Bezgwiezdna noc

"Noc Helvera" - reż: Ingmar Villqist - Teatr Bagatela w Krakowie

Realistyczne pudełko sceny to samotna wyspa na niespokojnym morzu. Werystycznie urządzona kuchnia z poprzedniej epoki stanowi pozornie neutralne tło dla wulkanu emocji, rozgrywającego się w jej kwadracie. Emocji tłumionych, kipiących pod pokrywką, wydawałoby się, spokojnego, mieszczańskiego domu. Nie można jednak zapominać, że to noc. Noc Helvera

Schludnie ubrany mężczyzna siedzi przy stole usytuowanym na środku sceny. Bawi się ołowianymi żołnierzykami. Pstryknięciem palców po kolei przewraca figurki. Okrucieństwa wojny mają dla niego tylko wymiar zabawy. Nieświadomie przetwarza to, co zobaczył na ulicy. Ten aspekt przedstawieniowy, odgrywanie pewnych sytuacji w dalszej części niepokojąco przekroczy swoje umowne ramy. Ale teraz Helver kładzie się spać. Karla wraca z miasta. Dziwny niepokój charakteryzuje jej ruchy. Sprzeczne uczucia nie przestaną nią targać do końca. Teraźniejszość jest jej karą i pocieszeniem, pokutą i odkupieniem za grzechy przeszłości. Przygarnęła Helvera właściwie w akcie rozpaczy. Oddała kiedyś swoje kalekie dziecko do przytułku i już nigdy go nie odnalazła. Ułomność Helvera jest dla niej żywym obrazem wyrzutów sumienia. Traktuje go jak swoje dziecko – anielsko cierpliwa, przewidująca, potrafi dać mu oparcie. Ich relacja wykracza jednak poza prosty schemat matka-dziecko, jest silnie nasycona erotyzmem, a także elementami wręcz sadomasochistycznymi. Nawzajem się zamęczają, a jednocześnie nie mogą już bez siebie żyć, trwając w swego rodzaju emocjonalnym klinczu. Kiedy Helver będzie próbował nauczyć Karlę wojskowej musztry, swoją brutalnością zdecydowanie przekroczy już niewinną zabawę. Dlatego też akcja tego psychologicznego dramatu zbudowana jest na zasadzie sinusoidy – od jednego wybuchu, przez okres tymczasowego uspokojenia, do kolejnej erupcji. Świat zewnętrzny, obecny w opowiadaniach Helvera, a także sygnalizowany niepokojącą muzyką działa na nich dodatkowo opresyjnie. Wkracza w i tak wiotką równowagę ich domu bez pardonu, w ciężkich żołnierskich butach.  

Helver to w dramaturgii Ingmara Villqista kolejne wcielenie Innego, Obcego. Ze swoją naiwnością, umysłowym opóźnieniem stanowi łatwy cel ataków i potencjalną ofiarę dowolnej ideologii. Bardzo łatwo go zranić, wewnątrz to wciąż małe, przestraszone dziecko. Czasem jednak wychodzą z niego demony. Tak pomyślana postać wymaga od aktora dużej samodyscypliny. Bardzo łatwo bowiem w takim przypadku wpaść w koleiny schematu, stereotypu, budującego rolę opartą o dwa przeciwległe bieguny, na zmianę wpadającą to w jedną skrajność, to w drugą. Sztuka zachowania równowagi przy tak niezrównoważonym charakterze nie jest sprawą prostą. Walczący z tą rolą Michał Kościuk zbyt chyba odrealnił swoją postać, na zbyt oczywistych emocjach grał. Zabrakło błysku prawdziwej nieobliczalności w oku. Na nocnym niebie Helvera nie zabłysła gwiazda.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
25 stycznia 2012

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia