Beksińscy na nowy początek

"Beksińscy" - reż. Michał Siegoczyński - Teatr Polski w Bydgoszczy

O Beksińskich jest teraz dużo, wyszła książka Magdaleny Grzebałkowskiej "Portret podwójny", powstał dobry i zaskakujący film Jana P. Matuszyńskiego. Czy bydgoskie dzieło teatralne Michała Siegoczyńskiego można w tej sytuacji uznać za oryginalne? Można. Twórca sam się przyznaje do inspiracji książką Grzebałkowskiej, ale najwyraźniej potraktował ją jako źródło wiedzy o tej zupełnie niepoczciwej rodzinie.

Zmontował o nich własną opowieść z innym niż w filmie Tomaszem - nie destrukcyjnym, jak w kreacji Dawida Ogrodnika. Radomir Rospondek gra głównie nieszczęśliwego marzyciela, a reżyser dokłada mu wizyjno-wyśnione sceny z nadkobietą. Jest Michalina Rodak, reprezentująca cały świat zewnętrzny Beksińskich: marchanda Dmochowskiego z przylepionym wąsem, wszystkie dziewczyny Tomasza, reporterkę, która robi wywiad ze Zdzisławem. Ekstrawertyczność jej portrecików zderza się z introwertycznością Zofii. Sylwia Zmitrowicz, najbardziej doświadczona tu aktorka, ma w sobie autentyczne, przejmujące zmęczenie i chęć spokoju; jest w swoim najbardziej przyziemnym monologu najbardziej ponadziemska. Zdzisława Beksińskiego gra młodziutki, tuż po szkole Tomasz Taranta i to bardzo ryzykowna decyzja. Gra rzetelnie, ale tak czy owak wychodzi z tego bardziej udawanie ekscentrycznej postaci, naśladowanie jej wycofania i sposobu mówienia znanego z dokumentów, niż uwewnętrzniona kreacja. Trochę jest to więc spektakl o Beksińskich bez Zdzisława. Co jednak nie może być pretensją do wykonawcy; wystarczy spojrzeć, jak o niebo doświadczeńszy Andrzej Seweryn z całą swoją bajeczną techniką, zmaga się w filmie z tym zadaniem i jak ciężko przychodzi mu konstruowanie tej ekscentrycznej osoby.

Małą scenę bydgoskiego teatru Weronika Ranke przerobiła na ciasne, zakorytarzowane, zakanapowione mieszkanie Beksińskich. Każąc widzom przechodzić między meblościankami w drodze na widownię osiągnęli - scenografka i reżyser - ten sam efekt, który Matuszyński w filmie wywoływał nieustannym zwężaniem, ścieśnianiem kadru. W teatralnym polu widzenia jest tu właściwie tylko to rodzinne kołchozowisko; dzieła malarza pojawiają się może w multimediach. To istotne: opowieść Siegoczyńskiego nie jest o artystach, on się zresztą takich "wysokich" tematów raczej nie podejmuje. Jest o wrażliwcach. O gżeniu się w ciasnej przestrzeni, o redukcji oczekiwań do kwestii elementarnych, wytłumionych, ładowanych w siebie. O porozumieniu bez klarownych słów - spojrzeniami, samą postawą. O prostocie, o pozamykaniu w skorupach, o ranieniu się niechcący, o nieodpędzalnej samotności. Inaczej niż w filmie, ale w najszerszym planie - pewnie podobnie. Tyle, że to podobieństwo wymusza sama portretowana rodzina.

Publiczność urządziła ponoć realizatorom na premierze stojącą owację, demonstracyjnie ciesząc się, że ma wreszcie teatr, a nie znielubiane lewicowe seminarium politologiczne. Pewnie to ostatni akord bydgoskiej wojenki, która - jak żadna inna w teatralnym światku - ma szansę nie skończyć się klęską dla którejkolwiek ze stron! "Wypędzona" ekipa Pawła Wodzińskiego buduje w Warszawie nowy program z rozmachem (sądząc z zapowiedzi), na który w Bydgoszczy nie byłoby jej stać. A przed Łukaszem Gajdzisem stoi zadanie odbudowania zespołu mocno jednak przetrzebionego warszawskim exodusem - no i szukanie własnej tożsamości repertuarowej. "Beksińscy" są dobrym początkiem, rzetelnym, niebanalnym, acz też sympatycznie i uczciwie skromnym. Jak smakowita przystawka, której kucharze muszą pamiętać, że oceniany będzie cały obiad.

Jacek Sieradzki
e-teatr.pl
10 lutego 2018

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia