Białostocka Balladyna jak TV show w czasach paradokumentów

"Balladyna" - reż. Katarzyna Deszcz - Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Katarzyna Deszcz, reżyserka białostockiej adaptacji dramatu Juliusza Słowackiego, przeniosła historię walki o władzę do studia telewizyjnego, gdzie najważniejsze są emocje, nie moralność.

Początek przedstawienia zapowiada bardzo obiecującą adaptację. Zaburzając linearny charakter dramatu Juliusza Słowackiego rozpoczyna się ona od krótkiej przemowy Kanclerza z aktu V, zaś scena zamienia się w halę, gdzie kręcony będzie talk show na zmianę z paradokumentem. Któż bowiem, uprawiając "skakanie po kanałach" nie spotkał się z bohaterami zwracającymi się do widza i tłumaczącymi im bezpośrednio swoje uczucia i motywy postępowania. Wielki ekran umieszczony w tle, w centralnym punkcie sceny z pobladłą twarzą Balladyny (w tej roli trafnie obsadzona Justyna Godlewska-Kruczko-wska) będzie stanowił ważny element dramaturgii. Sposób, w jaki aktorka wypowiada swoje kwestie, miał chyba w jej zamyśle uczynić z opętanej żądzą sukcesu życiowego młodej panny osobę wielowymiarową, ale przytłumiony piosenkami, czy scenami zbiorowymi, traci moc potrącania wrażliwszych strun w duszach odbiorców.

Zapraszamy przed ekrany

Zabawne nawiązanie do programów na żywo z obowiązkowymi aplauzami publiczności, widzowie, którzy zdecydowali się przyjść na premierę, bądź zostali na nią zaproszeni, podjęli dość ochoczo, zaś pojawienie się Grabca w roli gwiazdora disco polo i łamacza serc niewieścich budzi tyle samo uśmiechu, co trwogi z diagnozy stanu dzisiejszych mediów, jaką czyni Katarzyna Deszcz. Warto przy tym podkreślić, że wszelkie słowa padające ze sceny napisał tylko i wyłącznie Juliusz Słowacki. Analizując inscenizację pod kątem nawiązań do współczesnych produkcji telewizyjnych, z pewnym przymrużeniem oka można też w Goplanie odnaleźć bohaterkę sławnego przeboju "Mydełko Fa". Pojawia się ona niemal wyłącznie za szklaną szybą, najpierw jako obiekt pocałunków jurnego Grabca, później zaś jak typowa "caryca mediów" - postać spotykana niezwykle często w kulisach niejednej stacji telewizyjnej. Bycie w mediach ma swoją cenę, często jest nią upokorzenie. A czyż nie jest upokarzającym przygrywanie Grabcowi disco polo, czy wykonywanie brudnych poleceń Goplany? Ale za to i Skierka, i Chochlik są w świetle reflektorów non stop, częściej niż rycerze i królowie. Czy to jawne szyderstwo reżyserki, ukazujące, że w mediach fałszujący duet, w dodatku sprowadzający słuchaczy na manowce, może być tak samo wartościowy jak transmisje z noworocznych koncertów filharmoników wiedeńskich?

Wiele z wciąż aktualnych diagnoz zawarł w swoim tekście sam Juliusz Słowacki. Wprowadzony w retrospek-cjach owej paradokumentalnej realizacji Pustelnik wytyka na przykład zapalczywość i pogoń za szczęściem młodych, zaś ów goniący za nim Kirkor opisuje swoją krainę:

Ta sama Polska, niegdyś tak

obfita, Staje się co rok szarańczy

szpichlerzem;

Niegdyś tak bitna, dziś bladym

rycerzem

Z głodami walczy i z widmem

zarazy.

Wspaniale jeden z trzech wieszczów opisał cechy ubogich wdów i panien. Chciwa matka, za życie w luksusach wyrzeknie się dawnej kumy, zaś siostrobójstwo stanie się początkiem tragedii, która definitywnie zakończy dzieje wdowy i jej dwóch urodziwych córek. Czy jedna zbrodnia pociąga za sobą następną, czy ten, kto podżega do zabójstwa nie powinien ponieść równie surowej kary? Kiedy Balladyna w walce o maliny - klucz do bogatego zamążpójścia, zabija Alinę (bezpretensjonalna Urszula Mazur), Goplana (popijająca wino i paląca papierosy Agnieszka Możejko-Szekowska) przygląda się zbrodni zza szyby. Studia telewizyjnego, tafli Gopła? Umieszczając swoją Goplanę za szybą, Katarzyna Deszcz wspomagając się Słowackim stawia być może

jeszcze jedno pytanie - w XXI wieku równie ważne. Czy przyglądając się zbrodni z drugiej strony kamery, relacjonując zbrodnie czy wojny w mediach, nie bierzemy na siebie części odpowiedzialności za rozprzestrzenianie zła? Goplana u Słowackiego płaci za sprowokowanie śmierci utratą kochanka. Na nic mu korona, na nic operetkowe dekrety opodatkowania przyrody (swoją drogą brzmiące nad wyraz surrealistycznie i aktualnie zarazem) -i tak będzie ofiarą walki o władzę. No, może tylko jego śmierć będzie przyjemniejsza, bo zaznał wcześniej wdzięków nie tylko Balladyny, zdobył niejaką sławę, a zmarł - jak żył - będąc zapewne pijanym. Katarzyna Deszcz odziera dramat Słowackiego z baśniowości, nie zauważyłem retrospekcji tyczącej przemiany nieposłusznego woli królowej Gopła domniemanego kochanka w wierzbę płaczącą. Reżyserka oszczędza początkowo widzom widoku Kirkora z orlimi piórami. Ten narodowy atrybut przywdzieje rycerz dopiero do śmiertelnego boju z własną żoną. Pokona go Niemiec, ale dlaczego zwycięzca oddali się do krainy duchów po spożyciu chleba z rąk wdzięcznego ludu, dowiedzieć się trudno.

"Będę, czym dawno byłabym, zrodzona Pod inną gwiazdą. Życie pełne trudu Na dwie połowy przecięła korona".

Te słowa Balladyny być może nieco tłumaczą serię jej zbrodni. To także nawiązanie do słów Pustelnika, który wyrzeka na podłość serc królowych i księżniczek. Zatem władza, ba, walka o władzę i zmianę statusu społecznego może usprawiedliwiać wszelakie niegodziwości, łącznie z wyrzeczeniem się własnej matki? Zanim nadejdzie rozstrzygnięcie w jednej z lepszych scen spektaklu, uczty na zamku, Balladyna widząc ducha Aliny, rzuca się na skrzynię - symbol mężowskiej próby lojalności, jak na trumnę zamordowanej siostry. Druga to zdecydowanie scena bitwy pomiędzy Kirkorem a wspomnianym Niemcem Fon Kostrynem. Zanim stanie on do walki o władzę, uwiedzie, czy też da się uwieść Balladynie, zaś konsumpcja owego zbrodniczego związku ukazana jest w szatach epoki Jana Klemensa Branickiego. To pewnie ukłon w stronę Elżbiety Wysockiej, autorki kostiumów do spektaklu i rekon-struktorki dworskich sukien z czasów Izabelli Branickiej. Kiedy zetrą się armie, aktorzy przywdziewają współczesne stroje, zaś w wielkich ramach widać Piotra Szekowskiego i Sławomira Popławskiego, którzy wzorem dwóch zwalczających się obozów i konkurencyjnych stacji TV odpowiednio komentują przebieg starcia. Wrażenie medialnych relacji mają wzmagać wyświetlane na ścianach i ekranach telewizyjnych migawki z frontów, jednak obrazy hitlerowskich nalotów wydają się być w tej farsowej scenie co najmniej dyskusyjne. Za to Kirkor, z dopiętymi wreszcie skrzydłami orlimi, jawi się wykpiwanym przez Słowackiego hurrapatriotą, którego odpowiednik dziś znaleźlibyśmy pewnie wśród klientów sklepów z tak zwaną odzieżą patriotyczną, gdzie aż roi się od husarskich skrzydeł na T-shirtach.

Moralność czy emocje?

Białostocka Balladyna zamyka się reżyserską kodą - powrotem do studia TV. Tam sądząca i poddawana osądowi Balladyna - celebrytka w końcu wypowie słowa "Winna śmierci". Jednak czy strzeli w nią piorun, dosięgnie ją z niebios ręka sprawiedliwości, jak to ma miejsce u Słowackiego? Poruszenie na widowni talk show to raczej aplauz, radość ze wspólnoty myśli gwiazdy i widzów medialnego show, a nie kara za grzechy. A zatem media, w imię oglądalności, umieją wybaczyć? Czy takie było przesłanie reżyserującej spektakl i dekomponującej dramat Juliusza Słowackiego Katarzyny Deszcz? Niewykluczone. Na konferencji prasowej przed premierą nie zostawiła na współczesnych mediach suchej nitki. Czy taka adaptacja może pomóc w poznaniu dzieła należącego do kanonu polskiej literatury przez młodzież - nie mam pojęcia.

Jerzy Doroszkiewicz
Kurier Poranny
3 marca 2017

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia