Boskie poczucie humoru

"Siostrunie" - reż. Jan Szurmiej - Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

– Po czym można poznać, że Bóg ma poczucie humoru? –Bo prowadził lud Izraela po pustyni przez czterdzieści lat i w końcu zostawił tam, gdzie nie ma ropy naftowej! To zaledwie jeden z dowcipów z musicalu „Siostrunie" Dana Goggina opowiedzianych przez radosne, rozśpiewane, roztańczone i pełne wdzięku zakonnice. Żeby mieć zaserwowaną pełną porcję humoru trzeba wybrać się do teatru.

Już sam początek jest śmieszny. Z powodu tragicznej w skutkach nieznajomości grzybów przez zakonną kucharkę po spożyciu ugotowanej przez nią zupy kilkadziesiąt sióstr nagle umiera. Pozostałe nie mają pieniędzy na pochówek i kilka spośród zmarłych czeka cierpliwie w klasztornej lodówce. Zwłaszcza, że przełożona zakonu wcześniej lekkomyślnie zakupiła kino domowe. Chcąc zebrać fundusze na pogrzeby, siostry postanawiają wystąpić w show.

Reżyser tego przedstawienia Jan Szurmiej, mistrz lekkiej, teatralnej muzy, dla którego i ten spektakl, i liczne jemu podobne są chlebem powszednim, i tym razem przyrządził danie smakowite, a nawet wyśmienite. Umożliwiając widzom spędzenie czasu w teatrze w klimacie absolutnego odprężenia i w towarzystwie uroczych, choć nie całkiem uczciwych zakonnic. Szurmiej skupia się właśnie na tej dwoistości ich natury, puszczając oko do widowni, że przecież w gruncie rzeczy chodzi mu o każdego, kto na niej siedzi. Czego, jak na ogół bywa, nikt z widzów do siebie nie bierze, a w każdym razie nie od samego początku. A zakonnice, z pozoru ciche, potulne i rozmodlone, w istocie skrywają pod habitami temperamenty przez samego diabła nie do okiełznania, a ponadto nieposkromioną kobiecość. Wybuchają one z nich niczym gejzery kiedy dziewczyny postanawiają przygotować rewię w broadwayowskim stylu.

Na scenie mamy do czynienia z wyśmienitym aktorstwem komediowym. Jan Szurmiej, swoim zwyczajem główniejsze role poobsadzał podwójnie. Ale zarówno Małgorzata Machowska – skupiona, udanie skromna, w istocie zasadnicza i rygorystyczna,  jak i Beata Zarembianka – świetnie balansująca na pograniczu naiwności pozorowanej i prawdziwej, przechodząca siebie w popisowej scenie po zażyciu dopalacza, który obnaża bez reszty prawdziwe pragnienia granej przez nią postaci, obie w roli matki przełożonej dają popis aktorskiego kunsztu. Justyna Król i Dagny Cipora, jako opiekunki nowicjatu, od pierwszej sceny jednają sobie publiczność żywiołowością i poczuciem humoru. Mistrzowsko wypada w roli siostry katechetki Mariola Łabno – Flaumenhaft, której perfekcjonizm i swoboda w korzystaniu ze środków wyrazu oraz kabaretowe zacięcie wprowadzają do spektaklu nutę niezwykłego ożywienia.

Świetnie czuje swoją siostrę Amnezję Magdalena Kozikowska – Pieńko – jej wejścia stanowią jedne z mocniejszych stron spektaklu. Siostra Amnezja, nieporadna i zagubiona nawet w rzeczywistości klasztornej, ma w sobie wiele poezji. Kozikowska – Pieńko buduje tę postać wrażliwie, z dużą naturalnością, z półtonów i półcieni, a jej popisowy numer z lalką mapetem jest majstersztykiem. Skupia na sobie uwagę widzów Joanna Baran, której pełna prostoty i wdzięku  siostra Mary Leo wciąż zastanawia się, czy jej najwłaściwsze miejsce na ziemi jest w klasztorze i marzy frywolnie o przywdzianiu tiulowego habitu, oraz Małgorzata Pruchnik, wyśmienita w szalonych tańcach. Wszystkie świetnie radzą sobie z tańcem,  jazdą na rolkach, wspinaniem na linach i tak samo też budują kontakt z widzem – nie nachalnie, taktownie wchodzą w interakcje, zaczepiają, zagadują, angażują do wspólnego bycia. Całości dopełnia Grzegorz Pawłowski, jako mistrz ceremonii, który doskonale czuje się w gatunku komediowym i równie świetnie czuje samą komedię.

Szurmiej narzucając aktorom i spektaklowi szalone tempo, a widzom serwując radosne fajerwerki dobrego humoru kosztem kilku szalonych zakonnic przekonuje nas o tym, o czym wie dawno literatura francuska, że Pana Boga nie zawsze ten wielbi, kto leży krzyżem na kościelnej posadzce. Humor w spektaklu  Szurmieja nierzadko powiązany ściśle z religijnością często jest na granicy, ale nigdy nie przekracza dobrego smaku. Rzecz jest raczej w tym, że każdy z nas i tak samo zakonnice, wszyscy mamy swoje słabości.  Chociaż w każdym jest także zadatek szlachetności.

Wszelka aluzyjność, która tu i ówdzie się pojawia, służy przede wszystkim dobrej zabawie. Tak samo, jak urokliwa, klimatyczna scenografia Wojciecha Jankowiaka i wspaniałe, fantazyjne kostiumy Marty Hubki. Udanie podkreślają poczucie czarnego humoru zawsze dopisujące siostrzyczkom z Zakonu Małych Sióstr w Hoboken. Chociaż sama fabuła sztuki Goggina, jakby ją zechcieć ścisnąć raczej jest uboga..

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
5 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia