Bunt przeciw słowom

rozmowa z Weroniką Szczawińską

Spektakl inspirowany wieloma sztukami, zwłaszcza performancem plastycznym i teatrem fizycznym, oparty w dużej mierze na formalnej próbie zmierzenia się z problemem słowa, samotności człowieka w sytuacji komunikacyjnej. W spektaklu występują trzy osoby, które miotają się, szukają ze sobą kontaktu, który być może jest niemożliwy, a być może jest możliwy tylko wtedy gdy załamią się wszystkie znane nam kody, języki i strategie mówienia.

O spektaklu „Noże w kurach” opowiada Weronika Szczawińska, reżyserka. Premierę sztuki Davida Harrowera zaplanowano na 20 kwietnia w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie.

„Noże w kurach” to spektakl o kobietach?

- Nie ujęłabym tego w ten sposób. W „Nożach w kurach” mamy kobietę pomiędzy dwoma mężczyznami. To spektakl o trzech osobach, z których każda dysponuje innym językiem. Kobieta jest dominantą, elementem najbardziej wyrazistym i od początku staramy się skierować ją w stronę buntu przeciwko tym językom, które obowiązują. Mówimy o niej, że jest takim wirusem, który usiłuje podważyć i zaburzyć istniejące kody, sposoby porozumiewania się, języki. Robi to z jednego prostego powodu – ponieważ one nie pozwalają jej na takie zaistnienie w życiu i na scenie, jakiego by chciała. Więc w pewien sposób kobieta stanowi główny rys, natomiast jest to spektakl o trzech osobach - dwóch mężczyznach i jednej kobiecie. To przekłada się też na pewien rodzaj kreacji zbiorowej, zespołowość pracy i tego, że twórcy są cały czas razem na scenie.

Tak, ale w spektaklu to kobieta poszukuje własnej tożsamości, buduje swoje „ja”, czego potrzebuje do tego bardziej - mężczyzn, czy słów?

- Ci mężczyźni operują słowem, ale każdy w inny sposób. Każdy z nich posiada inny język, który łączy się z innymi emocjami, światopoglądem, podejściem do życia, czy sposobem funkcjonowania. Kobieta, która pomiędzy nimi krąży, tak naprawdę krąży nie tylko pomiędzy mężczyznami, ale pomiędzy dwiema propozycjami języka, czyli dwiema propozycjami bycia w świecie. Natomiast w pewnym momencie chcielibyśmy doprowadzić do tego, by dla widza stało się jasne, że nie chodzi o wybór pomiędzy mężczyznami, ale o wybór swojej drogi, trzeciego wyjścia, z którym cały czas mamy problem i w sferze publicznej, i w życiu, i w teatrze.

Jaką rolę w tym spektaklu o poszukiwaniu trzeciej drogi, podważaniu dominujących języków, pełnią słowa?

- Słowa stanowią osobną tkankę tego spektaklu - są wypowiadane, śpiewane, tupane, krzyczane, pisane na ścianach, przerabiane, zamazywane, pisane odwrotnie… Ten nadmiar słów jest naszym protestem przeciwko prymatowi języka w teatrze, języka rozumianego jako narracja, fabuła, literatura. U nas słowo ma rację bytu tylko wtedy, kiedy jest sprzęgnięte z ciałem, to znaczy kiedy ciało krzyczy, ciało szepcze… Nie wierzymy w przezroczystość słowa i koncentrujemy się na tym, jak pokazać to, że tak naprawdę słowa, które mają nad nami potężną władzę, zależą od kontekstu. Stąd w spektaklu wielokrotnie powtarzamy pewne kwestie na różne możliwe sposoby, aby zaprezentować widzom bardzo prosty mechanizm, w który wszyscy jesteśmy uwikłani na co dzień, ale rzadko o nim myślimy - słowa tak naprawdę nigdy nie są niewinne, są narzędziem władzy i ich znaczenie zawsze zależy od kontekstu, sytuacji, w jakiej są wypowiadane, czyli od pewnych mechanizmów ideologicznych.

Jakie określenia bardziej pasują do tego spektaklu: performance, instalacja plastyczno-rytmiczna, czy teatr formalny?

- To na pewno spektakl, natomiast jest w nim wiele inspiracji sztukami wizualnymi, dlatego elementy instalacji też tam są. Inspirowaliśmy się także teatrem fizycznym, taką odmianą z pogranicza teatru i teatru tańca. Widzowie mogą więc liczyć na sporą dawkę ruchu i akcji fizycznych na scenie. Performance to na pewno nie jest, bo, w przeciwieństwie do performanceu, który jest jednorazowy i niepowtarzalny, spektakl posiada ściśle ustaloną strukturę i dopiero w tej strukturze pozwalamy sobie na improwizacje. Forma jest dla nas bardzo istotna w tym sensie, że skoro opowiadamy o słowach, które są niezależne od kontekstów, w których są wypowiadane, które nigdy nie są niewinne, to w naszym spektaklu forma jest zawsze nośnikiem treści, czyli nie jest dodatkiem. Wszystko to, co się tutaj dzieje w formie ciała i w formie mówienia, tak naprawdę jest treścią naszej opowieści.

Dla kogo jest ten spektakl?

- Na pewno jest dla wszystkich, którzy w teatrze chcieliby spróbować czegoś nowego, to znaczy pójść na sztukę, po której nie wiadomo czego się spodziewać. Dla takich widzów, którzy lubią być zaskakiwani, którzy będą chcieli również pobawić się z nami. Choć to, co mówię o s łowach i formie może brzmieć poważnie, to spektakl jest w dużej mierze zabawny.

Magdalena Bujewicz-Mydlak
Wirtualna Polska
14 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia