Bez arki Noego

"Zatopiona katedra" - Teatr Współczesny w Szczecinie - reż: Anna Augustynowicz

Pusta, ciemna przestrzeń wprowadza nastrój niepokoju i tajemnicy. Wita nas przedsiębiorca pogrzebowy, o twarzy jokera, w eleganckim garniturze, rzeczowo wyłuszczając przebogatą ofertę swojego przedsiębiorstwa. Od początku towarzyszą nam widma śmierci, schyłku, zatopienia, ale traktowanych chyba jako konieczność, normalność. Pozbawionych tej tajemnicy i siły tragicznej, bez których kiedyś nie mogłyby istnieć.

Wszyscy bohaterowie przyczyniają się do zatapiania katedry, do podtapiania starego, lepszego świata, którym rządziły jakiekolwiek reguły- chociażby te, według których wznoszono tak wspaniałe budowle. Dziś nie zostało już nic. Gert Jonke, autor dramatu, pokazuje świat rozbitków, którzy nie potrafią przekazać sobie rzeczy najważniejszych. Młode małżeństwo (Maciej Litkowski, Barbara Biel) siada na łóżku, by najpierw nurzać się w metafizycznym bełkocie, będącym niejako kodem zastępczym, który chroni przed prawdziwą rozmową, a następnie wyrzucać z siebie zabawne, rymowane przezwiska, które noszą znamię złagodzonej nienawiści. Z tej prywatnej perspektywy, zostajemy przeniesieni w perspektywę szerszą- świata- szpitala. Nietypowi pacjenci i nietypowy personel. Zbiór nieudaczników żyjących przeszłością, nie potrafiących budować kolejnych katedr. Rudi- niegdyś znany kompozytor, teraz wegetuje, błagając łamiącym się głosem o „jeszcze jedną rolkę leukoplastu”, dzięki któremu jego palce nie ślizgały się po klawiszach fortepianu. Florentyna - dojrzała kobieta (świetna Anna Gorajska) marząc o powrocie do tego, co „kiedyś”, zachowuje się niczym autystyczne dziecko, budujące własną rzeczywistość. Wszyscy poklejeni ze szczątków „wczoraj”, tworzący jeden popsuty organizm.

W tym świecie nie ma miejsca na zbawienne sacrum, ale można znaleźć jego substytut. Wysiłek wewnętrznej swady z Bogiem, przenosi się na wysiłek stricte fizyczny- mężczyzna na rowerze treningowym jest inicjatorem specyficznej modlitwy- nie-modlitwy. Wzywa Boga, zatem wierzy w jego istnienie, ale neguje doskonałość, poprzez pełne wyrzutu sentencje o wielkich zapomnianych- mchach, roślinach, robakach. Apeluje o ich zbawienie, przypomina Stwórcy o ich istnieniu, tak, jakby przypominał o istnieniu wszystkich bohaterów dramatu- także zapomnianych, podrzędnych, gorszych.

Należy wspomnieć o kunszcie językowym Jonke, który swoją lekkością, odziera temat upadku człowieczeństwa i minionego świata z patosu. Zabawne rymy, lekkość pisania są tutaj kontrapunktem dla nośności semantycznej tekstu, a z drugiej strony same nieuporządkowane, jakby nieprzystające, podkreślają absurdalność i groteskowość świata nowego. Z ust studentów IV roku PWST ta szczególność tekstu wybrzmiała bardzo mocno, co połączone z rytmicznym, dopracowanym ruchem scenicznym, pozwoliło zbudować obraz pozostający w pamięci.

„Zatopiona katedra” nie jest spektaklem łatwym. Anna Augustynowicz, zresztą jak sam Jonke, nie podaje widzowi rozwiązań na tacy. Pozornie uporządkowane sceny, dialogi, zrytmizowany i zsynchronizowany ruch sceniczny nie chronią od nieustającego poczucia dziwności i chaotyczności. Percepcja widza zostaje rozbita, wiele scen dzieje się symultanicznie, na kliku planach, wiele kwestii to tylko urywki, hasłowe komunikaty. Ta szczątkowość utrudnia, tworzy teatr niewygodny, ale łatwo znaleźć dla niej uzasadnienie- jest prefiguracją chaosu świata, powodzi. Bez arki Noego.

Katarzyna Pawlicka
Dziennik Teatralny Kraków
26 marca 2009

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia