Ani myślą o zejściu z afisza

rozmowa z B.Przewłocką, J.Tadlą, L.Ostaszkiewiczem, M.Tomasikiem

Od sześciu lat na sali komplet. Niektórzy widzowie przychodzą po kilka razy. Wszystko za sprawą spektaklu "Cafe Sax" opartego na tekstach Agnieszki Osieckiej. Z Beatą Przewłocką, Jolantą Tadlą, Leszkiem Ostaszkiewiczem i Marcinem Tomasikiem, elbląskimi aktorami, współtwórcami sukcesu "Cafe sax", rozmawiała Karolina Śluz.

- Pani Beato, poznała Pani Agnieszkę Osiecką osobiście. Jak do tego doszło?

Beata Przewłocka: Rzadko ma się okazję grać w sztukach autorstwa kogoś, kogo się zna osobiście. Agnieszkę poznałam wiele lat temu. Grałam w spektaklu "Łotrzyce" jej autorstwa. A ponieważ reżyserska była jej koleżanką, zaprosiła Agnieszkę na premierę. I tak ją poznałam.

- Było czuć, że jest wielką artystką?

Beata Przewłocka: Nie zachowywała się jak wielka gwiazda. Agnieszka była bardzo bezpośrednią osobą. Po kilku godzinach rozmowy, człowiek miał wrażenie, że zna ją bardzo długo. Nie stwarzała dystansu.

- Pan, Panie Leszku również poznał Osiecką. Jak wrażenie?

Lesław Ostaszkiewcz: Poznałem Osiecką u schyłku jej życia. Zmarła rok później. Była zamknięta w sobie. Podczas spotkań towarzyskich, gdzie wypada się rozluźnić, wypić kieliszek wina, ona cały czas była spokojna, zrównoważona. Dzisiaj myślę, że już wtedy wiedziała o swojej chorobie. Przeczuwała.

- Teksty Osieckiej sięgają głęboko w duszę. Czy to nie jest niemęskie?

Marcin Tomasik: Te piosenki są uniwersalne. Dotyczą sfery uczuciowej kobiet, ale mężczyzna też może je zaśpiewać. Jest to kwestia interpretacji piosenek. Choćby "To nasze ostatnie bolero".  Przez reżysera zostało podzielone na dialog dwóch mężczyzn, a refren śpiewa kobieta.

- "Cafe Sax" grany jest od sześciu lat. Pan również jest o sześć lat starszy. To ma wpływ na sztukę?

Marcin Tomasik: Na pewno. Jest to o sześć lat więcej doświadczenia życiowego. To się przekłada na postaci.

- Czy dla Pana stanowi różnicę, czy gra Pan piąty, dwudziesty czy setny raz w tym samym spektaklu?


Marcin Tomasik: Mam świadomość, że zostało to zagrane sto razy. Cieszę się z tego. Każdy spektakl staram się zagrać jak najlepiej potrafię i nieważne czy jest to setne czy szeregowe przedstawienie.

- Przy setnym spektaklu jest już rutyna? Czy wciąż towarzyszy mobilizujący stres?


Marcin Tomasik: Stres jest zawsze.

Beata Przewłocka: To jest pytanie o aktorstwo. Istotą aktorstwa jest, że człowiek powtarza daną rzecz nawet sto razy.

Jolanta Tadla: Tylko ktoś, kto nie ma świadomości wychodzi tak po prostu, na luzie. Albo, kiedy jest się bardzo młodym. Z wiekiem odpowiedzialność wychodzenia na scenę wzrasta.

Lesław Ostaszkiewicz: Kiedy w zawodzie uprawianym przez człowieka wkrada się rutyna, to znaczy, że trzeba zrezygnować z zawodu.

- "Cafe Sax" był też pokazywany poza elbląską sceną. W jakich miejscach był grany?

Jolanta Tadla : Graliśmy w Polsce i za granicą. Byliśmy w Rosji, trzykrotnie na Ukrainie. Gdzie byśmy nie pojechali z tym spektaklem na festiwal, to przywozimy nagrody. To też jest mobilizujące. Daje ogromną satysfakcję.

- Czy za każdym razem ten spektakl jest taki sam?

Jolanta Tadla: Tak. Na tym też polega zawodowstwo, żeby cały czas było tak samo. Może to się wydać sloganem, ale "Cafe Sax" to specyficzny spektakl. Może dlatego, że pierwszy w tej formule, że siedzimy w kawiarni, widz siedzi przy stolikach, może wypić kawę, herbatę? Każdy z nas ma swoją określoną postać, swoją historię, które przez te sześć lat w nas dojrzewa?

Marcin Tomasik: Dla mnie każdy spektakl jest inny. Nie jesteśmy maszynami. Gdy patrzę na zapis premiery, widzę, że ten spektakl naprawdę się rozwinął. Jednak nigdy nie wybiega poza ramy określone przez reżysera.

- Jeżeli ktoś był na premierze w 20O4 roku i przyszedłby teraz, to zobaczy to samo?


Beata Przewłocka: Tak. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby widz zobaczył coś innego. Spektakl jest wyreżyserowany i ma ciągłość. Nie może być tak, że w miarę upływu czasu, ilości zagranych razy, sztuka będzie się zmieniać.

Lesław Ostaszkiewcz: Zawsze po przerwie wznawiam spektakl oglądając go na zapisie jaki mamy. Patrzę wtedy na siebie i się załamuję. Prawdopodobnie, gdybym grał w filmach, to nie mógłbym na siebie patrzeć.

- Pani Jolanto, jedna z piosenek Osieckiej kojarzy się Pani z pierwszą miłością. Powie coś Pani o tamtej historii?

Jolanta Tadla: Mojej pierwszej, jeszcze młodzieńczej fascynacji towarzyszyła piosenka "Szukam kogoś". Śpiewała ją Urszula Sipińska. Resztę zostawię dla siebie.

- Czy mogłaby Pani zaśpiewać coś, czego Pani nie czuje?

Jolanta Tadla: Mówi się aktor-traktor. Grać musi wszystko. Ale tekstów Agnieszki Osieckiej nie można nie czuć. Mówią one o emocjach, o uczuciach, o człowieku. Miłość była, jest i będzie. Śmierć była, jest i będzie. Zazdrość była, jest i będzie. I tak dalej. Nawet jeżeli zamkniemy się w świecie komputerów, miłość na pewno nie zniknie z planety. Będzie. Chociażby internetowa.

- W związku z czym zawsze te teksty można odnieść do siebie. Nie sądzę, żeby można było obojętnie zaśpiewać i nie mieć stosunku do tekstów Agnieszki Osieckiej. Każdy z nas, gdzieś otarł się ojej piosenki. Może to sekret ich popularności?


Jolanta Tadla: Tak. Zauważamy, że zespoły wracają i robią swoje płyty właśnie z tego repertuaru. Jest to więc ponadczasowa twórczość.

Karolina Śluz
Dziennik Elbląski
17 grudnia 2010

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia