Ani wygodne, ani urocze

„Pomysłowe mebelki z gąbki" – reż. Mariusz Grzegorzek – Teatr Studyjny w Łodzi

Idąc na „Pomysłowe mebelki z gąbki" spodziewałam się miękkich, fikuśnych form, sprężystej gąbczastej materii, w której zapadnę się zamortyzowana na trzy godziny kolorowego, soczystego freak show. Zignorowałam sygnały podejrzliwości, że studenci PWSFTViT są nieobliczalni, że nie znają litości, to niewątpliwie jakaś pułapka, pewnie usypiają moją czujność. Trafiam na spektakl o ostrych krawędziach, najeżony gwoździami, głośny, palący. Widownia błaga o przerwę już w scenie z czereśniami.

Mariusz Grzegorzek wraz z dyplomantami Szkoły Filmowej serwują trzygodzinne „trudne sprawy", których nie da się przyciszyć, przełączyć, a na reklamach zamiast miłych oku obrazków jedzenia i miłych sercu ofert kredytowych, otrzymujemy kolejną dawkę wrażeń, interpretację zwyczajów huculskich. Tę mieszankę nastrojów posypano zamiecinami ze szkolnych korytarzy, studenckimi sprzeczkami, żarcikami, strzępkami rozmów. W tych krótkich chwilach prywatnej wymiany zdań widz, tak jak aktor, może złapać powietrze.

Widownia reaguje śmiechem na kolejne perypetie rodziny Maluchów z Łodzi. Gdy zakochana-Sandra-lat-czternaście zaprasza na przerwę słychać jednak westchnienie ulgi. Ciekawe, że włączając telewizor w zaciszu domowym stajemy się odbiorcą toksycznej papki programów paradokumentalnych z własnej woli.

W tę kampową nerwowość wciśnięto zagubioną dziewczynkę, kobietę, matkę. Odwieczny lęk, ciężar ciąż, modły o miłość i nadanie wartości. Takie czasy, ginekolog to rzeźnik, miłość ma wartość batona, a nastolatki na dźwięk słowa „antykoncepcja" wiją się w konwulsjach. To niewątpliwie spektakl ważny. Rozpoczyna dyskusję o upadku świata wartości. Pokazuje jak miotamy się pośród haseł politycznych, a tu niepostrzeżenie Polska poległa. Patologiczna treść medialna sprawia, że gąbczeją nam mózgi, a seksualność to nadal problem, jak za czasów górali huculskich. Spektakl otwiera na oścież dyskurs o statusie kobiety. Dziew-czyn-ka, trójgłowy strzęp świadomości, złożony z charczących dźwięków, nieskładny i słaby, mocno zapada w pamięć.

W tle sceny pojawiają się projekcje, niekiedy dopełniające, innym razem wytrącające z równowagi. Neonowe buźki są paskudne, ale raczej nieszkodliwe, natomiast obraz niemowlęcia z trudem łapiącego oddech wprawia dłonie w drżenie, rywalizuje o atencję z odgrywaną równocześnie sceną.

Oprawa muzyczna również waha się pomiędzy wariantem szkodliwym dla ucha, a pełną napięcia narracją dźwiękową. Ostatnią scenę wzbogaca niesamowity Pan Leszek z akordeonem (Leszek Kołodziejski - opieka muzyczna), tym rekompensuje wszystkie multiplikacje, demoniczne przesterowania i przyprawiający o mdłości przerywnik programu „Nabrzmiałe problemy".

Warto wspomnieć o sprytnie skrojonych kostiumach, bowiem stanowią bazę do pozostałych ról. Zaprojektowane przez Tomasza Armadę czarne, luźne dresy pozwalają na dużą swobodę. Aktorzy w jednej chwili, za pomocą peruki czy futrzastych butów, zmieniają się w królów tandety, a zaraz potem mogą wystąpić w ciemnym lesie sprzed stu lat lub góralskiej chacie zachowując pełną spójność postaci.

Czy warto się tak umęczyć? Wziąć udział w tym pogiętym, pokręconym, jazgotliwym widowisku? Warto. Kombinerkami otwiera nam głowę. Uwaga! Dla wytrwałych nagroda. Kto wytrzyma do końca ma zaszczyt doświadczyć sceny z miskami. Co prawda trup sieje się gęsto, ale woda i mokre szmaty, oddają upragnioną magię teatru w tak mistrzowskim stylu, jak ziemniaki w „Czarownicach z Salem". Balladę wykonuje przejmująca Ksenia Tchórzko. Naprawdę hipnotyzuje. Ukłon należy się również pięknookiej Faustynie Kazimierskiej za nawiedzoną, znerwicowaną nauczycielkę, której gdyby odjęto mowę, gestem powiedziałaby wszystko. Ulubioną matką Sandry była dla mnie Izabella Dudziak, zabawna i przaśna, a w roli Patyka wyróżnił się Filip Warot. Elżbieta Zajko niezależnie od roli nie pozostanie niezauważona. Wyrazista, zarówno będąc Sandrą czy po prostu niosąc miskę. Niezwykłym kunsztem komedianta zachwycili Piotr Pacek i Michał Surosz. Wykazali się przede wszystkim umiarem.

Przyznać należy Szkole Filmowej laur upadków na scenie. Prawdziwie upadają jedynie studenci PWSFTViT. Widać w nich zapał, szczerość i żywioł. Przechodzą gładko od karykaturalnej nadmierności scen z programu TV do mrocznych, metafizycznych rytuałów. Podołali wyzwaniu bezsprzecznie. Lawirują pomiędzy groteską, kabaretem, poetyką absurdu, horrorem, jakimś mistycyzmem, dreszczem.

Zachwycili!

Katarzyna Drab
Dziennik Teatralny Łódź
26 listopada 2018

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...