Baśń, której dorośli pozazdroszczą dzieciom

"Pinokio" - reż. Jarosław Kilian - Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Trafić na przedstawienie, podczas którego dziecięca widownia z zapartym tchem śledzi każdy epizod, głośno kibicuje pozytywnym bohaterom i wdrapuje się na schodki proscenium, by lepiej widzieć przebieg akcji, to nie lada przeżycie i satysfakcja nawet dla starego teatralnych wyjadaczy

Bywają mądre sztuki dla dzieci źle wystawione, bywają i świetne rozrywkowe widowiska dla dziatwy, po których nie pozostaje nic w głowie brzdąca oraz w kieszeni rodzica. „Pinokio" produkcji Teatru Słowackiego w Krakowie to zaś adaptacja wymarzona dla jednych i drugich: piękna plastycznie i muzycznie, zagrana z sercem oraz szacunkiem dla inteligencji i wrażliwości najmłodszej widowni. Na takich przedstawieniach wraca wiara w edukację teatralną najmłodszych i nadzieja na wykształcenie widza-smakosza, który do tego przybytku sztuki będzie chciał powrócić jeszcze nie raz i nie tylko ze szkolną wycieczką.

W cztery lata od wystawienia „Czaroksiężnika z krainy Oz" w sędziwym gmachu przy ulicy Szpitalnej w Krakowie znów słychać tupot małych stóp i westchnienia młodych gardeł. Na kolejną klasyczną baśń wystawioną w „Słowaku" bilety wyprzedają się w oka mgnieniu. Kto jest autorem tego sukcesu? Poza Carlo Collodim - autorem książkowego pierwowzoru jest nim oczywiście reżyser, adaptator i scenograf w jednej osobie – Jarosław Kilian, wespół z kompozytorem Grzegorzem Turnauem, choreografką Katarzyną Anną Małachowską i aktorami, którzy przez dwie godziny bawią nas, uczą i wzruszają przywołując mądrość historii o miłości, przyjaźni i szlachetności w czasach sprzed epoki smartfonów, tabletów i Simsów. Czasach, w których biedę i samotność można było pokonać wyobraźnią, pasją i wiarą w dobro. Jak się okazuje, to banalne przesłanie bez problemu dociera do dzisiejszych dzieci wyczekujących z niecierpliwością na podniesienie kurtyny.

Jaki świat wyczarowali dla naszych milusińskich panowie Kilian i Turnau? Stworzyli krainę gwarnych ulic, szkolnych urwisów, groźnych karabinierów i surowych kar dla niegrzecznych chłopców, ale też krainę pełną muzyki, tańca i zabawy. Przenieśli nas do włoskiego miasta, w którym operowe szlagiery, takie jak „O sole mio" wybrzmiewają w szkolnych ławkach a każdy przedmiot, jak zwykły drewniany kołek, może stać się muzycznym instrumentem. Przestrzeń tę pieczołowicie skonsturowano dzięki scenografii, w której nad wysokimi kamienicami zabrakło chyba tylko sznurków z suszącym się w południowym słońcu praniem. Można odnieść wrażenie, że przed dwie godziny stajemy się mieszkańcami południa Europy. Kostiumy i kolorystyka dekoracji świetnie współgrają z reżyserią świateł. Skromne stroje Gepetta i innych mieszczan kontrastują z kolorowym ubraniem Pinokio. Chłopiec zdaje się przynależeć bardziej do świata fantastycznych postaci, które za chwilę wyrwą go ze szkolnej ławy w stronę kuszących, ale niebezpiecznych przygód. Wielką przyjemność daje samo śledzenie zmian scenerii opartych na wyjątkowo prostych zabiegach, takich jak wykorzystanie kolorowych szarf do zbudowania przestrzeni cyrku, czy białych lin rozwieszone na szerokości całej sceny, by imitować paszczę wieloryba czy ruchomych szkolnych ław przejeżdżających po scenie niczym rydwany. Szacunek należy oddać również Julii Skrzyneckiej - autorce kostiumów, dzięki którym aktorzy kreują postaci jak z najlepszych spektakli na West Endzie. Lisica i Kot wyglądają niczym wyciągnięci z najlepszych dziewiętnastowiecznych sztychów, zaś moment, w którym na scenę wjeżdża dorożka z zaprzęgiem uczniów-osłów w pasiastych więziennych strojach (uszytych z popielatego materiału w dwóch odcieniach) to już plastyka sceniczna najwyższej próby.

W spektaklu nie ma martwych scen ani nie zagospodarowanych przestrzeni. Piękne, malarsko skomponowane sceny, stroje przywodzące na myśl „comedia dell'arte", karnawał, świetnie wykorzystane elementy klasycznego teatru cieni, aktorzy podwieszeni nad sceną jak żywe marionetki a do wykonywana na żywo muzyka: to ogromne bogactwo teatralnego rzemiosła zawarte w „Pinokiu" w adaptacji Jarosława Kiliana przywraca wiarę w magiczną moc klasycznej baśni.

Wszystko to nie byłoby jednak możliwe bez zbiorowej kreacji całego aktorskiego zespołu. Ekipa ze „Słowaka" zasługuje na najniższe ukłony. Pierwsze skrzypce gra oczywiście popisowy w roli Piniokia Daniel Malchar. Jego ruchowa zwinność, lekkość i serdeczność kreacji pozwalają zapomnieć, że gra tu przecież dorosły mężczyzna. Widać, że aktor bawi się rolą, ma nad nią jednocześnie całkowitą kontrolę i nie szarżuje nadmiarem efektów, o co nie trudno w przypadku postaci jak charakterystycznej. W niczym nie ustępuje mu zaś reszta obsady, począwszy od pełnego empatii i ciepła, wzruszającego w roli Gepetta Rafała Dziwisza, mądrego i umoralniającego Świerszcza - Lidii Bagaczówny; świetnego, pełnego wigoru i szelmostwa duetu lisio-kociego Marty Waldery i Grzegorza Łukawskiego poprzez wszystkich mieszczan, rozbrykaną klasę oraz bajecznie odegranych cyrkowych artystów. Nie ma tu chwili, w której nie czułoby się porządnej teatralnej roboty, dzięki której chce się wracać po więcej wrażeń, a wręcz samemu poznać tajniki tej niesamowitej aktorskiej profesji.

Co najcenniejsze, przy całym rozrywkowym walorze spektakl Kiliana nie traci nic z mądrości książkowego oryginału. Przyświeca mu idea: uczyć oraz wychowywać bawiąc i wzruszając. Akcja bogata w zabawne i mrożące krew w żyłach przygody Pinokia cały czas rozwija swe najważniejsze znaczenie podkreślane w przestrogach mądrego Świerszcza. Wszystkie bolesne przejścia służą dojrzewaniu do starych prawd o znaczeniu dobra, uczciwości i poświęcenia. Zło musi zostać ukarane by młody bohater nauczył się pokonywać własny egoizm, nie unikał wysiłku lecz mierzył z przeciwnościami losu. Nauka ta zostaje nam podana bez zbędnego moralizatorstwa i dydaktycznego frazesu lecz jako morał historii nie tylko obejrzanej, ale przede wszystkim przeżytej poprzez grę, taniec i śpiew.

Jakub Wydrzyński
Dziennik Teatralny Kraków
9 marca 2016
Portrety
Jarosław Kilian

Książka tygodnia

Matkobójcy
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Joanna Komorowska

Trailer tygodnia

Mewa
Jarosław Fedoryszyn
Po sukcesie, jaki odniósł plenerowy s...