Bez olśnienia

"Baba Chanel" - reż. Izabela Cywińska - Teatr Polonia w Warszawie

Niewiele jest miejsca w teatrze dla starszych kobiet, szczególnie w pierwszym planie. W "Babie Chanel" Nikołaja Kolady (sam Kolada wyreżyserował "Babę Chanel" trzy tygodnie temu w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi) kobiety w wieku wskazującym na rychłe zejście rządzą za to niepodzielnie. To pięć członkiń Chóru Pieśni Rosyjskiej "Olśnienie", które spotkały się na jubileuszowym koncercie (dziesięciolecie zespołu) w należącym do Krajowego Związku Głuchoniemych domu kultury

Koncert, którego nie słyszymy, jest nieważny. Wiemy, że przyjęto go gromkimi brawami. Wiemy też, że panie zamiast pięknie śpiewać, raczej zawodzą. Ważne jest to, co wydarza się po występie. Pieśniarki, inwalidki z udokumentowanymi schorzeniami, zasiadają do stołu w podupadłej sali gimnastycznej (całkiem udana scenografia Katarzyny Adamczyk). Stół jest zastawiony przygotowanymi przez nie przysmakami (jest i śledzik w kożuszku, i gołąbki) i paroma butelczynami porządnego alkoholu. Brakuje tylko jednej osoby - kierownika chóru i akordeonisty Siergieja Siergiejewicza (Przemysław Bluszcz), którego kobiety z podnieceniem oczekują, a następnie nachalnie adorują.

Na scenie wyróżniają się trzy z nich: najbardziej chyba autentyczna (rocznik 1930) Barbara Horowianka jako Iraida Siemionowna oraz poprowadzone z komediowym zacięciem Dorota Pomykała jako Kapitolina Pietrowna (sypie przysłowiami na każdy temat) i Maria Maj jako Sara Abramowna (wielbicielka poezji Anny Achmatowej i Mariny Cwietajewej), która każdą swoją natchnioną recytacją wywołuje salwy śmiechu. Reszta cienko przędzie, a Maria Mamona, która gra Rozę Nikołajewną - podrywaną przez kierownika chóru i planowaną na gwiazdę "Olśnienia" solistkę, jest już doprawdy grubo ciosana.

Izabella Cywińska, która wyreżyserowała jedenaście lat temu w Teatrze Telewizji "Merlin Mongoł" Kolady, mówiła przed premierą "Baby Chanel", że robi sztukę o, w gruncie rzeczy, samotnych i nieszczęśliwych kobietach, które oszukują same siebie i swoje koleżanki, które ukrywają swój strach przed chorobą i starością pod ludowymi strojami i kokosznikami tkwiącymi na ich głowach niczym korony. Kostium przenosi je do inMike Urbaniak w nego, lepszego świata, ale tylko na chwilę. Niestety niewiele z tego, prawdę mówiąc, widać na scenie. Ten spektakl nie porusza żadnej struny; ani nie wzrusza, ani nie przejmuje. Jest zupełnie letni, obojętny, nie wywołuje żadnych emocji i zapomina się o nim pięć minut po wyjściu z teatru. A szkoda.

"Osoba godna pije do dna" - mówi, wychylając kieliszek wódki, Kapitolina Pietrowna. Izabella Cywińska z jakiegoś powodu nie wypiła do dna, tylko siorbnęła. A tego - jak wiadomo - ani w Polsce, ani w Rosji się po prostu nie robi.

Mike Urbaniak
http://panodkultury.wordpress.com
9 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...