Budował ducha Narodu

O twórcy Opery Narodowej w roku jemu poświęconym.

"Płomień rozgryzie malowane dzieje, Skarby mieczom spustoszą złodzieje, Pieśń ujdzie cało..." (A. Mickiewicz "Konrad Wallenrod")


Wpolskiej edukacji historycznej coraz mniej miejsca zajmują biografie, a to przecież one są najciekawsze. Dzięki nim zaprzyjaźniamy się ż dobrymi, choć czasem bardzo dalekimi w czasie i przestrzeni ludźmi. Dzięki nim dowiadujemy się, jak to możliwe, że ktoś stał się wielki, sławny, a czasem - niestety - zły i okrutny. Historia jako nauczycielka życia przemawia do nas może właśnie najwięcej poprzez biografie. Tymczasem - jakby wciąż z nakazu metodologii marksistowskiej - narzuca się Polakom analizowanie procesów dziejowych, walk klas społecznych i zjawisk masowych. W ogłoszonym przez Sejm RP Roku Stanisława Moniuszki pochylmy się nad jego postacią.

Rodzina

Prastary ród szlachecki Moniuszków herbu Krzywda ma swoje gniazdo rodowe na Podlasiu nieopodal Goniądza (do dziś pozostały tam Moniuszkowskie nazwy), a o jego przodkach zachowały się szczątkowe zapiski od XVI wieku. Jego dziadek Stanisław Moniuszko z Podlasia przeniósł się do Wilna, gdzie wytrwałą pracą w sądownictwie doszedł do uznania i stabilizacji finansowej. Spadek po nim przypadł wielu dzieciom. Jego synowie osiedlili się na litewskiej wsi i żyli w bardzo małych dworkach. Urodzeniem i wykształceniem górowali nad okoliczną ludnością, ale - jak to wypowiedziała Eliza Orzeszkowa ustami Justyny Orzelskiej - chętnie nieśli światło wiedzy pomiędzy lud.

Jeżeli w tym miejscu wyobrazimy sobie życie Moniuszków nieco na wzór ducha, który panował w mickiewiczowskim Soplicowie, to nie będziemy dalecy od prawdy. Stryj Dominik pioniersko eksperymentował uwłaszczenie chłopów w swoich dobrach, a stryj Ignacy wystawił własnym kosztem pułk strzelców konnych w wyprawie Napoleona na Moskwę. Ojciec Stanisława - Czesław-jako adiutant kolejno kilku marszałków napoleońskich odbył całą kampanię 1812 roku, awansując do stopnia kapitana. W kilka lat później osiadł pod Mińskiem w Ubielu, ożenił się z Elżbietą Madżarską i 5 maja 1819 roku przyszedł na świat ich pierworodny syn Stanisław, który miał się okazać jedynym męskim potomkiem dziadka Stanisława. Spory wpływ na przyszłego kompozytora wywarł stryj Józef, który w swoim majątku ziemskim aranżował występy teatru amatorskiego. Ich uczestnikiem był Stanisław i może dzięki nim zasmakował w atmosferze występów i zrozumiał, jak wielki wpływ na kształtowanie poglądów ludzkich ma sztuka. Gośćmi przedstawień byli w sporej liczbie chłopi i widział, jak rośli duchowo pod wpływem kolejnych spektakli.

Talent muzyczny przyszłego tytana opery odkryła matka Elżbieta i z trudem przekuwała jego zamiłowania do odtwarzania zasłyszanych tematów muzycznych w ćwiczenia gam i pasaży. Jak sam się wyraził: "Pierwszą szkołą pojmowania muzyki były dla mnie Śpiewy historyczne Niemcewicza, wykonywane dziwnie miłym głosem przez moją Matkę". Ćwiczył niechętnie, ale za to uwielbiał podsłuchiwanie wiejskich śpiewek.

Niepłocha młodość

W dbałości o wykształcenie swoich dzieci, a także wychowywanych z nimi młodych Korsaków Czesław Moniuszko przeprowadził się w 1827 roku do Warszawy i po roku mieszkania na Żoliborzu przeniósł się do Pałacu Staszica, co odnotował w pamiętniku: "Nie mogłem nad to stosowniejszej wybrać kwatery dla dzieci, jak w świątyni Nauk Towarzystwa Przyjaciół". Po trzech latach w Warszawie zamieszkali w Mińsku przy Wysokim Rynku i tam Staś rozpoczął naukę w pobliskim gimnazjum, z którego - wobec popowstaniowych represji i rusyfikacji - wkrótce Moniuszkowie zrezygnowali, a Staś kończył nauki prywatnie i zdawał egzaminy eksternistycznie. Od czasu do czasu jeździł do Wilna na wydarzenia muzyczne, przy tej okazji zakochał się w Aleksandrze Miillerównie i zaręczył z nią w wieku 17 lat, a tej jednej jedynej miłości był już przez całe życie wierny. Ze ślubem postanowili jednak jeszcze czekać, bo musiał jechać na studia, by ustabilizować się finansowo.

