Bogumiła Kobieli droga do Tenczynka

wystawa

- Gdyby się urodził pół wieku wcześniej, z pewnością konkurowałby z Chaplinem, Keatonem, Lloydem i innymi wirtuozami burleski, był czystej wody komikiem - powiedział o nim Zygmunt Hübner. Porównywano go także z Bourvilem, a Adolf Dymsza uważał go za swojego następcę. Podczas występów Wagabundy w Ameryce Dymsza tak go zapowiadał: - Wystąpi teraz przed państwem Bogumił Dymsza, pardon, Kobiela!

"Postaram się wpaść do Was choć na parę godzin ", "Wpadniemy z Gosią samochodem ", "Wracamy koło 5 września i zaraz walimy do Tenczynka ", "Jestem potwornie zagoniony, zrobię wszystko, postawię się na głowie, kupię samolot i wpadnę do Tenczynka chociaż na godzinę " - to cytaty z listów Bogumiła Kobieli do matki i rodziny w Tenczynku. Jeden z nich kończył w podpisie: "Całuję w rozpędzie - Bobek".

Zdobywający każdą swoją kolejną rolą uznanie, podziw i sympatię publiczności, zasypywany coraz to nowymi propozycjami, rozrywany przez film, teatr, kabaret i telewizję, krążący pomiędzy sceną, estradą, studiem telewizyjnym i filmowym planem, pomiędzy Warszawą, Gdańskiem, Katowicami i Tenczynkiem - żył Bogumił Kobiela w nieustannym pośpiechu, w ciągłym biegu i pędzie.

Jawa, fiat i krążowniki 

Najpierw, jeszcze w 1955 roku, kupili razem z Cybulskim starą SHL-kę i jeździli nią na spółkę, czyli na zmianę albo we dwójkę. Dla zwrócenia uwagi na ten i tak już niezwykły tandem - łączący intrygującą urodę jednego z rozbrajającą vis comica drugiego - przyjaciele pomalowali swoją maszynę na kolor jasnożółty. Ich rajdów tym wehikułem po plaży nikt już nie mógł nie zauważyć, zwłaszcza młode adeptki i entuzjastki sztuki filmowej i teatralnej, zainteresowane także motoryzacją jednośladową. To zapewne rosnąca popularność obu aktorów i coraz liczniejsze zastępy wielbicielek spowodowały, że zdecydowali się zamienić archaiczną już nieco SHL-kę na najnowszy model czeskiej jawy 175, motor elegancki i bardzo szybki. Dalej jeździli razem, ale niebawem nabyli drugi egzemplarz i każdy pędził już swoją jawą. 

W maju 1959 roku Kobiela kupił pierwszy samochód; był to fiat 600, używany, koloru seledynowego, jak większość wtedy fiatów 600. "Kupiłem fiacika!..." - uradowany donosił rodzinie - "Zbyszek zazdrosny okropnie, cały Bim-Bom dumny z mojego fiata!". 

Zaczęło się jednak pechowo. Już następnego dnia po zakupie wyruszył w swoją pierwszą trasę - do Stargardu, gdzie kręcono właśnie "Krzyżaków". Zostawił samochód na placu, a powróciwszy po kilkunastu minutach z planu, znalazł wóz mocno uszkodzony; okazało się, że kierowca wojskowej ciężarówki, nieostrożnie cofając, staranował jego fiata. Auto trzeba było oddać do remontu. Potem jednak jeździł tym samochodem szczęśliwie sześć lat. 

Podczas pobytu z Wagabundą w USA w październiku 1964 roku miał kilkakrotnie okazję prowadzić amerykańskie krążowniki i świetnie sobie radził. "Zdałem egzamin w najtrudniejszych warunkach! Jestem arcywspaniały kierowca!" - chwalił się w liście do żony - "Przejechałem 600 mil po przedstawieniu w New Britain. W nocy wjazd do Nowego Jorku. Zachwycająca, lekko wilgotna droga wśród wzgórz. ( ) Wypijamy zaraz butelkę whisky na powitanie molocha ". 

Nowojorski moloch zrobił zresztą na nim, podobnie jak wcześniej Chicago, przygnębiające wrażenie. "Miasto-olbrzym ( ) wszędzie budynki-giganty, w ogóle inna skala" - notował w swoim pamiętniku podróży - "Czuję się zmiażdżony, zagubiony i przywołuję teraz w hotelu panicznie ratunkowe myśli o czymś moim, własnym, niedużym. Więc Tenczynek, grzybobranie w Tenczynku ". 

Nikt jednak nie wie, co mu pisane 

Kilka miesięcy po powrocie zza oceanu, wiosną 1965 roku, stał się właścicielem nowiutkiego luksusowego BMW 1800 i szybko zapomniał o swoim pierwszym aucie, którym tak się cieszył i szczycił. Podobno nawet trochę z góry patrzył na innych posiadaczy tych wozów, na przykład na Wojciecha Kilara (męża kuzynki), który w latach 60. jeździł takim małym fiacikiem i uważał go "za ósmy cud świata", no ale "Bobek [był] lekceważący i sarkastyczny na widok mojego fiata ( ), on jeździł akurat BMW " - wspomina Kilar. 

Radość z pięknego BMW, podobnie jak w przypadku fiacika, szybko jednak została zakłócona. Oto bowiem na początku czerwca 1965 roku, będąc nowym autem w Łodzi, potrącił na pasach dla pieszych kilkuletnie dziecko. Niegroźnie na szczęście i bez żadnej z jego strony winy, ale ciężko to przeżywał i długo nie mógł zapomnieć. Bardzo też przejął się rok później poważnym wypadkiem kuzynki Janiny w Krakowie. "To straszny pech i jakiś koszmar, że ona, która tak rzadko jeździ samochodem, uległa takiemu strasznemu wypadkowi! Nikt jednak nie wie, co mu pisane " - zwierzał się matce - "Aż mnie ciarki przeszły, jak sobie pomyślałem, że wszystko może się zawalić w ciągu sekundy ". 

Ciągnie mnie jakoś dziwnie do Tenczynka 

18 sierpnia 1968 roku telewizja pokazała komedię science fiction Andrzeja Wajdy "Przekładaniec" zrealizowaną według scenariusza Stanisława Lema (opartego na jego opowiadaniu "Czy pan istnieje Mr Jones?"). Bogumił Kobiela zagrał w tym filmie główną rolę kierowcy rajdowego Richarda Foksa, który mimo licznych i ciężkich wypadków ciągle jeździ dalej i odnosi sukcesy, gdyż dzięki genialnemu wynalazkowi przeszczepiano mu w miejsce uszkodzonych części ciała narządy ofiar karamboli W filmie tym wystąpił również młodszy brat Bogumiła, Marek, jako jego pilot rajdowy. 

Miesiąc później rozpoczął w warszawskiej Komedii próby "Żabusi" Zapolskiej, a sztukę tę, reżyserowaną przez Józefa Słotwińskiego, wystawiono specjalnie dla "Bobka". Pod koniec października, na miesiąc przed premierą, pisał do rodziny: "Ja mam już codziennie próby w teatrze. ( ) Miałbym ochotę przyjechać na Wszystkich Świętych do Katowic na groby. Napiszcie mi ( ), kiedy wyjeżdżacie z Tenczynka ( ), zależy mi, żeby na 1 listopada być z Wami. ( ) Ciągnie mnie jakoś dziwnie do Tenczynka. Poszedłbym sobie na grzyby ". 

On tak strasznie lubił zbierać grzyby 


8 lipca 1969 roku państwo Kobielowie jechali do Gdańska, gdzie miały się odbyć gościnne spektakle "Żabusi". Po drodze planowali zatrzymać się na krótki pobyt w Białym Borze. Wyjeżdżali przy pięknej słonecznej pogodzie, później jednak zaczął padać deszcz. W miejscowości Buszkowo koło Koronowa zatrzymali się, by zabrać dwóch zmokniętych autostopowiczów. Po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów na ostrym łuku drogi jadące z prędkością ok. 60-70 km/godz. białe BMW wpadło w poślizg i zderzyło się czołowo z autobusem. 

Bogumił Kobiela w drodze do szpitala cały czas towarzyszył żonie, trzymając ją za rękę, wydawało się, że ona właśnie jest najciężej ranna. Dopiero w Bydgoszczy po wyjściu z karetki stracił przytomność. W nocy wojskowym samolotem przetransportowano go do Gdańska, tam przeszedł dwie operacje. Rano odzyskał przytomność, był w dobrym nastroju, żartował. Zmarł w południe następnego dnia, w czwartek 10 lipca 1969 roku. 

Słowa wspomnienia Marka Kobieli o ostatniej drodze brata - znane już z książki Szczawińskiego i innych publikacji - powtórzone raz jeszcze podczas otwarcia wspaniałej wystawy w Krzeszowickim Ośrodku Kultury w obecności Małgorzaty Kobielowej i wielu znakomitych gości z Katowic, Krakowa i Warszawy z Jerzym Gruzą, przyjacielem "Bobka", na czele zabrzmiały jednak szczególnie przejmująco: "W ostatnią drogę do rodzinnego Tenczynka jechałem z bratem żukiem Wynajęliśmy to auto specjalnie do przewozu zwłok. A że z Gdańska do Tenczynka jazda długa, dzień był przepiękny, ciepły, słoneczny, więc zatrzymywaliśmy się po drodze kilka razy na przydrożnych polankach leśnych. Wtedy sobie przypomniałem, że on tak strasznie lubił zbierać grzyby, już od dziecka. I na tych polankach, na skraju lasu znajdowałem grzyby, było ich niewiarygodnie dużo, aż dziw brał. Nie wiedziałem za bardzo, co zrobić, ale w końcu kilka z nich zabrałem ze sobą. Leżały obok trumny ". 

Bo stamtąd wszystko widać 

Po tym, jak w marcu rozebrano starą drewnianą bramę tenczyńskiego cmentarza i w kwietniu stanęła nowa, kuta, na solidnej podmurówce, proboszcz i parafianie zastanawiali się, kto pierwszy ją przekroczy? Tymczasem od kwietnia do czerwca nie było żadnego pogrzebu w Tenczynku. I dopiero w lipcu ku nowej bramie ruszył kondukt pogrzebowy Bogumiła Kobieli. Za trumną szła Małgorzata Kobielowa, niosąc w ręku, zamiast kwiatów, kilka grzybów z ostatniej drogi męża. 

Na dwa, trzy dni przed nieszczęsnym wyjazdem do Gdańska w jakiejś przypadkowej rozmowie o bliskich, którzy nagle odeszli, " Bobek powiedział - wspomina Małgorzata Kobielowa w filmie dokumentalnym W. Sarnowicza o życiu Bogumiła Kobieli (2005) - że on chciałby kiedyś spocząć na cmentarzu w Tenczynku, na tej górce, bo stamtąd wszystko widać ". 

Cytaty z listów Bogumiła Kobieli na podstawie książki Macieja M. Szczawińskiego, "Zezowate szczęście. Opowieść o Bogumile Kobieli", Katowice 1996 

"Bogumił Kobiela, czyli rodzinna podróż z Katowic do Tenczynka, w której udział biorą bliscy Bobka " - wystawa w Galerii Krzeszowickiego Ośrodka Kultury w pałacyku Vauxhall, 12 czerwca - 8 września 2009 roku

Andrzej Bogunia-Paczyński
Gazeta Wyborcza Kraków
13 lipca 2009
Portrety
Bogumił Kobiela

Książka tygodnia

Wolność i łaska. Rozważania o Szekspirze
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Peter Brook

Trailer tygodnia

Afryka
Bartek Frąckowiak