Bal fatalny, ale przyjemny

O najnowszej premierze w Filharmonii Kaszubskiej.

Teatr Ruchu Mo-sHe (moszi) jest kontynuacją pracy Teatru Ruchu działającego od 2000 r. w Teatrze Muzycznym w Gdyni jako forma teatru edukacyjnego. Od 2007 r. Teatr Ruchu pod nazwą „Mo-sHe” rozpoczął współpracę z zapomnianą gdyńską sceną Teatru Garnizonowego na Oksywiu, gdzie zrealizowała wiele spektakli tanecznych (m.in.: „Bal fatalle” (2009 r.), „Rocko-Barocco” (2010 r.), „Kolor Kobiety” (2011 r.), „Prośba o sen spokojny” (2012 r.) i „Gaja” (2013 r.) z muzyką Roberta Kanaana. Od roku 2014 prezentacją spektaklu „Prośba o sen spokojny” Teatr Ruchu Mo-sHe rozpoczął współpracę z Wejherowskim Centrum Kultury Filharmonią Kaszubską. Kierowniczką artystyczną i założycielką „Mo-sHe” jest Monika Leśko-Mikołajczyk – tancerka, aktorka scen muzycznych, pedagożka i choreografka, reżyserka autorskich spektakli tanecznych, która miała doświadczenie pracy z Wojciechem Misiurą w Teatrze Ekspresji (1998-2000: „Anioły ciemności”, „Kantata”, „Tańce śmierci”, „Pasja”, „Tango”). Jak wielu ukąszonych przez Misiurę musiała założyć swój teatr. Poszła drogą edukacyjną, lubi pracę z ambitnymi amatorami.

Mój pierwszy kontakt z teatrem prowadzonym przez Monikę Leśko-Mikołajczyk datuje się na rok 2015. Wtedy to premierę miał spektakl „Ulotne". Z 9-osobowego zespołu do dzisiaj występuje pięcioro performerów, w tym jedyny do niedawna mężczyzna, czyli Artur Podsiedzik. Pamiętam ogólne dobre wrażenie, jakościowe wizualizacje, dobre światło i dbałość o detale.

„Bal Fatalle" po raz drugi (pierwszy był w 2009 r.) jest rozwinięciem pierwotnego pomysłu. To, jak wiele innych w dobie pandemii, spektakl „przenoszony". Premiera planowana na kwiecień z wiadomych względów musiała być przeniesiona na lepszy czas. Próby wznowieniowe, terminy, wskrzeszenie pierwotnej energii i pozostałe niedogodności są szczególnym utrudnieniem w przypadku takiego teatru jak „Mo-sHe", którego wszyscy członkowie pracują zawodowo lub się uczą. Udało się jednak to ambitne przedsięwzięcie doprowadzić do szczęśliwego finału i 25 czerwca wypełniona do połowy (obostrzenia) sala Filharmonii Kaszubskiej nagrodziła wykonawców rzęsistymi brawami.

Spektakl składa się z dwóch aktów. Tytuł jest adekwatny dla pierwszego, trwającego ok. 50 min. W portowym barze, na co wskazuje częsta obecność marynarza, ma miejsce niecodzienna impreza, podczas której uczestnicy niesieni zmysłową muzyką wyrażają, głównie ruchem i gestem, wielkie emocje i uczucia: pożądanie, namiętność, zazdrość i miłość. To bal fatalle, w pewnym momencie pojawia się tajemnicza postać, wszyscy obecni ulegają jego tajemniczej, ale wielkiej sile. W odróżnieniu od aktu pierwszego, buchającego feerią barw, część druga jest „czysta". Już tylko performerzy, bez Statystów i ozdobników, prezentują serię prostych, ale efektownych układów.

„Bal Fatalle" pozostawia po sobie przyjemne wrażenie estetyczne. Może to brzmieć banalnie, ale gwarantuję, że kilkadziesiąt minut spędzonych bez troski i bólu nie jest zjawiskiem powszechnym w dzisiejszym teatrze. Smacznie dobrana ścieżka dźwiękowa wręcz zaprasza performerów do aktywności. Przeważa ruch i gest, z rzadka mamy do czynienia z tańcem, choć, wedle współczesnych tendencji, każdy ruch pretenduje do miana tańca. Ogromnym walorem spektaklu jest światło – Filharmonia Kaszubska po raz kolejny udowadnia, że możliwości techniczne tej sceny należą do najwyższych poza kilkoma teatrami instytucjonalnymi i klubami muzycznymi w powiatach grodzkich.

W stosunku do „Ulotnych" formacja Moniki Leśko-Mikołajczyk podniosła aż o 100% liczebność mężczyzn. Do „weterana" Artura Podsiedzika dołączył swawolnie Marcel Rzepka. Młody performer wyróżniał się swobodą sceniczną i najbardziej skupiał uwagę. Jeśli Marcelowi nie zabraknie chęci i bezczelności, to dzięki ciężkiej pracy może zajść daleko – trzymam kciuki! Mężczyzn na scenie jest więcej – to trzej Statyści, jak podają kredyty: Filip Borkowski, Sławomir Mikołajczyk i Karol Formela. Ich obecność w I akcie, choć incydentalna, wzbogaca i uwiarygadnia opowieść ulokowaną w tajemniczym barze. 10-osobowy zespół zagrał równo, układy zbiorowe były dopracowane i efektowne.

Wymyślony i prowadzony przez Monikę Leśko-Mikołajczyk Amatorski Teatr Ruchu Mo-sHe działający przy Wejherowskim Centrum Kultury, zasługuje na coś więcej niż uznanie. Jego obecność w Wejherowie jest wartością dodaną dla lokalnego środowiska i zasługuje na wsparcie oraz częstsze kontakty z publicznością.

Fragmenty aktu I:https://www.youtube.com/watch?v=Itp95UfZQa8

Fragmenty aktu II:https://www.youtube.com/watch?v=w5vtBc8ePZc

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska online
1 lipca 2021

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia