Bel canto z żabami

"Napój miłosny" Opera Wrocławska

Po premierze "Napoju miłosnego" na pergoli. "Napój miłosny" Donizettiego to najlepiej wyreżyserowana (i najinteligentniejsza) z dotychczasowych superprodukcji Opery Wrocławskiej.

Z wielkimi widowiskami, które Ewa Michnik, dyrektorka opery, przygotowuje z zespołem od dziesięciu lat zwykle jest ten sam problem: za dużo miejsca i możliwości, za mało pomysłów i finezji.

"Napój miłosny" rozgrywa się na niemal całej, blisko trzyhektarowej powierzchni pergoli, wraz ze stawem i arkadami. To przestrzeń umożliwiająca filmowy rozmach i zapewne kusząca, by skorzystać z tuzinkowych efektów widowiska typu światło-dźwięk. O wpadkę więc łatwo, na szczęście udało się jej uniknąć.

Michał Znaniecki po poważnych jednoaktówkach "Ester" Praszczałka i "Hagith" Szymanowskiego oraz przewrotnym "Cosi fan tutte" Mozarta, zrealizowanych w gmachu Opery, na swój plenerowy popis wybrał pozornie beztroską bajeczkę. I nie tylko dostarczył publiczności "kulturalnej rozrywki", ale przerobił operę komiczną na niegłupią opowieść o ogłupiałych czasach. Akcję kameralnej komedii Donizettiego Znaniecki umieścił w rybackiej wiosce w Kraju Basków. Ludzie stąpają tu twardo po ziemi, czy raczej po wodzie, a rozrywek szukają w legendach. Adina czyta o Tristanie i Izoldzie i śni o pięknej miłości. Ubogiego Nemorina - który kocha ją pięknie i czysto - traktuje jak natrętnego wariata. W sumie nic dziwnego, bo czyż można poważnie traktować kogoś, kto wierzy w nimfy, a na dodatek nie ma grosza przy duszy? 

W spokojny świat wkracza dwóch intruzów. Sielską okolicę okupuje pułk wojska pod wodzą sierżanta Belcore. Uderzenie realizmu boli, żołnierze noszą kuloodporne kamizelki i białe hełmy sił ONZ. Ale widocznie jest konieczne, by wprowadzić ład w świecie, w którym realność miesza się z fikcją, a ludzie ranią się nawzajem, udzielając cynicznych rad. A może chodzi o coś poważniejszego? Może za tą fasadą spokojnego, rybackiego życia czai się zło, którego nikt się nie spodziewa?

Groźniejszy od Belcore, zamordysty o zaskakująco ludzkim, niekiedy groteskowym obliczu, jest wędrowny hochsztapler Dulcamara. Żołnierz wprowadza porządek, znachor sieje chaos i za prawdziwe pieniądze sprzedaje złudzenia. Dulcamara to znawca ludzkich słabości. Takich typów spotykamy codziennie: w telewizji, na ulicznych billboardach, w internecie. Wmawiają nam potrzeby, których nie mamy, dotykają miejsc, których się wstydzimy, wyolbrzymiają pragnienia. Potrafią też - a możliwości manipulowania mają nieograniczone - wykreować wrogów lub fałszywych przyjaciół. 

Najważniejsze jest jednak to, że Znaniecki zrealizował spektakl z rozmachem i umiarem, nie tracąc nic z kameralnego, psychologicznego wymiaru opowieści. Wydarzenia płyną wartko i przejrzyście ku szczęśliwemu finałowi. 

Nie tylko scena zbudowana na środku stawu, ale cała potężna przestrzeń sceniczna tonie w naturalnej i sztucznej zieleni. W nocy Pergola oświetlona teatralnymi światłami wygląda przepięknie! Reżyser sprytnie wykorzystuje pierwszy plan, np. Nemorino po raz pierwszy pojawia się w łódce, przepływając tuż przed nosem publiczności, czy też w scenie wodnego baletu nimf. W przedstawieniu gra też odległa przestrzeń czy to w zabawnym kipiszu w wojskowych namiotach, czy w teatrze cieni pod arkadami, gdy za nieoczekiwanie wzbogaconym Nemorino ciągnie sznur wielbicielek.

W piątek główne partie śpiewali goście Opery Wrocławskiej: Włoszka Maria Constanza Nocentini (Adina), Amerykanin Gregory Turay (Nemorino), Hiszpan Roberto Accurso (Belcore), Bogusław Szynalski (Dulcamara) i Anna Bernacka (niewielka rola Gianetty). Obsadowych pomyłek nie było. Nocentini błysnęła jasnym, lirycznym głosem - zwłaszcza w finałowym duecie Adiny z Nemorinem; Turay zachwycił w nieśmiertelnej arii "Una furtiva lagrima"; Szynalski miał kilka świetnych komicznych zagrywek aktorskich. 

Satysfakcję z gry orkiestry ograniczyły możliwości nagłośnienia pięknego, ale trudnego akustycznie terenu - nie obeszło się bez pogłosów i sprzężeń. Ale jedyne, co naprawdę irytowało, to hałasujący jegomość, który w przerwie wypił o jedno piwo za dużo. Szanowny panie - bez pozdrowień.

Adam Domagała
Gazeta Wyborcza Wrocław
19 czerwca 2007

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia