Bez miłości, czyli pełen guślarstwa obrzęd tylko świętokradzki

"Kumernis czyli o tym, jak świętej panience broda rosła" - reż. Agata Duda-Gracz - Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni

To miało być ważne wydarzenie na drodze przeistaczania Teatru Muzycznego w Gdyni w nowoczesny teatr muzyczny. Agata Duda-Gracz jest jedną z najwybitniejszych przedstawicielek teatru plastycznego w Polsce. Córka znanego malarza konsekwentnie tworzy widowiska, w których dominuje obraz.

Teatr plastyczny często nadmiernie anektuje pozostałe składniki polifonicznego dzieła, jakim jest spektakl teatralny. Najczęściej z obrazem przegrywają słowo i aktorzy, a w konsekwencji nie wybrzmiewają sensy. Wiele zależy oczywiście od widza. Jeśli chce lub potrafi dekodować znaki i sensy, jest uważny i otwarty na inne spojrzenie, a jeszcze do tego zna historię sztuki i na przykład religii, filozofii lub innej domeny oraz ma wrażliwość umożliwiającą zakotwiczanie i dopowiadanie sensów w obrazach i kolorach może przeżyć na dobrym spektaklu teatru plastycznego niezwykłą ucztę. Receptury spektakli Agaty Dudy-Gracz są oryginalne, ale często ciąży nad nimi bardziej, mniej lub w ogóle nieuzasadniony zarzut niewłaściwych proporcji.

W 2009 roku ten zarzut był niesprawiedliwy. Na Festiwalu Szekspirowskim jej "Otello - wariacje na temat" z Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi, zdecydowanie najlepszy spektakl szekspirowski sezonu, nie wygrał w Gdańsku ze względu na niską ocenę dopisków do Szekspira. A przecież w tytule Duda-Gracz wyraźnie zaznaczyła, że są to wariacje! Była uczciwa w stosunku do autora oryginału, czego nie można powiedzieć o wielu reżyserach, którzy bez cienia zawahania dopisują swoje i nieswoje, czasami bardzo niskiej próby, fragmenty, nie zmieniając tytułu, wprowadzając po prostu w błąd odbiorcę. Z kolei w "Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej" Teatru im. Juliusza Słowackiego z Krakowa, bardzo swobodnej parafrazie "Troilusa i Kresydy", zarzuty dotyczące niskiej jakości tekstu były uzasadnione, ale i tak był to najlepszy spektakl szekspirowski sezonu. Bo tak czasami jest, że jeden ze wskaźników jest słaby, ale suwaki pozostałych szaleńczo prą do góry i zacierają rozczarowanie z powodu niskich lotów np. słowa. Większość decydentów teatralnych i kulturalnych w Polsce jest głównie i często tylko po polonistyce i przyzwyczajona jest do teatru słowa. Stąd często problemy w ocenie Dudy-Gracz czy innych "plastyków", "muzyków" czy po prostu eksperymentatorów nowoczesnego, polskiego teatru.

Było już takie milczenie, ale nie ma pewności, że to pomiędzy nami

"Był już koniec świata, ale nie ma pewności, że to naszego świata

Ale nie ma pewności, że to naszego świata"

Ewa Lipska, "Pewność" (znane w wykonaniu Marka Grechuty)

Apokryfy i parafrazy to królestwo Dudy-Gracz. Im mniej mamy pewności, że coś było albo było właśnie tylko tak, tym lepiej. A na pewno najlepiej, kiedy nie mamy pewności co jest święte i czy było święte. Historia świętej Wilgefortis doskonale wpisuje się w ten świat inspirującej niepewności. Według średniowiecznych legend Wilgefortsis (Kumernis) była córką króla Luzytanii, prowincji rzymskiej, która zajmowała tereny dzisiejszej Portugalii i zachodniej Hiszpanii. Król-ojciec postanowił wydać córkę za poganina, wbrew woli głęboko wierzącej córki. Rozwścieczony ojciec kazał zamknąć dziewicę w ciemnicy, w której wierna modliła się do Boga o interwencję. Ten wysłuchał próśb i sprawił, że dziewczęciu urosła przez noc długa broda. Narzeczony nie chciał żony z brodą, ponownie rozwścieczony i nieczuły król-ojciec kazał ukrzyżować wierną Bogu a niewierną jemu dziewczynę. Wyrok wykonano, powstała legenda, której bohaterka początkowo znalazła się w oficjalnej martyrologii kościoła rzymsko-katolickiego, ale w najnowszej "Martyrologium Romanum", która jest oficjalnym spisem wszystkich świętych i błogosławionych Kościoła Katolickiego, uzupełnionej na polecenie soboru watykańskiego II i promulgowanej przez Jana Pawła II, która ukazała się w 2004 r., świętej z brodą nie ma. Brodata święta żyje natomiast ciągle w tradycji ludowej, przez wieki powstało wiele wizerunków ukrzyżowanego Chrystusa w sukience lub kobiety z brodą na krzyżu. Warto zajrzeć m.in. na stronę wilgefortis.nl.

Agata Duda-Gracz, która jest autorką oryginalnego scenariusza, potraktowała poruszany już w Polsce przez Olgę Tokarczuk i Teatr Wierszalin temat jako punkt wyjścia. Pozmieniała właściwie wszystko, przeniosła własną historię w świat ludowego realizmu magicznego. Ramą fabularną jest opowieść o nieszczęśliwych losach piątki postaci, które poznajemy jako dzieci: trzech panienkach świętych (Ludka, Benwenuta i Kumernis) oraz dwóch młodziankach świętych (Cyryl i Albert). Ważnymi postaciami są inni "święci": mateczka święta Prakseda i tatuś święty Izydor - rodzice Kumernis oraz mąż święty Florian - ojciec Benwenuty oraz mąż święty Jeremiasz - ojciec Ludki i późniejszy mąż jej rówieśniczki Benwenuty. Świat ludowej mitologii tworzą media, konfesjonały i zagrodowe bestiarium: wołek święty polny, kamień święty wołający, kamień święty wołający, modrzew (jedyny) nieświęty przydrożny, kurka święta podwórkowa, kogutek święty napłotny. Całość składa się z części zwanych apokryfami (np. o dojrzewaniu, o dojrzałości), których bohaterami są poszczególne postaci.

"Kumernis" to Dudowe dziady. Nie z Bogiem i choćby mimo Boga, ale bez Boga, a już na pewno bez świętości. Postaci tytułowane szyderczo jako święte nic ze świętości w sobie nie mają. Pewnie jak setki innych świętych od zębów, deszczu, wiatru, dachówek czy czegokolwiek, co wymyśliła i wymyśli jeszcze nieograniczona wyobraźnia nieśmiertelnych Sanderusów i im podobnych zabobonnych, a nie wierzących. U tego z "Krzyżaków" można było zakupić takie specjały jak szczebel z drabiny, która się śniła św. Jakubowi, a co proponują współcześni? Ustawienia systemowe, regres czy archetyp dzikiej kobiety w biegach na orientację z wilkami? Potrzeba duchowości w świecie pozbawionym wartości jest przejmująca i o tym też jest "Kumernis". Motywem zasługującym na osobne potraktowanie jest androgeniczność tytułowej postaci, ale w tym wątku autor recenzji ma myśli bluźniercze, a przecież reżyserka bluźnierstwo pięknie ukryła w wyjątkowości i różnorodności formy, poszła w przypowieść i ludowość, a poza tym jest to powierzchowna recenzja gazetowa. Dzięki odniesieniu do uniwersaliów a nie aktualiów, przedstawienie zyskuje, a przede wszystkim odróżnia się od nurtu interwencyjnego w polskim teatrze. Są wprawdzie pewne "polskie" komunikaty (choćby Warszawiak), ale odradzałbym pójście tą drogą w interpretacji dzieła.

To także misterium i zarazem koktajl Jezus-Maryja, szalona, barwna mieszanina stylów, inspiracji, koincydencji oraz ingrediencji zaskakujących. Czegóż tu nie ma? Zgwałcony ikonostas sugerowałby umiejscowienie w tradycji prawosławnej, choć mi bardziej przypomina dom z wielkiej płyty z zeszłorocznej gali wrocławskiej (PPA). Ikonografia i pozy także zdecydowanie z tradycji zachodniochrześcijańskiej, ponadto wampiryczna poetyka Tima Burtona miesza się z haut kicz garniturami, stereotypy są kontrowane lub zabawnie rozwijane (np. bokser-kogucik) a kolory niebanalne. Jak zwykle u Agaty Dudy-Gracz mamy do czynienia z dopracowaną w detalach koncepcją plastyczną, która przedłużona jest jeszcze o kampanię promocyjną, której głównym składnikiem są staranne, stylizowane fotosy, plakaty i billboardy. Na osobne wyróżnienie zasługuje już po raz kolejny starannie przygotowany program, tym razem z podpowiadającą, "androgeniczną" okładką - czekam już tylko na programy ze scenariuszami. Niespodzianie zdjęcia Grega Noo-waka stały się przyczynkiem do małego skandalu.

Jedynym zarzutem, jaki mam wobec tego spektaklu, jest brak sacrum. Skoncentrowanie się na desakralizacji i bankructwie świętości, pomijając próbę ukazania prawdziwej, a nie przedrzeźnianej, świętości, powoduje, że komunikat nie zyskuje walorów, jest jednostronny, na tym poziomie pusty. Poszukiwanie miłości, odkupienie, złe traktowanie kobiet, nieuchronność fatum - to wszystko jest, ale przeżycia i zanurzenia metafizycznego niestety brak.

Klamrowa kompozycja (zaproszenie i pożegnanie), prosta i znana, to pierwszy element, który wyróżnia tę inscenizację spośród innych z Teatru Muzycznego w Gdyni. "Kumernis" to nowoczesny spektakl, rozgrywający się na wielu planach i zapraszający odbiorcę do współtworzenia ostatecznego obrazu. Spektakl hybrydowy, międzygatunkowy. Wykorzystujący umiejętności aktorów muzycznych w inny, niż zazwyczaj sposób. Nie ma orkiestry ani instrumentów, zamiast nich jest mnóstwo muzyki: dźwięków i pieśni w różnych stylistykach. Mój ulubiony numer to "Bardzo nieświęta remiza", ale cała strona wokalna (przyg. Renia Gosławska) i muzyczna (Łukasz Wójcik) zasługuje na wielkie brawa za pomysł, przygotowanie i wykonanie. Zaskoczyło, pewnie nie tylko mnie, trochę niedopalenie świateł w kilku scenach. Widzowie musicali są przyzwyczajeni do świetlnych podpowiedzi, a na premierze czasami dużo czasu upływało, gdy odnalazło się wreszcie podającego tekst.

Wieść o powierzeniu A. Dudzie-Gracz realizacji autorskiego spektaklu w "Muzyku" zelektryzowała środowisko wewnętrzne i zewnętrze teatru. Aktorzy gatunkowi, na co dzień przyzwyczajeni do konkretnej formy, dostali szansę zmierzenia się z nowymi, dla większości, technikami gry i podejścia do obecności scenicznej. Nie wszyscy "podołali", ale na pewno wszyscy bardzo się starali, a niektórzy nawet trochę za bardzo. "Kumernis" to bardzo udana kreacja zbiorowa, mocno demokratyczna, ale warto wyróżnić Renię Gosławską za pomysł na rolę, Dorotę Kowalewską i Jurka aka Jerzego Michalskiego za odnalezienie się w takiej poetyce. Nie zawiodła Kasia aka Katarzyna Wojasińska, ale kolejna, przerysowana rola może zamknąć ją w klatce stereotypu, z której nie każdy potrafi wyjść jak Janusz Gajos z roli Janka Kosa. Przyjezdni, czyli aktorzy filmowi i teatralni Magdalena Kumorek oraz Cezary Łukaszewicz, nie zawiedli i pewnie mieli być "bezpiecznikami" eksperymentu, jakim jest ostatnia premiera zagrana tuż przed Uroczystością Wszystkich Świętych w "Muzyku", ale jestem przekonany, że wśród gdyńskich aktorów znaleźliby się nie gorsi. Obecność w zespole żony Piotra Dziubka łączy ciekawie "Kumernis" ze spektaklem "Scat", który był jeszcze bardziej zaawansowanym eksperymentem. Cieszy młodzieżowość "kredytów" - na liście płac, oprócz wzmiankowanych Jurków i Kasi, możemy znaleźć jeszcze Alka, dwóch Janków i tyleż Krzyśków, jeszcze jedną Kasię i jednego, samotnego Wojtka. Gwoli wyjaśnienia - Renia była zawsze Renią. Ciekaw jestem czy te zmiękczenia to już na stałe? A może już niedługo dojdą do nich: Rafałek, Andrzejek albo nawet Igorek?

"Kumernis, czyli o tym, jak świętej panience broda rosła" to dzieło niezwykłe w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. To teatr nowoczesny, wymagający, ale i dający w zamian wiele, obowiązkowa lektura teatralna każdego, wrażliwego odbiorcy kultury. To spektakl do niejednokrotnego obejrzenia - tyle w nim smaków i przygód. To miało być ważne wydarzenie na drodze przeistaczania Teatru Muzycznego w Gdyni w nowoczesny teatr muzyczny. I jest.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska
4 listopada 2015

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia