Baśniowa zima pełna magii

"Opowieści zimowe" - reż. Iga Gańczarczyk - Teatr Polski w Bydgoszczy

"Opowieści zimowe" - najnowsza premiera Teatru Polskiego w Bydgoszczy to wspaniale zharmonizowana realizacja, która... nie, nie jest dla wszystkich. To sztuka dla wyjątkowego i wymagającego widza.

Reżyserka Iga Gańczarczyk świetnie odnalazła się pomiędzy bajkami zanurzonymi w popkulturze, bawiącymi częściej rodziców niż dzieci, a infantylnymi opowiastkami dla najmłodszych. Obrała dobrą ścieżkę – zaufała nie modzie, ale słowu i magii, którą całemu zespołowi udało się na bydgoskiej scenie stworzyć.

Na warsztat wzięła teksty Andersena. Wiadomo, baśnie - a te rządzą się swoimi prawami. Świat nie jest tu różowy od lukru. Tu dobro mierzy się ze złem, nadprzyrodzone siły walczą o swoje miejsce i dzieją się niezwykłe rzeczy. Tu czytelnik, słuchacz, a wreszcie nawet mały widz traktowany jest jak dorosły. Traktuje się go poważnie, choć mówi mu się o otaczającym świecie; opowieść jest zawoalowana, bywa brutalna, ale jest prawdziwa. Kto spodziewał się więc łagodnej wersji „Królowej Śniegu”, owijania w bawełnę historii nieszczęśliwej miłości („Śniegowy bałwan”), czy posłodzenia tematyki marzeń i przemijania („Choinka”), zawiódł się.

Nie zawiedli się za to ci, którzy pragnęli przenieść się w nienarzucający się, wielowymiarowy świat. Złożyły się się na niego bardzo przemyślane elementy: dobry, nowy przekład tekstu, który specjalnie przygotowała Bogusława Sobańska, ciekawy, budujący napięcie scenariusz Gańczarczyk, który przełożył się na harmonijną opowieść. Największe wrażenie zrobiła piękna scenografia przygotowana przez LATALA design, z którą fenomenalnie komponowały się kostiumy Agaty Skwarczyńskiej (wspaniałe stroje wron, rewelacyjny kostium księżniczki, nienarzucający się, ale sugestywny Bałwanka). Również muzyka Daniela Pigońskiego świetnie oddawała klimat całego spektaklu. Gratulacje należą się autorce choreografii, Dominice Knapik, która pokazała aktorom i widzom, jak gestem można opowiedzieć emocje. Udowodniła, że niejednokrotnie słów nie warto wypowiadać, że o uczuciach może opowiedzieć nasze ciało i poradzi sobie z tym doskonale.

Twórcy bydgoskiego przedstawienia stworzyli klimat głęboko zanurzony w tradycji – opowiadania. I choć bohaterowie wprowadzający nas jednocześnie w kolejne części nie są tak elastyczni na reakcje publiczności, jak kiedyś zwyczaj nakazywał, a tym samym tekst trzyma się znanego nam dobrze układu, trzy baśnie Andersena są ciekawie poprzeplatane, świetnie się uzupełniając.

Zespół aktorski znakomicie odnalazł się w zastosowanej konwencji. A przecież łatwo było przeszarżować, wygłupiając się na scenie, łatwo było role kierowane do dzieci potraktować infantylnie. Brawa należą się jednak nie tylko za to, czego aktorzy nie zrobili, ale przede wszystkim za to, jak zagrali. Każdemu z osobna należą się okalski. Niezapomniane kreacje stworzyły panie: Magdalena Łaska (mistrzostwo!), Anita Sokołowska i Małgorzata Trofimiuk. W każdym ich geście był pomysł, każdy sprawiał, że nabierało się apetytu na jeszcze. Sama Gerda (w tej roli bardzo ciekawa Marta Ścisłowicz) trzymała opowieść w ryzach. Jednak choć wokół niej i Kaja (udany gościnny występ Grzegorza Twaroga) toczyła się główna opowieść, konkurencja była spora – zabawny Jakub Ulewicz, przeuroczy Mateusz Łasowski i wręcz stworzony do kontaktu z dziećmi Marcin Zawodziński, który podbił serca nie tylko tych najmłodszych. Nie byłoby tak dobrej zespołowej pracy, gdyby nie reżyseria Gańczarczyk. Bo to ona  wyzwoliła nowe pokłady możliwości u dobrze nam już znanych aktorów.

To oni wszyscy dopełnili świata baśni – świata subtelnego, nowoczesnego, na miarę widzów, których traktuje się poważnie, ale i takich którzy lubią bawić się wyobraźnią i nie potrzebują dosłowności, a jedynie odrobiny magii.

Michalina Łubecka
Teatr dla Was
21 stycznia 2012

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia