Bawmy się Szekspirem serio

„Wiedźmy" - reż. Krzysztof Jasiński - Teatr Scena STU

Po licznych odczytywaniach odrębnych sztuk ze złotej kolekcji klasyki polskiej i nie tylko, Krzysztof Jasiński konfrontuje w jednym spektaklu „Wiedźmy" pojedynczy motyw wybrany z siedmiu utworów Szekspira.

Szekspirowskie wiedźmy są u Jasińskiego płci kobiecej i męskiej. Co w gruncie rzeczy jest dosyć obojętne w dzisiejszym świecie - Jasiński puszcza oko w stronę widowni. Szczególnie, że istotnym wyznacznikiem osobowości wiedźm nie jest ich płeć, lecz rodzaj magnetyzmu. Wiedźmy bez względu na płeć i szekspirowską osobowość głównie są kimś, kto się nie boi przemówić stanowczo i dobitnie w sprawach wobec których tak trzeba reagować - z takim przesłaniem już serio Jasiński zwraca się do widowni. Charyzmatyczne wiedźmy mają szansę takie przesłanie przenieść ze sceny na widownię, lecz pod warunkiem, że oglądający spektakl Jasińskiego znajdą w sobie miejsca na refleksję i analizę uczuć, dostrzegą motywacje i związki między pozornie niepowiązanymi zdarzeniami - u Szekspira, i w otaczającym życiu.
Niezależnie od zainteresowania światem Szekspira, Jasińskiego fascynuje motywowany Szekspirem świat równoległy. Kiedy Andrzej Róg - jako Prospero z „Burzy", wkracza na scenę, widownia uświadamia sobie, że tak jego postacie - jest jeszcze Learem, jak inni bohaterowie szekspirowscy są z nami współobecni i równolegle w naszym świecie. Jak się okaże ze swoją ponadczasowością i siłą przeznaczeń pojawią się w określonej znaczeniowej kolejności i proporcjach w wybranych i dobranych motywach także z „Leara", „Otella" i „Makbeta", „Hamleta", „Romea i Julii" i „Ryszarda III. W światach równoległych - szekspirowskim i naszym, będą intrygowali, skłaniali do czegoś, zniechęcali, igrali z uczuciowością i intelektem. Bowiem Szekspir nawet gdy straszy bywa zabawny. A idealnym miejscem dla strachów są wrzosowiska i inne dzikie ostępy, gdzie wiedźmy spędzają czas na magicznych igraszkach.

Wrzosowiska na scenie wirtualnie wyczarowują scenograf Justyna Łagowska i animatorzy Paweł Czapla i Krzysztof Urbański imponując finezją w użyciu najnowszych zdobyczy elektroniki i multimediów. Tworzą nimi pełen emocji świat Szekspira ogarniając malarsko tło sceny, podłogę i widownię. Wielki czarodziej Prospero - Andrzej Róg, który jest przewodnikiem po pełnym zaklęć i przekleństw wrzosowisku, wyczarowuje wirtualne zamkowe komnaty, wnętrza świątyń i lochy, spowity bluszczem balkon i lejące się z kielicha wino. Czy można sobie wyobrazić doskonalsze tła dla poczynań bohaterów szekspirowskich? Którzy, jak się okazuje, mogą równolegle istnieć i działać także w naszej przestrzeni współczesnej. Bo wbrew anegdocie zamierzenie obecnej szczególnie w drugiej odsłonie spektaklu, tak przez Jasińskiego czytany Szekspir staje się czasami boleśnie uniwersalny. Inscenizacyjnie zyskując pewien rodzaj wyczuwalnej podświadomie energii, którą można mierzyć tylko z pomocą emocji. Zachowując swą głębię i mistycyzm.

W ścisłym przymierzu z multimedialną plastyką i nowatorskim spojrzeniem Jasińskiego na Szekspira pozostaje świetne i wyrównane aktorstwo. W oglądanym przeze mnie spektaklu charyzmatycznym przewodnikiem po wrzosowisku wiedźm był jako Prospero Andrzej Róg. Słusznie wyposażył swą postać w rodzaj ponadczasowego dystansu i wewnętrznej pogody. A jako Lear umiał wyzwolić w sobie i w widzach refleksję o przemijaniu i konieczności uczciwego rachunku z sobą.

Najstarszą wiedźmę, uosobienie Lady Makbet, grała z wielkim wyczuciem osadzając swą postać na granicy groteski i erotyki Beata Rybotycka, traktując z dystansem i chwilami przymrużeniem oka. Drugą w kolejności scenicznego wieku wiedźmą, czyli Anną z „Ryszarda III", była Agata Myśliwiec-Grząślewicz, grająca tę postać wyciszenie, bardziej do środka, emocje ujawniając sporadycznie, lecz jeśli już, to wyraziście i mocno. Najmłodszą z wiedźm, Julię z „Romea i Julii" i Desdemonę z „Otella", Joanna Pocica, która postanowiła wyposażyć swą postać w stonowanie zadziorną witalność i erotykę, i konsekwentnie podążając tym tropem stworzyła bohaterki w których kumulują się gniew, bunt i głęboko skrywany żal. Wszystkie trzy aktorki tworzą w spektaklu Jasińskiego kilka pięknych etiud ruchowych i znakomicie zagranych scen fantastycznie nasyconych Szekspirem, a zarazem bardzo współczesnych.

„Męskimi wiedźmami" byli tego wieczoru Radosław Krzyżowski, jako Otello i Klaudiusz z „Hamleta", imponujący wykorzystaniem bogactwa odcieni wyrazowych służących charakterystykom postaci, Dariusz Starczewski, Hamlet i Ryszard III, grający z charyzmą i przez cały czas na wysokich emocjach postacie ogarnięte szczególną namiętnością, i Krzysztof Kwiatkowski, Romeo i Makbet, stonowany, chowający emocje, które jednak dawały o sobie znać w każdym nawet drobnym geście, ruchu, spojrzeniu, nawet w pozycji schowania do wewnątrz.

Tak ustawiając postacie Jasiński zauważalnie ujawnia swe zainteresowanie wędrówką dusz. Skoro bohaterowie mają po kilka wcieleń, muszą być obarczeni uczynkami z poprzedniego życia. W innym ciele, przechodząc szereg przeobrażeń, zmierzają coraz to ku doskonalszemu wcieleniu, w aspekcie dobra albo zła. Ale do końca przedstawienia dla widza pozostaje zagadką, która z tych postaci, która z wiedźm, podąży ostatecznie w stronę dobra, a która w kierunku zła. Tę zagadkę Jasiński zostawia widzom i z nią ich pozostawia. Sugerując co najwyżej - przewrotnie i żartobliwie, że to nie on, ale one, wiedźmy, mieszają w kotle, naszych egzystencji i doznań. A skoro one mieszają, nikt niczego pewnym być nie może, i nie powinien.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
3 lutego 2018

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia