Bajka dla dzieci i dorosłych

"Dziób w dziób" - reż. Zbigniew Lisowski - Teatr Baj Pomorski

Kiedy teksty sceniczne znakomitej dramatopisarki Maliny Prześlugi trafiają do dyrektora Baja Pomorskiego w Toruniu, Zbigniewa Lisowskiego, mają zawsze zagwarantowany sukces, na który składa się jego oryginalna artystycznie reżyseria, wspaniała gra aktorska, scenografia oraz muzyka.

Powstałe spektakle prowokują do myślenia, budzą emocje, odsłaniają magię teatru przed młodymi widzami. Duet Prześluga - Lisowski wprowadza widzów i tych najmłodszych, i dorosłych, w prawdziwy współczesny teatr. Zrealizowana przez nich wcześniejsza inscenizacja "Pręcika" to spektakl wyczuwający intuicyjnie psychikę dzieci, ich wyobrażenie o świecie, tym bliskim i tym dalekim. Więc, gdy Malina Prześluga została w tym roku laureatką 24. konkursu na sztukę teatralną dla dzieci i młodzieży za dramat "Dziób w dziób" i tym razem nie mogło być inaczej. Jego prapremiera miała miejsce na toruńskiej scenie 23 czerwca tego roku.

Myślę, że Ezopowi spodobałby się ten spektakl. Bo jest to bajka, w której pod postaciami zwierząt zostają wyśmiani ludzie, wyznawane przez nich wartości, postawy i cechy charakteru. I jak na taki rodzaj bajki przystało, pokazuje bardzo gorzką prawdę o nas samych i równie głęboką mądrość. Wartości wychowawcze tego spektaklu skierowane są do widzów młodszych, jak i dorosłych. Gołębie - skinheadzi rządzą dzielnicą, a ich podstawową bronią w walce z innymi jest "obsryndalanie" wszystkiego, czego nie akceptują. Nagle przepada bez wieści ich ziomal - Janusz. I oczywiście głównym podejrzanym jest kotka Dolores, bo jak powszechnie wiadomo, kot to wróg odwieczny ptaków. Szukanie dowodów jest stratą czasu, a pewną śmierć Janusza w brzuchu Dolores trzeba pomścić. Bo gołębie mają monopol na prawdę i zawsze się tego trzymają. Zresztą, są razem i rządzą na "dzielni", bo porządek musi być.

Nagle pojawia się wróbelek Przemek. Szuka przyjaciół, ale to nie jest takie łatwe. Zwrócić na siebie uwagę bandy trzęsącą dzielnicą to nie taka prosta sprawa, a co dopiero zaprzyjaźnić się z nią. Odwaga Przemka zostaje wystawiona na próbę. Zresztą on sam, chcąc wkupić się do grupy, podejmuje się spotkania z kotką Dolores, by dowiedzieć się, co z Januszem. Niełatwe to zadanie, bo grozi śmiercią.

Tylko, dlaczego gołębie, symbole miłości, pokoju i niebiańskiej czystości oraz niewinności są pełne agresji, chęci odwetu, a przede wszystkim żądne zmasowanego ataku na Dolores? Dlaczego z kolei ona, kotka słynąca w okolicy z drapieżnego i bezwzględnego charakteru, nie zjada wróbelka Przemka, tylko prowadzi z nim długie rozmowy. A nawet daje się mu prowadzić do gołębi, by wytłumaczyć, że nie ma nic wspólnego z zaginionym Januszem? I dlaczego wróble spuszczają Przemkowi "łomot" za to, że próbował zaprzyjaźnić się z gołębią bandą? Za zdradę, bo przynależność do grupy zobowiązuje do bezwzględnego posłuszeństwa?

Pytań jest bardzo dużo, a poszukiwanie odpowiedzi jest jednym z wielu pozytywnych aspektów tego spektaklu. Co jest źródłem tych konfliktów? Tego wzajemnego braku akceptacji, nietolerancji, przekonania o własnej racji i chęci narzucenia jej innym? Nienawiści do tych, którzy myślą inaczej. Tego przedziwnego ludzkiego "rozproszenia się"? Wyjaśnienia podpowiada plakat do spektaklu przedstawiający wieżę Babel, którą według Księgi Rodzaju, wznosili zjednoczeni ludzie, by stała się znakiem ich wzajemnej solidarności i wspólnoty. Tymczasem Bóg Jahwe, bojąc się tej jedności, pomieszał im języki I gołębie, i wróble, i koty mówią w spektaklu innym językiem, odwołują się do odmiennych wartości. Językiem rozmowy jest przemoc, udowodnienie swoich racji. Jakie wydarzenie spowoduje wzajemne zrozumienie się? Z jakiego powodu gołębie, wróble oraz kot zawrą przymierze jak w powiedzeniu "dziób w dziób"? Dlaczego "obsryndolą" wieżę Babel? Warto obejrzeć ten spektakl i odpowiedzieć sobie na te pytania.

Mocną stroną przedstawienia jest jego aktorstwo. Szanse na zaprezentowanie swoich możliwości dają same postaci. Tak bardzo bogate psychologicznie, zróżnicowane i mające jednocześnie wiele cech wspólnych. Gołębica Mariolka to dziewczyna, która swoją moc czerpie z poczucia jedności z bandą, ale nie chce zatracić siebie. Dominika Miękus jest w tej roli wspaniała pod każdym względem. Gra tak przekonująco, to znów brawurowo, tak ostro, tak czule, że porywa za sobą widzów. W kameralnych scenach z wróblem Przemkiem stwarza bardzo ciepły, opiekuńczy klimat. A wróbel? Okaleczony psychicznie przez matkę nosi w sobie piętno poczucia winy za śmierć brata, który wypadł z gniazda. Krzysztof Parda daje granej postaci bardzo wiele psychologicznej prawdy. Świetny w scenach rozmów z duchem brata, którego cień towarzyszy mu niemal w każdej życiowej sytuacji. Przekonujący w rozmowach z Dolores. A ona sama? Edyta Łukaszewicz- Lisowska wnosi na scenę wiele kociej filozofii, mądrości i tajemnic. Jest drapieżna i demoniczna, wyrozumiała i łaskawa, ciekawa i sprawiedliwa. Ileż ma w sobie odczuć, emocji! Krzysztof Grzęda, w roli gołębia Henia, zaskakuje ciekawą interpretacją postaci. Mariusz Wójtowicz, jako gołąb Zbigniew, to umysł przywódczy, bezwzględny, wymagający, narzucający swą wolę. Z drugiej jednak strony ma swoje chwile słabości i zagubienia. Wójtowicz wspaniale przekazuje te wszystkie uczucia. I Andrzej Korkuz. Grany przez niego gołąb Stefan idealnie wpisuje się w sceniczne emploi aktora.

Wreszcie Jacek Pysiak w roli gołębia Janusza! Jakże ciekawe przechodzi transformacje. Wprowadza w spektakl rolą niemal pantomimiczną, potem zajmuje miejsce z boku sceny, by dalej grać na gitarze. Ale nie tylko zachwyca widzów jej brzmieniem. Dźwięki gitary "łączą się" brzmieniowo z wypowiadanymi kwestiami przez aktorów na scenie. Współgrają z nimi. Aktor gra cały czas twarzą. Jego mimika wyraża emocje adekwatne do akcji dziejącej się na scenie. W eksponowaniu przeżywanych emocji wspomaga go wykonywana przez niego melodia. Janusz to ciekawie i subtelnie interpretowana postać sceniczna, pojawiająca się w końcowej, kluczowej scenie, w której Jacek Pysiak osiągnął wyżyny swej aktorskiej sztuki.

Ogromną rolę w spektaklu odgrywa właśnie muzyka. Jej przestrzeń wyraźnie podzielona jest na dwie warstwy. Jedną z nich wypełnia obsesyjna tonacja C-dur "Bolera" Maurice'a Ravela i wprost oszałamia intensywnością dźwięków. Nieustannie powtarzający się ten sam rytm melodii towarzyszy scenom, w którym występują gołębie i idealnie odzwierciedla ich obsesyjne przekonanie o tym, że to kotka Dolores zjadła ich ziomala Janusza. Druga warstwa to muzyka wykonywana na żywo, a skomponowana przez znakomitego w swym rzemiośle Mateusza Jagielskiego. Kompozytor stworzył już świetną psychologicznie muzykę do wspomnianego spektaklu "Pręcik" Maliny Prześlugi. I w tym udowodnił również, jak bardzo muzyka harmonizuje z emocjami płynącymi ze sceny. Ale nie tylko. Ona "mówi", wyprzedza akcję, zapowiada ją, płynie razem z nią i ją kończy. Dźwięki gitar w tym spektaklu pobrzmiewają w słowach aktorów. Dawno nie słyszałam muzyki, która by w tak znaczący i harmonijny sposób budowała nastrój i współbrzmiała z akcją sceniczną.

I jest jeszcze pełna niepokoju czerwona wstęga-struna, która łączy górę sceny z dołem. Taki osobliwie ciekawy filozoficzno-muzyczny most łączący niebo z ziemią... Ilekroć aktorzy go dotykają rozlega się rezonująca fala dźwięku przenosząca ich emocje poprzez wibracje na pozostałe osoby. I wywołuje oczekiwane reakcje! Zresztą w tym spektaklu z góry "spadają" także kostiumy dla aktorów. Ciekawe to pomysły reżyserskie. Zbigniew Lisowski po raz kolejny demonstruje swój warsztat reżyserski pełen nowatorskich pomysłów scenicznych. Swą artystyczną wrażliwość, subtelne wyczucie dziecięcej psychiki. Klimat przedstawienia budują także animacje multimedialne autorstwa Sylwestra Siejny oraz Zbigniewa Lisowskiego.

I scenografia. Oparta na geometrycznych bryłach i trzech zasadniczych barwach - białej, czarnej i czerwonej. Podkreślająca odrębność gołębi, wróbli i kotki. Sześciany i prostopadłościany grają razem z aktorami. Są schronieniem, w ich wnętrzu szuka się poczucia bezpieczeństwa. A bloki mieszkalne są miejscem, w którym jak w soczewce skupiają się ludzkie charaktery, odmienności. Są miejscem rodzących się konfliktów. Jest i ołtarz, na którym składa się ofiarę. Dariusz Panas stworzył na scenie obszar współcześnie bardzo nam bliski, którego symbolikę można bardzo łatwo odczytać. I kostiumy. Takie, które widujemy na ulicach polskich miast. Które budzą niepokój lub przyciągają wzrok swą "łagodnością". I kotka Dolores. Ogromna! Największy kot, jakiego widziałam. No, ale strach jest zawsze monstrualnie ogromny do momentu, w którym przekonujemy się, że jest to nieprawda.

Akcja sceniczna rozgrywa się w dwóch obszarach - lalkowym i aktorskim. Aktorzy grają, trzymając lalki gołębi lub animują kota, co nie jest łatwe, zważywszy na jego rozmiary.

Spektakl przeznaczony jest tak dla młodzieży, jak i widzów dorosłych. Tym pierwszym będzie bardzo bliski poprzez język, zdarzenia, postaci i ich problemy. Jest bowiem odbiciem tego, co dzieje się wokół nich, czego świadkami są niemal każdego dnia. Pokazuje prawo jednostki do decydowania o sobie. Uwrażliwia na problemy "innych" niż my sami. Z kolei dorosłym odsłania mechanizmy tego, co aktualnie dzieje się w kraju. Niezwykle ciekawie jest opracowany program i warto do niego zajrzeć, by dowiedzieć się, co o "posiadaniu prawdy" przez grupy i jednostki pisał Ryszard Kapuściński. A także, by rozpoznać "przedmioty codziennego użytku, które same zdecydowały, że zostaną celebrytami, symbolami współczesności i wejdą do sztuki". Zresztą, zobaczymy je także na scenie.

Ilona Słojewska
Teatr dla Was
16 lipca 2013

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia