Alicja w prezencie urodzinowym

"Alicja w Krainie Czarów" - reż. Elżbieta Pańtak, Grzegorz Pańtak - Kielecki Teatr Tańca

Zachwycające układy taneczne, przepiękne kostiumy, magiczne światy na kieleckiej scenie

Prezentem urodzinowym można nazwać ostatni spektakl Kieleckiego Teatru Tańca "Alicja w krainie czarów", którego premiera odbyła się dzień po 185 urodzinach Lewisa Carrolla, autora książki, która mimo upływu lat cieszy się wzięciem u czytelników.

Zauroczeni nią byli także szefowie KTT i postanowili przełożyć literacki utwór na widowisko taneczne. Zrobili to z rozmachem. Do zespołu KTT doprosili uczniów ze Szkoły Tańca Kieleckiego Teatru Tańca a scenę zaludnili postaciami z bajki. Po sukcesie "Dziadka do orzechów" o przygotowanie kostiumów poprosili tę samą scenograf związaną z operą wrocławską Małgorzatę Słoniewską, która tak jak poprzednio wyczarowała 200 kostiumów, trzeba przyznać - zachwycających a czasami zapierających dech w piersiach.

Elżbieta i Grzegorz Pańtakowie senną podróż małej Alicji podążającej tropem królika przez podziemne krainy potraktowali dosyć swobodnie. Oryginał zainspirował ich do tworzenia własnych światów. W pierwszym akcie wraz z Alicją i czerwonym (a nie białym) królikiem wędrujemy po ogrodzie zachwycając się kwiatami i ptakami. Zmieniające się jak w kalejdoskopie sceny do sielankowej muzyki stają się jednak cokolwiek nużące. Na szczęście z ustalonego rytmu wybijają je zabawne postacie stepujących stonóg i przepiękne motyle.

Panią Stonogą jest dawno niewidziana na scenie sama Elżbieta Pańtak a ten piękny epizod, dowcipny i brawurowo odtańczony przez cała gromadkę stonóg jest występem rodzinnym - pana Stonogę tańczy Grzegorz Pańtak, w młodą stonóżkę wciela się Kalina Pańtak i gra całej gromadce ragtimea Scotta Joplina na skrzypcach.

Zjawiskowo wypadają również Pamela Paprota i Marcos De Lima jako motyle zbierając zasłużone brawa od oczarowanej publiczności.

W drugim akcie dramaturgia i tempo spektaklu rośnie. Wraz z Alicją pędzimy od Kapelusznika do sfinksa, sekundujemy jej na dworze okrutnej Czerwonej Królowej a potem na zamku boimy się fantasmagorycznych duchów. Duchów, które nie tylko przerażają, ale i bawią - to trzeba zobaczyć samemu.

Realizatorzy widowiska dowolnie zmieniają konwencje, rodzaje tańca (wiele stylów jazzowych, z charlestonem, schimmi schimmi, rewią i stepowaniem), wprowadzają zaskakujące gadżety, wywołując śmiech widzów.

W finałowych scenach następuje kolejna przemiana i skromna do tej pory Alicja zamienia się w filmowego wampa - jak Marylin Monroe występuje w brylantowej kolii tocząc batalie z opryszkami. Jej sojusznikiem jest Pink Detektyw przypominający Różową Panterę. Tańcząca tę partię Małgorzata Ziółkowska kolejny raz dostała brawa przy otwartej kurtynie, bo ten kot podobnie jak Kot Sfinks zachwyca pokazując nieprawdopodobne możliwości tancerki.

Pańtakowie choreografie ułożyli do muzyki filmowej i rozrywkowej, wykorzystali między innymi utwory z filmów Charliego Chaplina. Gratulować im można wyobraźni. Wsparciem w wyczarowywaniu bajkowych światów pomogli autorzy wizualizacji: Jaśmina Parkita, Grzegorz Kaczmarczyk i Bartosz Kruk. Brawa dla Alicji (tancerek wcielających się w tę rolę) i całego zespołu, który dużych i małych widzów przenoszą w bajek świat. To bardzo udany prezent dla autora i nas wszystkich.

Lidia Cichocka
Echo Dnia
31 stycznia 2017

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia