Bogu Najwyższemu na chwałę

Wielka Msza h-moll - Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

Z najgłębszym przywiązaniem składam Waszej Królewskiej Mości tę oto niewielką pracę - pisał w lipcu 1733 roku, w liście do króla polskiego i elektora saskiego Augusta III, Johann Sebastian Bach. Skromny był, bo dar złożył królewski.

Ta „niewielka praca” to fragmenty Wielkiej Mszy h-moll – Kyrie i Gloria – najdoskonalszego dzieła muzyki religijnej Bacha, które usłyszymy piątek w Bazylice Katedralnej (Chór i Orkiestrę Opery i Filharmonii Podlaskiej poprowadzi  Andrzej Kosendiak,  dyrektor naczelny Filharmonii Wrocławskiej oraz Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans).

Kompozytor prosił swojego władcę, aby ten „pod najwyższą protekcyję” przyjąć go raczył i dał posadę nadwornego kompozytora. Bach pracował wówczas jako kantor przy kościele św. Tomasza w Lipsku, a jego zwierzchnikami byli rajcy miejscy, w przykry sposób udowadniający muzykowi, jak poślednie zajmuje stanowisko. Wystarczy przeczytać rewers, który kantorowi Bachowi podsunął do podpisania burmistrz: nie wolno mu było bez zezwolenia opuszczać Lipska, dla zmniejszenia kosztów musiał uczyć chłopców nie tylko śpiewu, ale i gry na instrumentach, a także towarzyszyć śpiewającemu na pogrzebach chórowi uczniowskiemu. Nie ma się więc co dziwić, że walka Bacha o tytuł nadwornego kompozytora była tak naprawdę walką o godność.

Wątpliwe, czy senny i leniwy umysł króla, najnędzniejszej chyba kreatury na tronie polskim, zdołał choćby w przybliżeniu ocenić wartość ofiarowanych mu przez kompozytora darów – pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz. Przesadził, bo owszem, August III był nieszczęściem dla Rzeczypospolitej, ale na sztuce się znał i pieniędzy na nią nie żałował. Bach wprawdzie swoją prośbę złożył w złym momencie – elektor saski musiał najpierw stoczyć wojnę o tron polski ze Stanisławem Leszczyńskim, wspieranym przez większość szlachty – ale jak już pokój zapanował, August wziął Johanna Sebastiana pod „najwyższą protekcyję”.

Bach skończył Mszę dopiero u schyłku życia i nigdy nie usłyszał jej wykonania. Choć dedykował ją ziem, tak naprawdę pisał dla Boga. Muzyka była bowiem dla niego służbą bożą, nie miała nic wspólnego ze światowymi sukcesami. Swoje partytury opatrywał skrótami S. D. G. – Soli Deo Gloria (Bogu Jedynemu Chwała) lub J.J.- Jesu juva (Jezu pomóż) i nie były to zwyczajowe formułki, lecz wyznanie wiary. Przy czym ta wiara miała solidną podbudowę teologiczną. Odchodząc z tego świata Bach pozostawił bibliotekę zawierającą pełne wydanie „Pism” Lutra, „Kazania” średniowiecznego dominikanina i mistyka Johannesa Taulera oraz „Prawdziwe chrześcijaństwo” XVII-wiecznego pastora Johanna Arndta, dzieło napisane z intencją pogłębiania wiary wśród luteran. Bo Bach ściśle przestrzegał luterańskich zasad wiary.

A jednak komponując Mszę zwrócił się do tradycji katolickiej, wzniósł się ponad podziały wyznaniowe, odwołał wprost do Stwórcy. Albert Schweitzer pisał, że właściwą religią Bacha była mistyka: Ów mocny człowiek, który zarówno dzięki swoje rodzinie, jak swej twórczości tkwił w środku życia i świata, na którego wargach zdaje się rysować uśmiech dobrodusznej radości życia, wewnętrznie dla świata obumarł. Czekał na spotkanie z Bogiem.

Beata Maciejewska
Materiały OiFP
24 maja 2012

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia