An-ski odczytany na nowo

"Dybuk" - reż. Maja Kleczewska - Teatr Żydowski Warszawa

„Dybuk" w reżyserii Mai Kleczewksiej oparty jest na podstawie dramatu Szymona An-skiego, żydowskiego pisarza, publicysty oraz badacza folkloru, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku. Jego pełny tytuł brzmi: „Dybuk, czyli na pograniczu dwóch światów". Szkoda, że reżyserka zrezygnowała z rozwinięcia tytułu, ponieważ przedstawiona przez nią historia w zasadzie opowiada nie tyle o losie człowieka opętanego przez dybuka, lecz ukazuje swoistą dwoistość rzeczywistości oraz koegzystencję żywych i umarłych.

Słowo „dybuk" można tłumaczyć jako „przylgnięcie" i jest to zjawisko polegające na wejściu w ciało istoty żyjącej duszy zmarłego, która błąka się po ziemskim padole, nie mogąc zaznać spokoju z uwagi na to, że umarła przedwcześnie i nie dane jej było pozamykanie ważnych spraw. Dybuk przedstawiony w spektaklu jest zły i przypomina nieco demona rodem z „Egzorcyzmów Emily Rose", „Dziecka Rosemary" czy filmu „Omen". Jednakże nie można generalizować, gdyż istoty te nie zawsze stoją po stronie ciemności.

Niestety, takie potraktowanie dybuka, jakie ma miejsce w spektaklu, wprowadza do niego element groteski ufundowanej na tragedii. Zbyt dosadne, zakrawające na prześmiewczą tragikomedię odegranie opętania razi.

Jak się okazuje, w interpretacji Kleczewskiej, historia o dybuku, który opanował ciało głównej bohaterki Lei, jest jedynie pretekstem do snucia narracji dotyczącej spraw związanych z Holocaustem i obecnością zmarłych wśród żywych, a także o konieczności kultywowania pamięci o nich. Kleczewska ustami aktorów Teatru Żydowskiego mówi także o chęci pojednania i współegzystowania. Przedstawienie stworzone zostało przy pomocy techniki dramatu analitycznego, która pozwala na budowanie napięcia poprzez stopniowe odkrywanie historii i tajemnic przeszłości. W główną historię wpleciono dodatkowe wątki, w tym niezwykle oryginalne pieśni wykonywane w jidysz przez chasydów ubranych w tradycyjne stroje.

Sztuka An-skiego jest do dziś jednym z najsłynniejszych utworów w języku jidysz, dlatego tak wielkie nadzieje można w nim pokładać. Tekst został napisany w 1914 roku, natomiast prapremiera odbyła się już po śmierci autora - w 1920 roku w Warszawie, kolejna realizacja powstała w roku 1922 w Żydowskim Teatrze Habima. Pięć lat później sztuka została wystawiona przez Maxa Reinhardta, a w 1937 roku, za sprawą Michała Waszyńskiego, doczekała się ekranizacji. Niemal pół wieku potem wystawienia dramatu na deskach Teatru Starego w Krakowie podjął się Andrzej Wajda, w 1990 roku Szymon Szurmiej w Teatrze Żydowskim w Warszawie, a w 1996 roku Janusz Wiśniewski w Schauspielhaus w Düsseldorfie. Nie można także pominąć realizacji Agnieszki Holland w Teatrze Telewizji z 1999 roku. Mając na uwadze wcześniejsze odczytania i realizacje sceniczno-telewizyjne „Dybuk" to trudny materiał i może przysporzyć reżyserowi nie lada trudności.

Historia Lei i Chonena porównywana bywa do dramatu „Romeo i Julia". W spektaklu Kleczewskiej przepięknie przedstawiono miłosny taniec kochanków prowadzący do połączenia ich dusz w miłosnym uścisku. Akt ten zwizualizowano przedstawiając moment wejścia Lei w ubranie Chonena, co miało symbolizować chwilę zespolenia dwojga ludzi nierozerwalnymi więzami przysięgi złożonej przez ich ojców, jeszcze przed urodzeniem młodych. Scena onirycznego tańca wyróżnia się swą estetyką od pozostałych momentów akcji i zdecydowanie należy do najlepszych. Choreografia przypomina nieco teatr tańca współczesnego.

Oglądając spektakl, można odnieść wrażenie, że reżyserka chciała zmieścić maksymalnie dużo treści w jednej realizacji scenicznej. Nadmiar treści budowany jest poprzez zaburzenie porządku czasoprzestrzennego, zestawienie dwóch światów: żywych i umarłych, realnego i fikcyjnego, łączenie różnych estetyk oraz zabiegi metateatralne. W spektaklu ma także miejsce rozprawa ze stereotypami jak strącenie z piedestału pewnych wartości i osób, na przykład rabina – mędrca, autorytet, który sięgnął bruku i przedstawiony został jako znudzony życiem robotnik tudzież szef zmiany w klapkach i podartym, niechlujnym ubraniu.

Całość stanowi kolaż elementów, puzzli, które niekoniecznie tworzą spójną układankę. Wiadomo, że w historię Żydów wpisane jest cierpienie oraz piętno Holocaustu, jednakże nie zawsze słusznym zabiegiem jest wplatanie tego typu treści w przedstawienie, nie mówiąc już o fragmencie kreskówki i postaci pokemonowego psa, który nie wiedzieć czemu pojawia się w finale spektaklu, okraszając go nutką kiczu. Od nadmiaru lepszy jest umiar, czy nawet dający do myślenia niedomiar, który pozwalania na stawianie pytań, roztrząsanie niedopowiedzianych losów.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny
13 listopada 2015

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski