilson, jak pamiętamy, tak bardzo się nie napracował z aktorami. Nie wiem, jakie były kulisy rozstania z reżyserami, którzy podjęli próby w ostatnim sezonie, ale jeśli ich projekty nie rokowały dobrze, to może lepiej, że do premier nie doszło. Najwyżej może dziwić fakt, że stało się to prawem jakiejś serii, za co Słobodzianek jest również współodpowiedzialny.

5. Zespół Dramatycznego w liście wielokrotnie powołuje się na swojego patrona - Gustawa Holoubka. "Wartość i siłę naszej sceny miał wedle Gustawa Holoubka reprezentować zespół kształtowany poprzez współpracę z wybitnymi reżyserami". Bardzo pięknie, choć należałoby pamiętać, że podwaliny pod najlepszą tradycję Dramatycznego stworzono także w latach 1955-61, kiedy nowo otwarta scena w PKiN zgromadziła świetnych aktorów, reżyserów, scenografów, kierowników literackich i stanęła w awangardzie odwilżowego repertuaru. Trudno też stwierdzić, żeby w ostatnich latach Teatr Dramatyczny miał cokolwiek wspólnego z pamięcią o Gustawie Holoubku poza faktem, że teatr zyskał jego imię. I trzeba by strawestować powiedzenie Jerzego Koeniga: wolałem chodzić do Teatru Dramatycznego Gustawa Holoubka niż do Teatru Dramatycznego im. Gustawa Holoubka. Czy członkowie zespołu Dramatycznego nie mają w tej sprawie nic na sumieniu?

A teraz luźne dywagacje:

Słobodzianek oczywiście był, jest i będzie atakowany, ponieważ jego dyrekcja jest nie w smak części środowiska. Każdy pretekst będzie dobry, by do dyrektora Dramatycznego strzelać, a nuż jakaś kula go w końcu trafi. Już przypięto mu łatę artysty reżimowego, ponieważ wszedł w alianse ze znienawidzoną władzą (która w istocie wiele sobie nagrabiła także na terenie kultury). Ponieważ Słobodzianek ma paskudny charakter na pewno niełatwo mu rozwiązywać konflikty. Może niepotrzebnie je eskaluje. Obawiam się, że na ziemi tak zaminowanej trudno będzie uprawiać pole. Nie wygląda na to, żeby znalazł się saper, który zdoła niebezpieczeństwa usunąć (a już na pewno nie jest nim Biuro Kultury m.st. Warszawy).

Zawsze oczywiście można liczyć na cud, że dobry teatr powstanie na przekór ludziom, którzy się nie lubią.

Wojciech Majcherek
www.wojciech-majcherek.blog.onet.pl
0

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia