Bezład, entropia i anarchia

"Tango" - reż. Jerzy Jarocki - Teatr Narodowy

"Entropia - termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie termodynamicznym. Entropia jest miarą stopnia nieuporządkowania układu. Jest wielkością ekstensywną. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, jeżeli układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do drugiego, bez udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego entropia zawsze rośnie." (za: Wikipedią)

"Tango" – sztuka dramatyczna, kreśląca przebieg procesów spontanicznych (samorzutnych) w skumulowanym układzie rodzinno-społecznym. "Tango" określa bezmiar nieuporządkowania i braku styków w układzie. "Tango" nie jest dramatem o charakterze ekstensywnym, w odróżnieniu od opisywanego w nim układu. Wbrew pierwszej zasadzie społecznej, wygrywa element najmniej scalony z układem.

Jerzy Jarocki po 44 latach od wystawienia po raz pierwszy „Tanga” w Starym Teatrze w Krakowie (choć po wielokrotnych inscenizacjach sztuk Sławomira Mrożka) pokazał w 2009 roku, że ten tekst jest nie tylko nośny dramaturgicznie, ale także ideologicznie. Nie odkrył zagadkowych kontekstów, tylko uwypuklił proste prawdy na temat logiki destrukcji, w tym społecznej i indywidualnej. Podszedł czytelnie do zagadnienia odwiecznego dyletantyzmu wszelkich rewolucji i kontrrewolucji uprawianych w ramach i wbrew przyjętym schematom oraz nawykom. Mrożkowy świat według Jarockiego nie wstrząsnął sam w sobie, jednak z przyjemnością widzowie Wybrzeża Sztuki mogli uczestniczyć w kreacyjnej odsłonie osób dramatu.

„Ja nie chcę jeść, ja chcę zapanować nad sytuacją”. Słowami Artura, młodego człowieka, można by podsumować zapędy postaci „Tanga” do tworzenia sobie światów odrębnych, zmierzających do spokoju chwilowego lub ideologicznie słusznego. Podział na panów i chamów, walka tego, co klasyczne z postępowym, umiejętność jednoczesnego czerpania korzyści z sacrum i profanum, egzystencjalne rozterki zmierzające do oportunizmu i powrotu do odrzuconych schematów, „wszczepiona” tendencja do młodziankowości wespół z ideą dezynwoltury. Bohaterowie naprzemiennie wchodzą w różne układy, tworząc jednak jeden, „Stomilowy” organizm. Postępowa Eugenia, poddaje się presji najmłodszego członka rodziny w imię spokoju i ostatecznie dosięga ją spokój wieczny. Eugeniusz rodzinnie spełnia rolę posługacza sytuacyjnego, choć relatywnie zmierza tylko do akceptacji środowiskowej. Eleonora pozostaje w cieniu wszystkich postaci, choć jednocześnie pełni rolę strażniczki emocji męża i zaspokaja emocje własne z Edkiem, chamem. Okrzyknięty społecznie chamem, uwarunkowany tymże, ustanawia własny porządek, niczym nie skrępowany, na ludowo osiąga posłuch i ustanawia reguły. Ze spokojem pozwala na fanaberie panów, wygodnie umoszczony na ich wikcie i w dogodnym dla siebie momencie, wprowadza procedury, o których dowiaduje się, że je ma, z chwilą ich wprowadzenia. Spontaniczność Stomila ograniczona jest do popisów artystycznych i oratorskich. Ograniczony emocjonalnie nie jest w stanie podjąć działań zmierzających do osiągnięcia trwałych wartości. Pozorny bohater ulega pozornym antybohaterom.

Inscenizacja „Tanga” Jerzego Jarockiego to popis aktorski przede wszystkim Jana Frycza, Stomila. Znakomicie „rozmemłany”, o skłonnościach flegmatyczno-ekstensywnych, poddaje się światu, choć w zasadzie wydaje mu się, że ma moc kreatora. Frycz gra swoim „niepozapinaniem”, miną, kontekstowymi pauzami. Ewa Wiśniewska jako Eugenia gra urokliwą, bezradą jednak, odjechaną babcię, która powołana została do bezkonfliktowego wchodzenia w karciane układy z każdym, nawet chamem. Marcin Hycnar jako Artur nie pokazał może nic nowatorskiego, jednak bardzo dobrze wykorzystał swoje głosowe umiejętności do budowania dramatyzmu scenicznego. Lekka chrypka, retoryczność wypowiedzi , podkreślanie rezygnacji w świecie pozbawionym trwałych zasad również poprzez przygarbioną lekko postawę, to główne atuty jego gry.

Odbiór przez widzów festiwalowych przedstawienia Jarockiego był skrajny. Wielu poddało się tempu „Tanga” i urokliwemu, bo coraz rzadziej stosowanemu, prezentowaniu tekstu, którego nie cięto, nie wzbogacano hukiem z armat i wizualizacjami, tylko odkrywano jego stylistyczne barwy i bogactwo. Dla niektórych konsekwencja Jarockiego była manierycznie nie do zniesienia. Tradycyjne, po bożemu, podejście do materii tekstu, może dzisiaj razić brakiem nowoczesności, która, jak wszyscy wiedzą, prowadzi często do intelektualnych, kanapowych rozmyślań – co chciał reżyser nam powiedzieć. Pierwszy akt zdecydowanie formalnie i inscenizacyjnie ciekawszy niż drugi, który pozbawiony pozornego chaosu, wprowadził pozorne emocje sceniczne.

Katarzyna Wysocka
www.portkultury.pl
11 maja 2012

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...