Baśnie są super

"Calineczka" - reż. Małgorzata Wiercioch - Bałtycki Teatr Dramatyczny

Dorośli, oceniając bajkę, mogą nie być zupełnie obiektywni. Dlatego najlepszą ocenę premierowej "Calineczce" wystawili najmłodsi, "Calineczkę" będzie można zobaczyć we wtorek i środę o godz. 9 i 11 oraz w sobotę o godz. 12.

W sobotnie popołudnie w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym było baśniowo. Jeszcze zanim zaczął się spektakl. Księżniczki, królewicze, a nawet Muminki - postaci z różnych bajek witały widzów, którzy przyszli na premierę "Calineczki". Przed premierą na scenie pojawiły się przedszkolaki z koszalińskiego przedszkola Calineczka. Dzieci przygotowały niespodziankę - zaprezentowały krótką sztukę o księciu Brudasie i królewnie Gburce. I trzeba przyznać, że wyszło im to znakomicie. Ich rówieśnicy oglądali z uwagą, a starsi widzowie raz po raz wybuchali śmiechem i nagradzali maluchy gromkimi brawami. Przed zespołem aktorów BTD stanęło nie lada wyzwanie - zebrać po "Calineczce" takie same oklaski.

I udało się. Debiut reżyserski Małgorzaty Wiercioch to dynamiczna, okraszona ciekawą muzyką uwspółcześniona baśń. Dlaczego uwspółcześniona? Bo okazało się, że jaskółki jedzą gliz-doburgery i stonkosan-dwiche, kret dorobił się pracując za granicą, a chrabąszcze noszą kultowe glany. Dzięki takim, zdawać by się mogło, drobiazgom, bajkę mogą polubić Ci, którzy skończyli już lat "dzieści".

Od pierwszych minut akcja zawiązuje się tak, by przykuć uwagę. Duet rodzeństwa jaskółek (Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska i Piotr Krótki) - kłótliwy, rozskrzeczany i zabawny - sprawił, że dzieciaki wpatrywały się w aktorów z otwartymi buziami.

Historia Calineczki, doskonale znana miłośnikom baśni Andersena, jest ponadczasowa. I stwierdzenie, że w czasie zdominowanym przez disneyowskie animacje w technice 3D teatr może być dla dzieci archaiczny i mało atrakcyjny, a baśń z końca XIX wieku nudna, jest błędne. Życie maleńkiej dziewczynki jest pełne przygód. Często niebezpiecznych. Porywa ją rapująca ropucha (fantastyczne wykonanie Katarzyny Ulic-kiej-Pydy) na żonę dla swego niezbyt rozgarniętego syna. Na żonę, bo Calineczka jest zbyt light, żeby ją zjeść. I kiedy wreszcie znajduje przyjaciółkę w myszy, gryzoń woli "sprzedać" ją okropnemu kretowi, bo dzięki temu będzie mieć dostęp do sera. Ot, przyjaciel. Ale, jak w bajkach, wszystko dobrze się kończy. Na Hawajach, a jakże, z przystojnym młodzianem.

Bajka jest nie tylko dynamiczna, ale nie brakuje w niej interakcji z widzem. Jest krótka gimnastyka, ze sceny padają pytania. Co ciekawe, dzieciaki chętnie uczestniczą w tym, co proponują im aktorzy. A jak im się podobało?

- Najfajniejsze były chrabąszcze, bo miały najlepsze ubranka. Ale dobrze, że Calineczka nie została żoną chrabąszcza, bo to robal - powiedział nam sześcioletni Patryk. - A mi się najbardziej podobało, jak padał śnieg i jak Calineczka nas uczyła śpiewać. A Calineczka jest śliczna, tylko myślałam, że będzie mniejsza. Ale bajka była super! - oceniła siedmioletnia Agnieszka.

Cóż można dodać do tych opinii? Scenografia autorstwa Beaty Jasionek zasługuje na wielkie brawa. Prosta, industrialna - to wystarczyło, żeby w połączeniu z grą światem stworzyć miejsce akcji nowoczesnej "Calineczki". Muzyka Macieja Osady-Sobczyńskiego, a piosenek w bajce nie może brakować, to kolejny mocny punkt. Warto spędzić 1,5 godziny w teatrze, zabrać swoją pociechę na baśń i przy okazji samemu dobrze się bawić.

Joanna Krężelewska
Głos Koszaliński
18 grudnia 2012

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia