Basic Shakespeare

Widok z Koziej

Scena przypomina składzik w garażu, spiżarnię albo ekspozycję IKEA... Po środku stoi drewniany stół, za nim krzesło i cztery plastikowe skrzynki. Z boku, po obu stronach, piętrzą się podręczne regały, a na nich mnóstwo kolorowych pudełek, tub, słoików, butelek, solniczek i kubków. Jest ich tam pewnie z tysiąc i nie może być mniej, bo każdy przedmiot reprezentuje tu jakąś postać z trzydziestu sześciu sztuk Williama Szekspira. Przed spektaklem niewielka ich część trafia na skrzynki, by - niczym aktorzy w kulisach - czekać na początek stolikowej opowieści.

W solowych, nieco ponadgodzinnych występach z cyklu Table Top Shakespeare aktorzy Forced Entertainment nie grają dramatów Szekspira, ale je opowiadają. Posługują się przy tym pięknym angielskim w jego wersji współczesnej, dość prostym, a przez to dla każdego zrozumiałym. Historie podawane są w stylu, który dostrzegłem w spektaklach londyńskiego The Globe, gdzie, jak dawniej, nawet najbardziej krwawe tragedie grywa się z dystansem. Czasem, dla podtrzymania bliskiej więzi z publicznością, aktorzy potrafią na chwilę zdradzić swoją postać, co kiedyś zafascynowało Brechta. Wyrażany tonacją głosu komentarz do zdarzeń i delikatna parodia niektórych postaci częściej zdarzają się opowiadaczem. Opowiadaczki są bardziej empatyczne, co przejawia się w gestach: delikatnie obracanej butelki czy starannie ustawionego kieliszka.

No właśnie - relacjonując wypadki, angielscy aktorzy manipulują kolorowymi przedmiotami (wyjętymi z naszego globalnego śmietnika), co odróżnia ich od typowych storytellers. Za swoim drewnianym stołem kojarzą się raczej z angielskim nauczycielem grammar school, który zamiast kolejnej fairy tails o gnomach i rozbójnikami postanowił opowiedzieć swoim uczniom o upartym królu Learze. Historia jest trudna i poważna, więc żeby skupić uwagę pupili, nauczyciel bierze do ręki kilka przedmiotów i zaczyna nimi poruszać. Dzieciom się to bardzo podoba, bo same jeszcze niedawno uwielbiały takie zabawy...

Na tegorocznym Festiwalu Szekspirowskim (już dwudziestym!) obejrzałem kilka pokazów ze stolikowej serii Forced i za każdym razem nie mogłem nadziwić się skupieniu, w jakim dorosła, wykształcona publiczność słuchała kolejnych opowieści. Siła żywej gawędy jest ogromna, a dziecięca wyobraźnia niewyczerpana, więc i ja uroniłem łzę nad butelkową Kordelią i współczułem królowi z kruchej, szklanej fiolki... Kilka dni poźniej zawstydziłem się jednak. Czy powodzenie spektakli sześciu artystów z Sheffield nie świadczy aby o naszej kulturowej infantylizacji?

Coś mi się wydaje, że awangardowy i prześmiewczy Forced zastawił na nas sprytną pułapkę. Z jednej strony przypomniał, że przynajmniej połowy dramatów Szekspira w ogóle nie pamiętamy, z drugiej zaś, że w czasach powszechnej dekonstrukcji arcydzieł naszą ulubioną formą kontaktu z dawnymi tekstami stał się szkolny bryk. "Our work is a 30 years collaboration, reinventing theatre to speak about the times we ara living in" - napisali na swojej stronie artyści. Potraktowałbym poważnie ich wyznanie i zastanowił się, co o naszych czasach mówi Szekspir przełożony na głos spikera i butelkę po ketchupie.

Jacek Kopciński
Miesięcznik TEATR
5 października 2016

Książka tygodnia

1968/PRL/Teatr
Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
red. Agata Adamiecka-Sitek, Marcin Kościelniak, Grzegorz Niziołek

Trailer tygodnia