Bezwstydnie łamiąca bezpośredniość

,,Dziwny przypadek psa nocną porą'' – reż. Jakub Krofta – Teatr Dramatyczny w Warszawie

Zespół Aspergera, nieżyjąca matka, samotny ojciec i martwy pies w ogrodzie, czy w tym świetle codziennych wyzwań cokolwiek jeszcze może ułożyć się pomyślnie? ,,Dziwny przypadek psa nocą porą'' to błyskotliwa i niesamowicie zręcznie skonstruowana opowieść o piętnastoletnim Christopherze autorstwa Marka Hudsona.

Adaptacji jej, jako pierwszy, podjął się Simon Stephens – Brytyjczyk, słynący z prezentowania raczej niewygodnych, trudnych dla społeczeństwa treści. Natomiast od 2015 roku spektakl ten, w reżyserii Jakuba Krofta wystawiany jest na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie.
Wraz z gasnącymi na widowni światłami, rośnie przed nami zastanawiająca monumentalna, czerwona, metalowa konstrukcja, w tle prostokątne, o tej samej fakturze oraz kolorze, siedziska, które w trakcie spektaklu przyjmują oczywiście wielorakie zastosowanie. Na końcu sceny, choć w jej centralnym punkcie, mikrofon, po bokach wieszaki z ubraniami, gdyż postaci niejako drugoplanowe odgrywały również role trzecioplanowe, epizodyczne, bądź wchodziły w elementy choreografii odwzorowując zmieniające się otoczenie wraz z podróżą Christophera bądź natężenie myśli i bodźców w jego wciąż pracującym umyśle.

Wszystko co działo się na scenie, poczynając od pokaźnej i przytłaczającej w pewnym sensie scenografii było przejmujące, dotkliwe, trudne, pulsujące, męczące, aż nadto złożone, i dobrze, bo właśnie to stale, dzieje się we wnętrzu osób będących w spektrum.

Reżyser bardzo kurczowo trzymał się powieści, bez zbędnych nadinterpretacji, co wyszło jak najbardziej na plus, bo książka Hudsona broni się sama wspaniale zbudowanym portretem dziecka z zespołem Aspergera, jego okrojonym i uproszczonym do granic możliwości otoczeniem, a pełnymi dystansu relacjami z rodzicami, a mimo wszystko Christopher wciąż odbiera przejmująco wiele szczegółów z dnia codziennego. Wydaje mi się, że nie da się nie mieć sympatii do tego chłopca, co również na scenie fenomenalnie nadbudował Konrad Szymański. Choć to młody stażem aktor, wciąż będący studentem warszawskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, to jego przygotowanie i zrozumienie głównego bohatera nie zostawia pola do jakiejkolwiek dyskusji. Kluczowa była tu ciągła, dziwna gestykulacja, mimika, nieustanny słowotok, bezwstydna bezpośredniość i permanentny brak kontaktu wzrokowego, a to na pewno nietypowa rola i trudne zadanie, jak na dwie godziny ciągłego pobytu na scenie.

Wraz z nim wspaniale zaprezentowała się ciepła i troskliwa Pani Siobhan, nauczycielka ze szkoły Christophera, a w tej roli Agnieszka Roszkowska. Choć jej udział w spektaklu może wydawać się niewielki, to zaplanowanie jej obecności w taki sposób, jaki zrobił to reżyser jest absolutnie ujmujące. Wszystko bowiem zaczyna się od jej narracji. Pani Siobhan czyta na głos opowiadanie swojego podopiecznego, czyli książkę Hudsona, o znalezionym w ogrodzie sąsiadki – Pani Shears, martwego psa – Wellingtona i stanowi to punkt wyjścia dla całej opowieści. Nauczycielka więc epizodycznie siada na brzegu sceny, czytając jak gdyby widowni tę książkę, śledząc również postęp opowieści Christophera, a czasem wtrąca się w ciągle napiętą sytuację dramatyczną i jest tym momentem spokoju i wytchnienia, ogromnego wsparcia dla dziecka, które nie do końca ten zagmatwany świat rozumie, a emocje stają się coraz bardziej przytłaczające.

Pojawia się także jego ojciec Ed, czyli Marcin Sztabiński oraz matka Judy – Marta Król. Ich skomplikowana relacja jest tylko dodatkowym stresem dla syna. Są choleryczni, na skraju wytrzymałości, mocno zrezygnowani, lecz wraz z rozwojem sytuacji, to również zaczyna być coraz bardziej zrozumiałe. Cała okolica, którą Christopher opisuje wręcz z nieprawdopodobną skrupulatnością dzięki swojej fotograficznej pamięci, zostaje zaabsorbowana w śledztwo nad zabójstwem psa, a główny bohater mierzy się ze swoimi lękami, nadwyręża własną strefę komfortu, by zrealizować swój cel, przy okazji odkrywając prawdę o małżeństwie rodziców i zerwanej przyjaźni z państwem Shears.

Ta złożoność sytuacji została zadziwiająco zręcznie ograna. Ogromna konstrukcja oraz inne elementy, w jak już wcześniej wspomniałam, kolorze czerwonym nie bez powodu takie są – jest to oczywiście ulubiony kolor Christophera. Jego wyjście z domu, bezpiecznego azylu, gdzie wszystkie elementy są mu już dobrze znane, staje się momentem wzmożonego na scenie ruchu kilku aktorów, odtwarzających niejako jego dekoncentracje, ilość bodźców, szumu, hałasu, który wielokrotnie staje się wręcz nie do zniesienia. Gdy zaczyna natomiast myśleć i opowiadać o wszechświecie, kosmosie, byciu astronautą, o swoim ogromnym marzeniu, wszystko spowalnia, przenosimy się wraz z nim do kosmosu, między gwiazdy i następuje spokój, przynajmniej na te kilka chwil.

Właśnie przez te drobne zabiegi ta historia staje się tak ujmująca. Z założenia kryminalna opowieść Christophera, na łamach dnia codziennego, z jego wymowną szczerością i niewinną niedojrzałością zyskuje zupełnie inny wymiar. Ta historia bawi, gdyż wielokrotnie na sali rozlegał się śmiech, ale też uczy empatii, bo potrzeba nam jej nieustannie, codziennie, czasem nawet więcej niż wydaje nam się, że jesteśmy w stanie jej dać. I to również odnajdujemy u bohaterów ,,Dziwnego przypadku psa nocną porą''. Choć jest to uwspółcześniona nieco wersja, to wszystkie te elementy, jak chociażby Anna Gajewska udająca bankomat, mają swój cel, są środkiem wyrazu artystycznego, lecz nie burzą w żaden sposób koncepcji, nie gromadzi się wręcz przygniatająca ilość tych dodatków. Reżyser nie szczędził sobie bezpośredniości wyrazu i w autentycznych emocjach odgrywanych postaci padało wiele bluźnierstw, które chyba już nieodzownie weszły niejako do językowej kultury polaków. I to również, jeśli chodzi o odbiór widowni stało się istotne i namacalne w swoim przekazie.

Historia jest niezwykle bolesna, poczynając od choroby Christophera, po idące za tym jak domino wszelkie niuanse dnia codziennego, które dla społeczeństwa są często niezrozumiałe i zwyczajnie dziwne, a także relacje i kondycja członków rodziny, zajmującej się dzieckiem tak pięknym i odmiennym, a jednocześnie absorbującym i chwilami wręcz wykańczającym. Łamiące są sceny krzyku i agresji, pięciu godzin prób uspokojenia się na peronie metra, chowania się w ogrodowej szopie przed ojcem, a z drugiej strony ukazane z tak przystępną jasnością i humorem, którego Christopher sam raczej nie rozumie, że nie ma tu miejsca na jakiekolwiek negatywne emocje. Sprawy rozwiązują się dzięki rozmowom i wyrozumiałości, a to kolejne wspaniałe zjawisko, powodujące wzruszenie.

Jakub Krofta wyważył więc między powieścią a teatrem po prostu codzienność. Zaprosił nas do domu sąsiadów, z końca ulicy, których znamy tylko z widzenia. Weszliśmy śmiało, bo jak nie pomóc dziecku w śledztwie? Jednak rozglądając się zobaczyliśmy dużo więcej, niż początkowo zakładaliśmy. W każdym domu zdarzają się nieporozumienia, nie da się ciągle mówić prawdy, każdy z nas posiada ograniczenia i przytłaczające trudności, jednak jak udowodnił nam Christopher – możemy znacznie więcej niż często nam się wydaje.

Ta opowieść uczy jak żyć, odnaleźć się w tak poplątanym świecie i zostawia nas z nadzieją, że jeszcze wszystko będzie dobrze.

Julia Kłoda
Dziennik Teatralny Warszawa
23 listopada 2022
Portrety
Jakub Krofta

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia