Biwak na wydeptanej łące

"Raj dla opornych" - reż. Krystyna Janda - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

«Słodko-gorzka komedia z morałem, że nie można uciec od własnego życia

"Raj dla opornych", sztuka, którą prapremierowo obejrzeliśmy na Dużej Scenie Teatru Wybrzeże w minioną sobotę, mniej może świadczy o wyczuciu sceny przez Michale Riml, kanadyjską autorkę: bywa, że dialogi i sceny grzęzną jakby, że mało się na scenie dzieje - ale na pewno świadczy o dużym wyczuciu tego, czym jest parodziesięcioletnie stadło. To stadło znamy już z innej sztuki Riml, "Raju dla opornych", wyprodukowanej w tym samym kolektywie dwóch teatrów: Teatru Polonia i Teatru Wybrzeże, reżyserki Krystyny Jandy, aktorów Doroty Kolak i Mirosława Baki, do których jeszcze w "Raju dla opornych" dołączyła Aleksandra Konieczna. "Raj dla opornych" to zatem próba powtórzenia sukcesu poprzedniej inscenizacji, która okazała się wielkim hitem obu teatrów. Ci, którzy będą liczyć na prostą powtórkę z rozrywki i wybiorą się na "Raj" z nadzieją na dobrą zabawę, zapamiętaną z "Seksu", przekonają się, że w "Raju" jest jednak inaczej. Nie tak śmiesznie, nie tak brawurowo, nie tak udanie, za to z pozostającymi w pamięci, z życia wziętymi obserwacjami, jak wygląda wspólne życie w dojrzałym stadle.

Owo stadło to oczywiście Barbara i Karol, którzy tym razem wybrali się na wspólny biwak za miastem, nad jeziorem. Miejsce inne (w "Seksie" był to ekskluzywny hotel, w którym małżonkowie chcieli wypróbować w praktyce propozycje z książki, uczącej, jak urozmaicić pożycie seksualne), ale cel ten sam: chciałoby się jakoś odmienić wieloletni związek, coś jeszcze zrobić, swawolnego, dzikiego nawet, chciałoby się jakoś przekroczyć jego rutynę. Ale że odwagi nie staje na zbyt wiele, kończy się to np. wyjazdem za miasto na biwak. Niedaleko, oszczędnie, a efekt być może ten sam.

Okazuje się oczywiście, że nie ten sam, a nawet - efekt jest zaprzeczeniem oczekiwań. Widać to od pierwszych dialogów, kiedy Karol (czyli Mirosław Baka) i Barbara (Dorota Kolak) wchodzą na scenę, on z plecakiem, ona z walizką. Od razu się orientujemy, że te dwie osoby są bardzo różne i że przyjechały tutaj tak naprawdę w różnych celach. Potwierdza się to w każdej kolejnej scenie. On chce zakosztować męskiej przygody, zabrał więc np. zestawy kulinarne dla żołnierzy w Afganistanie. Jej zaś marzy się przede wszystkim komfort, dlatego spakowała do walizki, poza turystycznymi krzesełkami, także dwa duże jaśki. Z przeceny, zaoszczędziłam siedem dolarów - tłumaczy Karolowi, gdy zaczyna się on pieklić o niepotrzebny zakup. I tak pieklą się i swarzą o każdy drobiazg, jak to w dojrzałym stadle. Nawet nie dlatego że Karol i Barbara są jakoś szczególnie niedobrani, bo są niedobrani nie bardziej niż się to statystycznie przydarza. Problem polega przede wszystkim na tym, że on jest facetem, a ona kobietą. A tej różnicy między nimi usunąć się nie da. Wystarczy więc, że siądą razem na krzesełkach, dla odpoczynku, by się zaczął nowy konflikt. Bo facet zaczyna bębnić palcami i po minucie podrywa się, by zacząć robić coś konkretnego, np. rozbijać namiot, a ona chciałaby, ot tak, po prostu, posiedzieć, bezproduktywnie.

Pragnienie zmiany własnego życia, które biegnie ustalonym torem, z którego chciałoby się wyrwać, ale ostatecznie okazuje się to niemożliwe, to problem wielu bohaterów Czechowa, ale Riml nie celuje oczywiście tak wysoko. "Raj dla opornych" to sztuka, która ma zapewnić dawkę przyzwoitej, nierechotliwej rozrywki. Z tym jest w przedstawieniu pewien problem, bo w jego trakcie śmiech gaśnie jakby publiczności na ustach. Zabawnych dialogów i ripost starcza na pierwszy kwadrans, potem robi się raczej refleksyjnie niż rozrywkowo. Jeszcze się od czasu do czasu zaśmiejemy przy jakiejś scenie, ale zaczynamy odczuwać, że ci ludzie naprawdę mają problem z miałkością swojego życia. I że nie jest im do śmiechu.

Riml wyczuwała chyba, że materiału na dobrą zabawę nie ma tu za wiele i że słowne utarczki z innymi biwakowiczami nie wystarczą na dynamiczny spektakl. Dlatego doprosiła do towarzystwa siostrę Barbary, Dianę, ale nie wyszło to sztuce na dobre. Aleksandra Konieczna zagrała Dianę nie tylko jako lekkoducha, przeciwieństwo nadobowiązkowej Barbary, ale i jako rozerotyzowaną świrkę, która co parę minut łapie szwagra za krocze. Baka i Kolak grają swoich bohaterów realistycznie: Baka podłamanego życiowymi niepowodzeniami faceta przed emeryturą, Kolak kobietę o dwóch naturach: zmęczonej obowiązkami pani domu i marzącej o dzikich przygodach pani w średnim wieku. Na tym tle przerysowana, groteskowa Diana nie wypada dobrze.

Riml jednak to nie Czechow, nie ma co rozkładać tej sztuki na czynniki pierwsze. "Raj" nie bawi tak dobrze jak "Seks", ale te obserwacje z życia wzięte zostają w pamięci. Tak jak i wydeptana, z żółtymi plamami, łąka, na której biwakują sobie Barbara i Karol. Smutny obraz ich słodko-gorzkiego życia. Od którego chcą uciec i które uczą się na nowo wybierać. Bo jednak wciąż się zieleni.»

Jarosław Zalesiński
Polska Dziennik Bałtycki
9 czerwca 2015

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...