Albertynka- cud dziewczynka

11. Międzynarodowy Przegląd Inicjatyw Teatralnych "Białysztuk"

Projekt "Piti Pą Tą" został zrealizowany przez studentów trzeciego roku Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w ramach pracy semestralnej na zaliczenie przedmiotu Gra aktora z lalką. Młodzi twórcy zinterpretowali fragmenty "Operetki" Witolda Gombrowicza. Nie zatracili przy tym sensu całego utworu, lecz dzięki wydobyciu najbardziej zagęszczonych znaczeniowo części tekstu uwydatnili jego sedno.

Studenci zrealizowali swój spektakl w konwencji, którą zaleca autor utworu. Stworzyli przedstawienie w formie scenicznego utworu muzycznego z dialogami mówionymi, charakteryzującego się lekką, melodyjną muzyką i komediową akcją, jednym słowem operetki. Muzyka grana jest na żywo przez jedną ze studentek- Magdalenę Mioduszewską, aktorzy poruszają się sztywno, pretensjonalnie naśladując tym samym charakterystyczne dla arystokracji ruchy będące częścią określonego dla tej klasy społecznej modelu zachowań. Ich mowa przedrzeźnia francuski akcent nadawany niegdyś polskim słowom by dodać dyskusji animuszu. Zauważyć trzeba, iż zabieg ten uświadamia, że tego rodzaju maniera nie jest jedynie reliktem przeszłości. Dzisiaj język angielski przejął dawną rolę języka francuskiego i angielskie słówka coraz częściej zastępują wyrazy polskie, często nie ma to żadnego uzasadnienia stanowi kaprys i próbę wyróżnienia swojej, znającej doskonale mowę obcą, osoby pośród pozostałych uczestników rozmowy.

By nie ujawniać w pełni swojej osobowości, emocji i usposobienia hrabia Szarm i baron Firulet twarze mają przykryte białymi maskami. W celu zaprezentowania swych zalet, zainteresowań, osiągnięć łamią zasady etykiety i niczym artyści estradowi wykonują piosenki w rytm skocznych melodii naśladując gesty i ruchy z dawnych kabaretów. Aktorzy w trakcie tych popisów umiejętnie parodiują wywyższającą się ponad inne klasę społeczną, która tak naprawdę niczym, oprócz skonwencjonalizowanych zachowań i określonego zasadami ubioru  nie różni się od klas niższych, nie reprezentuje też jakiegoś szczególnego rodzaju inteligencji. Zblazowanej magnaterii nie odgrywają jedynie aktorzy dramatyczni. Podległych modzie Księcia i Księżną reprezentują manekiny umieszczone na mobilnych krzesłach animowane przez lalkarzy. Goście uczestniczący w balu zostali zobrazowani za pomocą balonów przymocowanych do stojaków. To znak, który można odczytać jako snobizm, zadufanie w sobie danej warstwy społecznej a jednocześnie jej bierność i niechęć do jakichkolwiek zmian, nieumiejętność wpisania i odnalezienia się w szybko przekształcającej się rzeczywistości, wszak zarówno manekiny jak i balony nie mają możliwości wykonywania żadnych czynności samodzielnie,  są ubezwłasnowolnione ktoś ożywia je decydując tym samym co i kiedy mogą zrobić, charakteryzuje je też brak mimiki twarzy to zaś może sygnalizować nieobecność u omawianej tu części zbiorowości ludzkiej jakichkolwiek spontanicznych reakcji na otaczający świat. Niejako kreatorem  hermetycznego szlacheckiego środowiska jest dyktujący modę Mistrz Fior, to on nadaje piękne kształty nieraz szpetnym ciałom poszczególnych przedstawicieli klasy uprzywilejowanej. Fior władca tkanin cieszy się uznaniem zarówno służby jak i państwa- każdy chce przyjąć elegancką formę, schować swoją prawdziwą naturę pod szykowną suknią czy frakiem. Zależność tę zobrazowano w następujący sposób: Księżna i Książę rozpływają się w zachwytach nad talentem projektanta a w tym samym czasie służba- malutkie kukiełki przymocowane do stóp  aktorów animujących manekiny, z zapałem pucuje jego buty w rytm  przyśpiewki. To również ciekawy sposób na uwypuklenie różnic międzyklasowych i dystansu jaki dzieli poszczególne warstwy- duże manekiny górują nad niewielkich rozmiarów kukiełkami, a jednocześnie wykazanie ich cech wspólnych- fascynacji tymi samymi osobami i stylem życia. Przeciwieństwem skostniałej w swej formie zbiorowości jest córka sklepikarza Augustynka „cud dziewczynka”. Augustynkę pokazano dzięki wykorzystaniu techniki tintamareski. Schowana za parawanem aktorka swą twarzą i ruchami rąk oddaje emocje bohaterki, korpus-lalka pozostaje nieruchomy. Dziewczyna jest całkowicie naturalna, nieskażona etykietą, w jej zachowaniu obserwujemy niekontrolowane odruchy np. ziewanie czy nagłe zasypianie. Jej twarz nie jest zastygła w bezruchu, tak jak twarze Księcia i Księżnej, lecz przybiera coraz to inny wyraz  pod wpływem uniesień i wzruszeń. Córka sklepikarza ośmiesza i onieśmiela wyższych rangą książąt i baronów. Buntuje się też wyraźnie przez  przeciwko przybieraniu określonych postaw, ubranie traktuje jako rodzaj więzienia nadającego człowiekowi konkretny kształt i narzucającego pewien wzór postępowania.

Młodzi artyści interpretując fragmenty Gombrowiczowskiej „Operetki” zmuszają widza do śmiechu, publiczność drwi z bohaterów obserwowanych na scenie, jednak taka reakcja oglądających stanowi doskonały dowód na to, że obecny w spektaklu absurd sytuacyjny bez wątpienia można odnieść  także do współczesności. Studenci kreślą uniwersalny obraz człowieka, maskującego się nieustannie, chowającego swoją osobowość pod grubą warstwą makijażu i modnych ubrań. Przecież również dzisiaj strój niejako różnicuje społeczeństwo, dzieli na tych z grubym portfelem i tych mających nieco mniej zer na koncie, za pomocą ubioru przedstawiciele subkultur starają wyróżnić się spośród tłumu. Także dzisiaj wplątani jesteśmy w niezliczone konwenanse,  w modele zachowań, które są nam narzucane, bądź które narzucamy sobie sami, by osiągnąć określony cel.

„Piti Pą Tą” to bardzo ciekawa inscenizacja, w której studenci dają pokaz swoich umiejętności. Jest to demonstracja ich inwencji twórczej, zdolności wokalnych, sprawności ruchowej, wprawy w  animowaniu różnych rodzajów lalek: kukiełek, pacynek, manekinów i lalki trikowej- tintamareski. Mam jednak do studentów jedną pretensję o to , że w spektaklu nie mogłam zobaczyć marionetki dającej możliwość najdokładniejszego oddania ruchów człowieka bądź innej istoty żywej. Fakt niewykorzystania w projekcie najtrudniejszej do ożywienia lalki  to jedyny zarzut jaki stawiam twórcom przedstawienia.

Monika Roman
Dziennik Teatralny Białystok
4 października 2011

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia