Bez dramatu

"Elsynor" - reż. Grzegorz Gołaszewski - Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu

Czy chciałbyś zagrać w grę komputerową inspirowaną twórczością Szekspira? Ja chętnie. Jednak co stanie się, jeśli rzeczywistość wirtualna zdominuje scenę? ,,Elsynor" w Teatrze Nowym w Poznaniu to eksperyment ciekawy dla teatru, lecz czy udany?

Spektakl w reżyserii Grzegorza Gołaszewskiego rozgrywa się w dwóch planach, realnym i wirtualnym. Choć wydaje się, że zlewają się one ze sobą w jedną przestrzeń, bowiem główni bohaterowie to gracze, którzy niekoniecznie rozróżniają oba obszary. Ich sytuacje życiowe są dość schematyczne. Jedna z głównych bohaterek – nastolatka (Marta Szumieł), której matka przebywa w stanie wegetatywnym (podtrzymywana jest przy życiu przez specjalistyczną aparaturę) - emocjonalnie najsilniej angażuje się w życie swojego avatara. To za jego pomocą może przeżywać sukcesy, porażki, może go kontrolować. Codzienność nie przynosi jej takich wrażeń, jak przechodzenie kolejnych etapów gry z Hamletem (Mariusz Zaniewski). Antonina Choroszy jest w ,,Elsynorze" nadaktywną matką nastolatka (Bartosz Nowicki). To kobieta w średnim wieku, energiczna, pracowita, zapracowana, wymagająca. Natomiast jej syn, który nie może dorównać jej zaradności życiowej, rekompensuje sobie ten brak nadaktywnością w świecie wirtualnym. ,,Elsynor'' stanowi przestrzeń dla jego emocji, przeżyć, aspiracji, gdzie oceniająca go bezustannie matka nie ma wstępu. Marian (Filip Frątczak) to z kolei woźnym w szkole. Jego codzienność zieje nudą, rutyną, brakiem perspektyw.

Alternatywna rzeczywistość gry jest dla niego ucieczką i przestrzenią, w której może razem z Julią (Julia Rybakowska) dobrze się bawić. Zasadniczo gracze mają i nie mają świadomości swojej sytuacji. Dziewczyna w jednym z monologów mówi o tym, że chciałaby mieć wirtualną matkę, której realnie jej brakuje. W pewnym momencie następuje parabaza, w której syn otwarcie przyznaje, że jest uzależniony od ,,Elsynoru". Jednak z tej świadomości nic nie wynika. Nie staje się ona motorem dla zmiany, która mogłaby zajść w postaciach. Głód prawdziwych uczuć i przeżyć bohaterów zdaje się zbyt słaby. Nie ma tu tragiczności, bo postaci nie są jej świadome. Funkcjonują w emocjonalnym zawieszeniu.

Scenografia w spektaklu jest dość oczywista. To po prostu trzy platformy, na których stoją biurka z komputerami i fotel Mariana. Warte uwagi natomiast są projekcje (w estetyce lat dziewięćdziesiątych) oraz muzyka (charakterystyczna dla gier strategicznych), które budują przestrzeń wirtualną. Kostiumy szekspirowskich bohaterów są bardzo zbliżone do tych, w których występują zazwyczaj postaci gier przygodowych. Warto zaznaczyć, że mocna stroną ,,Elsynoru" jest gra Mariusza Zaniewskiego, Michała Grudzińskiego i Julii Rybakowskiej. Bardzo plastycznie odwzorowali oni schematyczne ruchy, ,,przeżywanie uczuć" wirtualnych postaci. Łącząc je z tekstem szekspirowskich dramatów, zyskali ciekawy efekt zderzenia tradycji literackiej z poetyką gry komputerowej.

Poznański ,,Elsynor" jest serią obrazów, która niestety do niczego nie zmierza. Scena lekcji informatyki wydaje się aż do bólu stereotypowa. Nauczycielka, która każe pracować uczniom na starym sprzęcie i wypisywać zagrożenia wynikające z użytkowania komputera, to banał. W tym spektaklu mamy studium problemu, jakim jest uzależnienie, ale brak tu napięcia dramatycznego. Jedyną scenę, która budzi w widzach silniejsze emocje stanowi gra w jengę, w której przeciw sobie stają avatary dziewczyny i syna. Jednak wynikają one nie z sytuacji dramatycznej, lecz z obserwacji wieży z klocków, która w każdej chwili może runąć. W finale wirtualni bohaterowie przejmują władzę nad ludźmi. Lecz co z tego wynika?

Niewątpliwie ciekawie pomyślano pożenienie dramatów Szekspira z grą strategiczną. Sama chętnie bym w nią zagrała. Jednak wydaje się, że nietrafiony jest koncept przedstawienia na scenie problemu uzależnienia od rzeczywistości wirtualnej (jakże ważnego!) w formie, którą zaproponowali twórcy spektaklu. Widz, oglądający przez sto minut jak bohaterowie grają, staczają bitwy, pojedynki znudzony jest już w połowie przedstawienia. Co najistotniejsze jednak, brak w tej realizacji pointy. Bowiem oprócz przedstawienia problemu nie ma punktu dojścia. Czy ,,Elsynor" to droga donikąd?

Agata Łukaszewicz
Dziennik Teatralny Poznań
15 października 2014

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...