Twórca przebojów fortepianowych

W 1837 roku pojechał na studia muzyczne do Berlina, gdzie zetknął się z zaawansowanymi mechanizmami krytyki, edycji utworów muzycznych, tworzenia zespołów i finansowania działalności na tym polu. Rok później ukazał się w Berlinie jego pierwszy zbiorek pieśni. Moniuszko wkroczył na drogę utrzymywania się ze swej

twórczości. Aby fachowo zareklamować dzieło, opublikował w "Tygodniku Petersburskim" artykuł z jego zapowiedzią. W broszurze znalazły się melodie do takich wierszy Adama Mickiewicza, jak "Sen", "Niepewność" i "Moja pieszczotka".

Stanisław Moniuszko jest dziś przedstawiany przede wszystkim jako autor oper, ale tak jemu współcześni, jak i potomni znają więcej jego przebojowych pieśni aniżeli arii z oper. Wszystkich śpiewników wydał od 1844 roku sześć, zawierając w nich 127 pieśni. Po jego śmierci wydano sześć kolejnych śpiewników jego autorstwa i wszystkich 12 składa się na to, co uważa się powszechnie za "Śpiewnik domowy Stanisława Moniuszki", zawierający około 300 pieśni. Bywa, że niektóre z nich są tak znane, że powtarza .się je, jakby nie miały autora, ale były stworzone przez Pana Boga wraz z całym Narodem Polskim u zarania jego dziejów, a tymczasem spisał je na pięcioliniach mistrz Stanisław w połowie XIX wieku.

Warto wspomnieć choćby nieco tytułów z rozlicznej plejady przebojów, a należy przy tym pamiętać, że zanim powstały mass media, to właśnie ich śpiewanie w salonach przy akompaniamencie klawesynu lub fortepianu było najważniejszą rozrywką kulturalną. Przed Moniuszką wykonywano głównie niemieckie, francuskie i włoskie pieśni. Podkreślić należy, że Moniuszko (nasz najważniejszy narodowy kompozytor) jawi się w oczach fachowców nie tylko jako ten, który wprowadził w tak dużej ilości teksty polskie na salony, ale ich poziom przewyższył dotychczasowe przeboje salonowe. Zadecydowały o tym dobre teksty naszych najwybitniejszych poetów, ale uczciwie oni sami przyznawali, że promocję zawdzięczali w dużej mierze Moniuszce. Jedną z pierwszych była (najpierw wydana solo, a pośmiertnie w XII śpiewniku) ballada Mickiewicza "Trzech Budrysów", a także jego np. "Znasz li ten kraj" i "Powrót taty".

Do dziś śpiewacy lubują się w balladzie do słów Józefa Ignacego Kraszewskiego "Dziad i baba". Niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się "Kum i kuma" do słów Jana Czeczota i "Pieśń wieczorna" Władysława Syrokomli. "Prząśniczkę" znają wszyscy Polacy, a miasto Łódź ma ją za hejnał. Utwór pod tytułem "Kozak", znany lepiej od pierwszych słów "Tam na górze jawor stoi...", śpiewają jeszcze niektórzy po domach, a "Starego kaprala" Pierre-Jeana de Berangera w tłumaczeniu Syrokomli wysoko cenią sobie śpiewacy operowi. Na wielką pochwałę zasługuje inicjatywa Programu 2 Polskiego Radia, który w godzinach południowych

Załamany kompozytor musiał czekać blisko dziesięć lat, aż dowiedział się z gazety, że w Warszawie ma być wystawione jego wspaniałe dzieło. [...] Gdy dotarł do Warszawy, musiał dzielić czas pomiędzy portrecistów, dziennikarzy i pracę nad rozbudowaniem opery.

Zwykłe życie

Zanim jednak Stanisław został sławny i bogaty, musiał długo czekać i pracować. Powróciwszy z Berlina do Wilna, ożenił się z Aleksandrą i wiedli przykładne życie. Ona dbała o dom, a on zabiegał o środki na jego utrzymanie. Doczekali się dziesięciorga dzieci. Mimo prób zdobycia lepszego stanowiska w Petersburgu musiał żyć z pensji organisty w uniwersyteckim kościele św. Jana i lekcji muzyki udzielanych w dużych ilościach. W 1858 roku przeniósł się z rodziną do Warszawy, gdzie kilkakrotnie zmieniali mieszkania, ale najbardziej upodobali sobie Krakowskie Przedmieście.

Rabacja 1846 - natchnieniem "Halki"

Wieści o wydarzeniach rabacji chłopskiej w Galicji dotarły do Wilna szybko i zmroziły opinię publiczną. Oto zamiast zapowiadanego przez Towarzystwo Demokratyczne Polskie ogólnonarodowego powstania we wszystkich zaborach sprowadziło się ono do niewielkiego wybuchu w Galicji, a jeszcze ważniejsze stały się pogromy około tysiąca dworów, dokonane przez chłopstwo podburzone przez Austriaków. Wypadki przygnębiły patriotów i dały im wiele do myślenia.

Do libretta Włodzimierza Wolskiego Stanisław Moniuszko napisał najpierw dwu- a następnie czteroaktową operę, której treścią stała się nieszczęśliwa miłość góralki Halki do dziedzica podhalańskich wiosek Janusza, zakończona jego ślubem z Zosią równą jemu stanem i samobójstwem brzemiennej Halki. Kochający Halkę Jontek nie potrafił zapobiec tragedii. Żywa akcja, bardzo zgrabnie skonstruowane łączenia scen, a nade wszystko feeria polskich rytmów: mazura, poloneza oraz żywcem wziętych z folkloru melodii i tańców góralskich, złożyły się na... klapę wileńską.

Załamany kompozytor musiał czekać blisko dziesięć lat, aż dowiedział się z gazety, że w Warszawie ma być wystawione jego wspaniałe dzieło. Teraz podróż Moniuszki poprzedziła na złotych skrzydłach sława i gdy dotarł do Warszawy, musiał dzielić czas pomiędzy portrecistów, dziennikarzy i prace^nad rozbudowaniem"opery. Anegdoty mówią, że prócz narzucenia sobie dyscypliny musiał jeszcze pilnować librecisty Wolskiego, by ten zdążył z tekstami arii. Natomiast faktem było, że sławna aria Jontka "Szumią jodły..." została pierwotnie skomponowana w rytmie mazurka dla barytona, a to tenor Julian Dobrski spowolnił ją na warszawskiej premierze (1 stycznia 1858 r.) i tak - za zgodą Moniuszki - już zostało...

Powstanie Styczniowe natchnieniem "Strasznego dworu"

Choć nie możemy odmówić Moniuszce szczerego zaangażowania w manifestacje przed Powstaniem Styczniowym i różnych form wspierania walczących, to on sam - ku większym narodowym profitom - oddał się pracy twórczej w dobie powstaniowej. Efektem najdłuższych dni i nocy wytężonej pracy stała się opera "Straszny dwór", której premiera miała miejsce 28 września 1865 roku w Teatrze Wielkim. Biograf twórcy opery narodowej Witold Rudziński słusznie widzi podobieństwo sytuacji, gdy po Powstaniu Listopadowym otrzymaliśmy od Mickiewicza "Pana Tadeusza" ku pokrzepieniu serc i z przesłaniem, że ze zdrowej atmosfery dworku szlacheckiego wyjdą bohaterowie walk o wolność Ojczyzny.

Jakby nieco na przekór Fredrowskim "Ślubom panieńskim" u Moniuszki to dwaj żołnierze, gardząc płcią niewieścią, obiecują sobie, że pozostaną bezżenni. Los prowadzi ich jednak do dworu, zwanego strasznym przez okoliczne szlachcianki, bo sławnego z piękności mieszkających w nim panien. Dzielni rycerze, którzy nie boją się duchów wychodzących nocą z obrazów, którymi straszy ich w wybornej arii bas Skołuba, idą w ślady wszystkich, którzy choć na chwilę do strasznego dworu wstąpili, i ulegają urokowi ich mieszkanek. Pozornie lekkie libretto Jana Chęcińskiego skłania widza do głębszych refleksji. Bo gdy mocnym barytonem Miecznik śpiewa:

Kto z mych dziewek serce której

w cnych afektów wplącze nić,

by uwieńczyć swe konkury,

musi dzielnym człekiem być!

- to na szczycie zalet umieszcza miłość do Ojczyzny, bez której zalotnik nadaremnie traci czas!

Inne przesłanie moralne wynika z intrygi Damazego, który przedstawia dwór jako przeklęty, bo zbudowany na skutek machinacji finansowych

- "stąd nad nimi gniew Boski grzmi!" Ten argument, gdyby nie został w porę wyjaśniony, rzeczywiście oznaczałby infamię nie do wybaczenia. I to przesłanie moralne opery jest wyraźne: wolność Ojczyzny wywalczą ludzie etyczni.

Ambasador kultury polskiej

Opromieniony sławą twórcy wybitnych oper Moniuszko wiele podróżuje po Europie, spotyka wybitnych "kolegów po fachu", a wśród nich przede wszystkim Gioacchina Rossiniego, którego utworami zawsze się zachwycał i inspirował. Jednak ważniejsze są spotkania z kompozytorami słowiańskimi, z którymi "na wyścigi" tworzy nowy narodowy styl. Twórczość swą kwituje wyraźnie: "Ja nic nowego nie tworzę; wędruję po polskich ziemiach, jestem natchniony duchem polskich pieśni ludowych i z nich mimo woli przelewam natchnienie do wszystkich moich dzieł". Rozmawia, dyryguje i tworzy w przeróżnych gatunkach. Wszędzie preferuje kontusz jako ubiór polski nad francuskie fraczki. Prócz oper pisze operetki, kantaty chóralne, utwory symfoniczne, ale i dwie msze muzyczne i - jak dawniej - wiele pieśni. Umiera nagle na zawał serca w 1872 roku.

Na jego płycie nagrobnej ma wyryty jeden wyraz: MONIUSZKO. Ale ileż to znaczy do dziś!

Piotr Boroń
Nasz Dziennik
29 maja 2019

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia