Bożek mordu

"Bóg mordu" - reż: Henryk Adamek - Teatr Śląski w Katowicach

Konflikt to zjawisko wywołujące wrogość, frustrację i lęk. Wynika ono często z nietolerancji i sprzeczności interesów. Ten jakże aktualny temat dotyczący problemu tolerancji i napięć międzyludzkich podjął Henryk Adamek reżyser Teatru Śląskiego w sztuce "Bóg mordu" autorstwa Yasmin Rezy

Punktem wyjścia całej historii jest zwykła dziecięca bójka dwójki jedenastoletnich chłopców. Spotkanie państwa Houllie i państwa Reille-rodziców dzieci w celu załagodzenia sprawy jest tylko pretekstem do podjęcia dyskursu nad kondycją współczesnego człowieka. Spektakl porusza problem rozmaitych ról i masek, które zakładamy w zależności od sytuacji. Kulturalne spotkanie dwóch małżeństw pełne uprzejmości i taktu, wraz z rozwojem akcji zamienia się w psychologiczną wojnę. Alkohol, który miał rozluźnić sztywną atmosferę prowadzi do eksplozji frustracji, skrywanych żalów, zerwania masek ogłady i dobrych manier. Pozornie życie obydwu par układa się szczęśliwie, w istocie każdy z małżonków kieruje się totalnie różnym systemem wartości, co prowadzi do niezrozumienia i gry pozorów. Aktorzy odkrywają przed nami powoli kolejne kawałki historii swoich postaci, maski opadają, choć ciągłe przerywanie scen sięgających do głębi problemu grą budzącą śmiech powoduje lekką dezorientację. 

Spektakl Adamka jest bardzo aktualny - to sztuka o tym, jak człowiek radzi sobie z normami, które narzuca mu społeczeństwo, kultura. Żyjemy w świecie, gdzie każdy zakłada jakieś maski, mówi nie to, myśli, ale to, co należy mówić. Bohaterowie „Boga mordu” w pewnym momencie mówią „nie” sztucznym konwenansom, zrywają z fałszywą otwartością i dają upust swoim emocjom, ale zbyt dużo komediowej gry nie pozwala nam do końca przejąć się ich sytuacją i poruszyć głębokich strun naszej wrażliwości. U widzów wiele interakcji między postaciami budziło śmiech, jednak warto zauważyć, że za tym lekkim humorem stoi smutny obraz człowieka zakłamanego, zwróconego do wewnątrz i zajętego tylko sobą, co powinno być bardziej podkreślone w sztuce. Owe zabawne sytuacje, farsowość podane są nam jednak w zbyt dużej dawce, nieproporcjonalnie w stosunku do cynizmu, ironii, które dobitniej ukazałyby istotę sztuki. Jednak warto zwrócić uwagę na grę odtwórczyni Veroniq Barbary Lubos, która stworzyła barwną, charyzmatyczną i autentyczną kreację aktorską. Pozostali aktorzy: Violetta Smolińskia, Andrzej Warcaba i Grzegorz Przybył również z pełnym zaangażowaniem próbowali zmierzyć się z granymi przez siebie postaciami, wywołując u widza wiele emocji.

Sztuka Adamka powinna widza ściągnąć na ziemię, potrząsnąć nim, a groteskowość wielu sytuacji spowodowała, że wyjdziemy z tego spektaklu z lekkim uśmiechem, nie skłaniającym nas bynajmniej do refleksji.

Malwina Póda
Dla Dziennika Teatralnego
17 grudnia 2010

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia