Architektura wspólnoty

"Chór kobiet" - reż. Marta Górnicka - Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

"Chór kobiet" pokazywany w ramach Krakowskich Reminiscencji Teatralnych przykuwa uwagę. Wprowadza widza w krąg kobiet, przyglądających się współczesności i językowi, który próbuje je określić.

Pierwsze sekundy spektaklu to konfrontacja ze ścianą dźwięków. Ich intensywność nie wynika z żadnej elektronicznej amplifikacji, lecz z perfekcyjnego wykorzystania głosów dwudziestu sześciu kobiet. Projekt Marty Górnickiej pozornie opiera się na prostych założeniach, które pozwalają przyjrzeć się materii wykorzystanych tekstów i ich przetworzeniu przez chór. Grupa kobiet w różnym wieku i o odmiennych zawodach wykorzystuje otaczające je slogany, fragmenty programów telewizyjnych, postaci z gier komputerowych i bajek, aby wypowiedzieć się, dokonać analizy współczesnego języka od wewnątrz. Najpierw, z niezwykle wyrafinowanym podziałem na głosy, wykrzyczany został przepis na babkę. Kolejne wykorzystane teksty to fragmenty Antygony oraz dzieł Barthesa i Foucaulta – funkcjonujące na równi ze sloganami i językiem programów telewizyjnych. Mieszanka tekstowa wydaje się odzwierciedlać otaczające nas elementy współczesnej kultury i reakcję na nie, stanowi język krytyczno-analityczny. Przedstawione teksty funkcjonują w rzeczywistości nas otaczającej niczym nieustający szum, który odebrał chór i przekazał dalej. W trakcie spektaklu kobiety starają się sproblematyzować swoją obecność oraz wyciągnąć wnioski z rzeczywistości. Chór bowiem posiadł wiedzę dzięki kumulacji różnych punktów widzenia. Widzi więcej, ale również jego oddziaływanie jest silniejsze. Jego głos odbija się od ścian, dając wrażenie nieskończonej ilości krzyczących, szepczących i mówiących postaci. 

Chór kobiet intensywnie patrzył na widownię. Wszystko było widoczne – publiczność i scena – w takim samym stopniu. Już na wstępie wydaje się to nową umową miedzy wykonawcami a odbiorcami – zostaliśmy zagarnięci przez spektakl, wspólnie analizujemy otaczającą nas rzeczywistość. Chór nie zwraca się do domniemanych obserwatorów znajdujących się w ciemności, kobiety widzą publiczność i mówią do konkretnych osób, co wpływa na intensywność przekazu. Brak podziału na ciemność i jasność staje się próbą zniwelowania przestrzeni, wykluczenia widza jako uczestnika już na poziomie układu sceny. Kobiety stoją na podeście, którego tylna część jest podwyższona. Stojąc na tak skonstruowanej pochylni (niczym na trampolinie) wydają się nieustannie gotowe do skoku w stronę publiczności. W odległości jednego metra od sceny znajduje się pierwszy rząd krzeseł – w trakcie występu kobiety bardzo często przekraczają tę granicę. Ani na chwilę nie znika wrażenie intensywnej bliskości. Poczucie wspólnoty wciąga widza w materię spektaklu i wykorzystywane jest przez chór w grze uwodzenia i odtrącania. Kobiety wykonują fragment Halki tyłem do widowni, w kokieteryjnej pozie. Odwracają się tylko wtedy, kiedy mówią do publiczności. Bycie obiektem pożądania jest bardzo łatwe, jednak przy jego multiplikacji cała uwodzicielskość sytuacji zostaje rozbrojona. Niezwykłe jest wrażenie dziwności, które wywołuje chór kobiet wypowiadający się czule w tej samej sekundzie.

Chór kobiet niesie ze sobą dużą dawkę humoru. Od żartu, niezwykle szybko i niezauważalnie, przechodzi się tu do problemu ciała i funkcjonowania społeczeństwa. W sposób podobny do konstrukcji tekstów Elfriede Jelinek, spektakl nieustannie ukazuje mechanizmy języka opisującego rzeczywistość. Jednak, w przeciwieństwie do dzieł noblistki, Chór kobiet nie przyłapuje widza na nieodpowiednim śmiechu, nie rozlicza brutalnie ze „słownych przewinień”. Wspólnota między sceną a widownią tworzy sferę wolnej wymiany, bliskości, nieustannego dialogu i zabawy. Śpiewana fraza: „Jest Pan księciem czy tylko tak się Pan nazywa” została wykonana niskim głosem przez jedną z aktorek, która podchodzi do widzów z uśmiechem na twarzy. Widownia i wykonawcy wspólnie pochylają się nad otaczającym nas językiem. Dyrygująca chórem Marta Górnicka znajduje się w pierwszym rzędzie publiczności, staje się w ten sposób widzem, który komunikuje wykonawcy własne wrażenia.

Chór kobiet jest zbudowany niczym wiejskie zgromadzenia kobiet, wspólnie śpiewające i wymieniające opowieści. Przerwy, które następują, służą właściwemu wybrzmieniu dźwięków. W przedstawieniu nie istnieje stały podział miejsc lub głosów, wszystko nieustannie się zmienia. Krzyk przechodzi w stonowaną artykulację, potem w szept – momenty przejścia są niezwykle trudne do uchwycenia. Podobnie jest z choreografią. Ruch sceniczny i gestykulacja współgra z głosem, tworząc silny przekaz. Chór na końcu kładzie się i szepcze do nieba… Widziane z góry kobiety wydają się jedną masą.

Justyna Stasiowska
E-splot
25 października 2011

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia