Ani bezpieczni, ani wolni

My, artyści, nie czujemy się dzisiaj w Polsce ani bezpieczni, ani wolni

Nie chodziłam na manifestacje od lat osiemdziesiątych, teraz robię to co dwa tygodnie - mówiła Maja Kleczewska po weneckich pokazach "Wściekłości" w wywiadzie dla "La Vanguardia".

Polska reżyserka teatralna, jedna z uczennic Krystiana Lupy, otrzymała właśnie Srebrnego Lwa na 45. Biennale Teatralnym w Wenecji, którego dyrektorem po raz pierwszy był Włoch, Antonio Latella. Na Biennale zaprezentowała montaż scen nawiązujący bezpośrednio do aktualnej sytuacji w jej kraju, którego ultrakonserwatywny rząd chce kontrolować wszystko, w tym sądy i kulturę, która musi być "patriotyczna". Sztukę "Wściekłość", autorstwa zdobywczyni Nagrody Nobla Elfriede Jelinek, zmieniła w kipiący wściekłością dziennik telewizyjny, "który możemy teraz oglądać w Polsce" - zaznacza reżyserka.

Po końcówce spektaklu, kiedy to pojawiają się wstrząsające sceny, jak np. aktorka wdrapująca się na ogromne, wiszące, obdarte ze skóry zwierzęce żebra, aktorzy odczytują emocjonujący manifest, którego postulaty wydają się dzisiaj niemożliwe do zrealizowania. "W Polsce ma teraz miejsce konserwatywna rewolucja, pełna nacjonalistycznych sloganów i mowy nienawiści. Jednym z filarów, na których się ona opiera, jest strach przed uchodźcami. W oficjalnym języku stosowanym przez rząd konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość, uchodźcy są terrorystami lub pasożytami roznoszącymi choroby. Wolna i niezależna kultura jest atakowana i zastępowana propagandą popierającą ksenofobię i brak tolerancji. W ostatnich miesiącach Teatr Powszechny był przedmiotem brutalnych ataków mających na celu ocenzurowanie naszej działalności. Na manifestacjach opozycyjnych odbywających się w tym czasie, często pojawiało się hasło "Wolne sądy. Wolna kultura".

Jak to się stało, że otrzymała Pani Srebrnego Lwa na Biennale?

- Byłam niesamowicie zaskoczona, a w kontekście stale pogarszającej się sytuacji politycznej w Polsce, nagroda wydała mi się ogromną możliwością do tego, aby nasz głos mógł być usłyszany za granicą. Również głos w obronie sztuki, ponieważ teraz nie czujemy się ani bezpieczni, ani wolni.

Co aktualnie dzieje się w Polsce?

- Obecny rząd nie finansuje sztuki, która jest sprzeczna z uprawianą przez niego polityką. Sztuka powinna wspierać patriotyzm, być dla narodu. W tym samym teatrze, w którym przygotowaliśmy "Wściekłość", przygotowywana była również sztuka w reżyserii Oliviera Frljicia, opowiadająca o władzy Kościoła i fundamentalizmie katolickim, ale grupa nacjonalistów otoczyła teatr, aby nie pozwolić wejść widzom na spektakl. Miało to miejsce cztery razy. Czuliśmy się atakowani, a w sądzie toczy się nawet teraz postępowanie, które ma zdecydować, czy sztuka ta jest przestępstwem, czy nie.

Dlaczego miałaby być uważana za przestępstwo?

- Polskie prawo stanowi, że obraza uczuć religijnych jest przestępstwem. Tutaj przed siedzącą publicznością wydaje się to śmieszne i niemożliwe, jednak po powrocie do Polski będziemy musieli się z tym mierzyć każdego dnia. Od lat osiemdziesiątych nie chodziłam na manifestacje, a teraz chodzę co dwa tygodnie. To ogromna zmiana w moim życiu osobistym. Ponadto od 1989 r. teatr rozkwitł dzięki wielu nowym i młodym reżyserom, którzy studiowali z Krystianem Lupą i którzy zaczęli używać nowego języka. Zmienił się sposób pracy z aktorami i przeprowadzania prób, zaczęto improwizować bez przywiązywania się do tekstu. Można było wdrażać swoje pomysły. Rozwinięcie nowego języka jest długotrwałym, wieloletnim procesem i boimy się, że zostanie on zatrzymany. Teatr Polski we Wrocławiu był znany w świecie. Lupa prowadził w nim zgrany zespół dobrych aktorów, co również wymagało czasu. Ale władze zadecydowały o zatrzymaniu tego i zniszczyły go w trzy miesiące. Nie ma tam dobrej atmosfery, nie ma premier. Boimy się, co się stanie z Narodowym Starym Teatrem w Krakowie, który jest dla nas ważny. Aktorzy z Polskiego, którzy jeździli po świecie ze sztuką "Wycinka" Thomasa Bernharda w reżyserii Lupy, po każdym występie odczytywali protest dotyczący zmian, ale na nic się to zdało. Ponieśli porażkę.

Jak Pani widzi sytuację polityczną w kraju?

- Obecny rząd został wybrany w wolnych wyborach. Wyborcy zdecydowali, że nie chcą, aby Polska była zwolennikiem Unii Europejskiej, ani zgadzała się na przyjmowanie uchodźców. Prawdą jest jednak, że głosowało na nich tylko pięć milionów osób w czterdziestomilionowym kraju, jednak w wyborach była niska frekwencja. Teraz w kraju panuje nazistowska i rasistowska atmosfera i dochodzi do wielu incydentów. Osoby z Afryki, czy Arabowie są otwarcie atakowani na ulicy. Być może te władze ponownie wygrają wybory. Kontrolują już media, a dla wielu ludzi te 150 euro, które dostają na dziecko robi różnicę w domowym budżecie. Stąd wziął się pomysł na zrobienie "Wściekłości" w formie dziennika telewizyjnego, w którym można swobodnie się wypowiadać. Wściekłość można oczywiście odczuwać również w Europie, w Stanach Zjednoczonych, wobec terroryzmu, uchodźców, sytuacji ekonomicznej.

W prezentacji sztuki mówi Pani, że idea Europy stała się pusta i wypełniła się wściekłością.

- To krytyczny moment dla Unii Europejskiej. Oczekiwano, że powstanie bogata i potężna instytucja, nie patrząc na problemy, które mogą pojawić się w świecie szybko zachodzących zmian, do których Europa wolno się przystosowuje. Nie jestem optymistką jeżeli chodzi o Europę. Obecne władze kontrolują duże media i sprawiają, że wiele ludzi boi się być w Europie z powodu terroryzmu, uchodźców, wiele osób nawet myśli o opuszczeniu UE.

Gdzie jest dzisiaj miejsce teatru w szybko zmieniającym się i wirtualnym świecie?

- Ludzie pracujący w teatrze marzą, aby teatr mógł odwoływać się do uczuć, skojarzeń i być częścią zmian, dotykać czułych punktów widzów, ponieważ opiera się na spotkaniu twarzą w twarz. A im większe masz marzenia, tym lepiej. Ponieważ nie musisz zrealizować ich jutro, teatr daje ci pewną perspektywę, pokazuje drogę. Dla mnie teatr jest narzędziem wyposażonym we wrażliwość, świeżość, pozwalającym na odczytywanie teraźniejszości świata, na nazywanie rzeczy, których jeszcze nie nazwano.

tłumaczenie: Agencja ABC
"My, artyści, nie czujemy się dzisiaj w Polsce ani bezpieczni, ani wolni"

Justo Barranco
La Vanguardia
7 września 2017
Portrety
Maja Kleczewska

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski