Blaski i cienie

"Pan Lampa" - reż. Helena Radzikowska - Olsztyński Teatr Lalek

Tytułowy Pan Lampa (Jarosław Cupriak) to sympatyczny staruszek, którego od reszty ludzi różni to, że jego głowa nieustannie świeci intensywnym, jasnym światłem. Mieszka wraz ze swoją wierną towarzyszką, Panią Piesą (Monika Gryc) w tajemniczej posiadłości o wdzięcznej nazwie Domczysko.

Kamienica z pozoru sprawia wrażenie normalnego, przytulnie i po mieszczańsku urządzonego wnętrza, dopiero gdy uważnie jej się przyjrzeć, ujawnia swoją dziwność. Okazuje się na przykład, że jeden z tapicerowanych, wiktoriańskich foteli zawieszony jest wysoko pod sufitem, umieszczone nad kominkiem półki zmieniają się we wspinaczkowe podpórki, pokryte wzorzystą tapetą ściany nagle zaczynają się poruszać a pokrywający podłogę dywan może żyć własnym życiem. Efekt żyjących dekoracji zawdzięczamy pomysłowym kostiumom (połowa każdego stroju idealnie odzwierciedla otoczenie, wystarczy więc, że aktor się odwróci aby się w nie wtopić) i precyzyjnie zaprojektowanej przez Sylwię Maciejewską scenografii. Wizualnie "Pan Lampa" przywodzi na myśl świadomie przestylizowaną, plakatową estetykę filmów Wesa Andersona subtelnie przyprawioną groteskową niesamowitością wyobraźni Tima Burtona. Połączenie wydawałoby się karkołomne, jednak w wyreżyserowanym przez Helenę Radzikowską spektaklu pracuje doskonale. W toku trwania spektaklu Domczysko zdaje się żyć wraz ze swoimi mieszkańcami, czerpać z ich charakterów oraz przekształcać się według ich potrzeb, kaprysów, przyzwyczajeń i osobowości.

A te są równie niebanalne jak otaczająca je sceneria. W przedstawieniu poznajemy więc pajęczycę Straszyńską (Agnieszka Harasimowicz), która staje się zgryźliwa i marudna kiedy nie może, zgodnie ze swoją naturą, straszyć dzieci. Zasady Domczyska są jednak nieubłagane i zabraniają one jakiegokolwiek straszenia najmłodszych. Nawet ofiarność Pana Lampy (dobrowolnie pozwala pajęczycy straszyć siebie mimo, że ma potem koszmary) nic nie pomaga. Stąd jego pomysł, żeby wszystkie swoje przeraźliwe miny, skowyty i warczenia zamykała do specjalnego słoika, po które każde dziecko będzie mogło sięgnąć kiedy świadomie zdecyduje się trochę pobać. W kolejnych scenach spotykamy jeszcze pracowite siostry Gryziak, czyli pchły wyżerające cudze smutki oraz nawiązującą do kultowych komiksów Charlesa S. Addamsa rodzinę Bałagańskich, histerią i paniką reagujących na jakąkolwiek oznakę porządku i czystości. To właśnie ze względu na nich Pan Lampa wraz z Piesą organizują regularne sesje czynienia totalnego bałaganu. Mieszkająca pod sufitem Babcia Drapcia (Karolina Sadowska) ogląda zaś świat do góry nogami. Kiedyś zostawił ją mąż i, aby uniknąć załamania, postanowiła uciec od dawnego życia, zaczęła uprawiać jogę i gdy stanęła na głowie, to jak opowiada: "tak mi się spodobało, że już tak zostałam! Ale głowę miałam na podłodze, a z podłogi to mało świata widać. No to ja rach-ciach wdrapałam się na sufit i odtąd wszędzie się wdrapuję".

Tekst Maliny Prześlugi stanowi właściwie montaż luźno powiązanych ze sobą historii przedstawiających kolejne scenki z życia mieszkańców Domczyska. Kolejne opowieści przesycone są absurdalnym, często zakorzenionym w językowych grach humorem z ducha Kabaretu Starszych Panów. Szczery śmiech na widowni wzbudza więc dialog z Panem Dosłownym (Marcin Młynarczyk), który słysząc, że ktoś "daje mu słowo" uparcie rozgląda się gdzie też ono się podziało. Dlatego Pan Lampa musi bardzo uważać na to, co mówi, bo każde "ugryźć się w język" czy "łamać sobie głowę" mogą się dla Pana Dosłownego okazać bardzo bolesne.

Spektakl opowiada między innymi o tym, że nie zawsze w życiu wszystko się idealnie układa, jednak napotykane na co dzień przeszkody są czymś normalnym i trzeba nauczyć się je przezwyciężać. Naturalne też, że czasem gdy sprawy się komplikują denerwujemy się, albo myślimy, że nie damy sobie z nimi rady. Silne emocje też są przecież w codziennym życiu potrzebne, o czym przypomina nam zamieszkujący posiadłość Wściekłak. Budzący skojarzenie ze świstakiem, z sympatycznego zwierzątka potrafi, karmiąc się wzburzeniem otaczających go osób, przemienić się w ogromnego, groźnego potwora. Pan Lampa umie tak opanować własne nerwy, żeby go okiełznać, nie zapomina jednak o tym, żeby pozwolić mu się raz na jakiś czas najeść do syta.

Domczysko daje schronienie wszystkim i wszystkiemu, co nietypowe i odbiegające od powszechnie panujących norm. Pan Lampa nie tylko otacza te postacie i zjawiska troską, traktuje je z empatią oraz wyrozumiałością, ale także pokazuje jak, wzajemnie współpracując i wypracowując kompromisy, można z nimi wszystkimi żyć w przyjaźni i porozumieniu. Spektakl uczy więc bardzo ważnej rzeczy: odmienność nie jest zła, to, co inne, może być wyjątkowe a wyjątkowość tę należy dostrzec i docenić. W kontrze do charakterystycznej dla nowoczesnych, grodzonych osiedli homogenizacji posiadłość Pana Lampy to miejsce otwarcia na różnorodność, która udowadnia, że na świat i tworzące go elementy nie można patrzeć tylko z jednego, zawężonego punktu widzenia. Bo coś co na pozór wzbudza strach i wydaje się złe, smutne, niezrozumiałe może okazać się produktywne, ważne i konieczne. Podkreśla to finał spektaklu: Pan Lampa gaśnie i odchodzi w ciemność. To jednak - jak mówią twórcy spektaklu - nic złego czy przerażającego bo "ciemność i światło to dwie strony tego samego życia. Gonią się, jak Słońce goni Księżyc. Ale, inaczej niż one, w końcu się spotykają". A poza tym bohater dzięki temu może w końcu przypomnieć sobie jak wygląda mrok za czym tęsknił przez całe rozświetlone życie.

Jakub Papuczys
e-teatr.pl
2 maja 2018

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia