Allen kpi też z siebie

rozmowa z Grzegorzem Kempinskym

To nie jest sztuka tylko o tym, czy Bóg istnieje i co jest rzeczywistością. Woody Allen, a ja za nim, obśmiewa takie rzeczy, jak złe aktorstwo, złych dramatopisarzy, życie celebrytów - mówi Grzegorz Kempinsky, reżyser "Boga" w Teatrze Miejskim w Gdyni.

W sobotę na deskach Teatru Miejskiego w Gdyni odbędzie się premiera sztuki Woody'ego Allena - "Bóg". Z reżyserem Grzegorzem Kempinskym [na zdjęciu], rozmawia Grażyna Antoniewicz:

Podobno tak jak Woody Allen nie przepada Pan za światem na zewnątrz, poza teatrem.

- Nie przepadam, bo ten świat jest zły i ponury. Z drugiej strony, jak mawia przewrotnie Allen, rzeczywistość jest jedynym miejscem, gdzie można zjeść dobry befsztyk. Próbuję więc poruszać się na pograniczu tych światów.

Czy poznał Pan kiedyś Woody Allena?

- Niestety, nie. Choć był on w Katowicach, gdy graliśmy nasz spektakl "Zagraj to jeszcze raz, Sam". Miał wtedy koncert i był zajęty, więc nie mógł być na przedstawieniu. Ale nieskromnie myślę sobie, że jakby przyszedł, to by mu się spodobało i by się śmiał. Ponieważ te wszystkie improwizacje są jak najbardziej w duchu Allenowskim.

Miał Pan w swojej pracy gdański epizod.

- Były to lata 90. Wspaniały czas, cudownej pracy z Jurkiem Łapińskim. Zrobiliśmy "Pierś" według Philipa Rotha. Uważam, że Jurek był w tym spektaklu genialny.

Najbliższe plany...

- Są wyjątkowo bogate, bo zaraz po realizacji gdyńskiej zaczynam w Katowicach próby komedii Bengta Ahlforsa - jest to niezbyt znany w Polsce tekst, ale często grany za granicą. To komedia dziejąca się też w realiach teatralnych. Uwielbiam, gdy przeplatają się różne rzeczywistości. Wkrótce w Ostrawie (w Czechach) robię "Łysą śpiewaczkę" Ionesco. Potem Bielsko-Biała, Katowice i być może znowu Gdynia. Należę do tych wybrańców, którzy mają zaplanowane dwa sezony w przód pracy w różnych teatrach.

Jak zrobić dobrą sztukę, która podobać się będzie publiczności?

- Generalnie nie ma się patentu. Jestem jednym z tych reżyserów, którzy bardzo ufają swojej intuicji. Często pytają mnie, dlaczego wybieram dane teksty? Nie wiem, więc odpowiadam banalnie - dlatego że mi się podobają. Czytam chyba ze sto sztuk miesięcznie, ale z tego zwykle niewiele mnie zachwyca. Te, które mnie zainteresowały, wrzucam w plik "wybrane". Gdy proponują mi reżyserowanie, sięgam po nie.

Intuicyjnie dokonuje Pan tych wyborów...

- Daję sobie przyzwolenie na to, żeby nie wiedzieć zbyt wiele. Moje spektakle nie powstają przy biurku, tylko na scenie, gdzie zderzam aktorów z tekstem i nową sytuacją. Wtedy powstaje metafora, kontekst - cała ta magia, którą ja nazywam teatrem. Nie boję się wyruszać w taką terra incognita. Lubię za każdym razem wypuszczać się na ziemię nieznaną i odkrywać nowe lądy. To mi daje ogromną przyjemność.

Skąd ta fascynacja twórczością Woody Allena?

- To fascynacja, ale jeszcze nie obsesja (śmiech). Fascynują mnie dobre teksty, a moim zdaniem niezbyt wiele jest interesujących współczesnych tekstów. Tak się składa, że Woody Allen napisał dwa. Jedna to "Bóg", a druga "Zagraj to jeszcze raz, Sam".

Obie Pan zrealizował, w tym "Boga" już po raz trzeci.

- Lubię ten tekst, ponieważ daje on ogromną możliwość improwizacji, a ja generalnie uwielbiam improwizację w teatrze, choć wymaga ona najwięcej pracy i musi być najlepiej przygotowana. Improwizacja rodzi się w sposób nieprzewidywalny. Ale trzeba sobie dać przyzwolenie, żeby za każdym razem chodzić jak dziecko we mgle, niewiele wiedzieć. Sztuka "Bóg" została napisana, gdy Allen mieszkał blisko Broadwayu. Pisał ją dla znajomego teatru, znajomych aktorów. Osadzona jest w tamtych realiach, które byłyby niezrozumiałe dla gdyńskiego widza. Dlatego w przedstawieniu przywołujemy miejscowe realia.

Skąd będzie na przykład Doris Levine?

- W naszym spektaklu jest mieszkanką Wejherowa. Generalnie pracuję tak, że zderzam tekst z aktorem i realną sytuacją, wtedy powstaje kontekst, i to jest moim zdaniem kwintesencja teatru. Dla mnie nawet Szekspir jest półproduktem, dopóki jest to tylko tekst napisany. W momencie zderzenia z żywym aktorem powstaje teatr.

Trzykrotnie na Śląsku otrzymał Pan Złotą Maskę za reżyserię.

- Zawsze mówię, że dla mnie największą nagrodą wcale nie są moje własne zdobycze, tylko fakt, że od sześciu czy siedmiu lat co roku jakiś aktor grający w moim przedstawieniu zdobywa jakąś nagrodę.
Często zjawiam się w teatrze, już w jakiś czas po premierze, aby zobaczyć mój spektakl. Kiedy widzę, że widzowie w czasie przedstawienia się śmieją, a wychodząc z teatru mają takiego "szerokiego banana" na twarzy, czuję, że mój zawód ma sens.
Moje spektakle są rodzajem pamfletu, zawsze przeciwko czemuś, czasami za czymś.

A tekst "Bóg"?

- To nie jest sztuka tylko o tym, czy Bóg istnieje i co jest rzeczywistością. Woody Allen, a ja za nim, obśmiewa takie rzeczy, jak złe aktorstwo, złych dramatopisarzy, życie celebrytów. Woody Allen drwi, kpi, a może to robić bezkarnie, ponieważ kpi z samego siebie.

Grażyna Antoniewicz
Polska Dziennik Bałtycki nr 69 online
23 marca 2012

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...