„Być albo nie być", czy wciąż takie jest pytanie?

„Hamlet we wsi Głucha Dolna" – reż. Robert Talarczyk – Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi - 6.01.2023

W zeszłym tygodniu w Teatrze Nowym w Łodzi swoją premierę miał „Hamlet we wsi Głucha Dolna" w reżyserii Roberta Talarczyka. Spektakl opiera się na tekście powstałej w roku 1971 tragikomedii chorwackiego pisarza i dramaturga Ivo Brešana o oryginalnym tytule Predstava Hamleta u selu Mrduša Donja (Przedstawienie „Hamleta" we wsi Głucha Dolna) i przenosi akcję do jednej ze współczesnych polskich wsi.

„Być albo nie być", jak aktualne jest to pytanie? „Hamlet" – Szekspirowska sztuka, której nie trzeba nikomu przedstawiać, powstała około roku 1600. Historia duńskiego księcia wciąż gromadzi rzesze widzów czy to przy inscenizacjach jak najwierniejszych oryginałowi, czy też uwspółcześnionych i dopasowanych do kontekstu kulturowego tak, jak np. adaptacja Ivo Brešana, który przeniósł utwór w wymiar jugosłowiańskiej wsi. Odwołując się już do adaptacji Brešana, a nie samego Szekspira, tropem tym poszło wielu polskich twórców takich jak w 1985 roku Olga Lipińśka, reżyserka „Przedstawienia Hamleta we wsi Głucha Dolna", który od 2009 należy do „Złotej Setki Teatru Telewizji", czy adaptujący na ojczysty grunt Miłosz Markiewicz, którego dzieło możemy od 6 stycznia oglądać w łódzkim teatrze.

Jaki jest więc przebieg nowej historii? W swoje rodzinne strony powraca poseł rezydujący już w stolicy z „Jedynej Słusznej Partii" - Marian Bukara (Bartosz Turzyński). Zapewnia swoich ziomków, że pragnie pozyskać dla wsi dotację na rzecz rozwoju kultury, ale by tego dokonać, muszą oni zorganizować wydarzenie pokazujące zaangażowanie wsi w ten rozwój i zaprezentować efekt swojej pracy przed premierem. Po długich i burzliwych dyskusjach mieszkańcy decydują się na zorganizowanie spektaklu będącego sceniczną realizacją „Hamleta". Okazuje się jednak, że tekst jest zbyt trudny i trzeba będzie go nieco przekształcić, by zaprezentowanie go stało się możliwe. W toku przygotowań do inscenizacji na jaw wychodzą jednak kolejne problemy, które zupełnym przypadkiem zaczynają przypominać bieg zdarzeń w Szekspirowskiej sztuce...

Scenerii ze sztuki nie przypomina jednak zupełnie krajobraz wsi z omawianego dzieła. Scenografia nie ulega większym zmianom podczas spektaklu, tak samo, jak sposób bycia bohaterów w niej przebywających. Od wejścia na salę towarzyszy nam obraz, który wielu z nas zapewne widziało w codziennej rzeczywistości- rozkopana dziura w ziemi, proste rusztowanie a na nim plakat polityczny (z podobizną Mariana Bukary), uniwersalne skrzynki pełniące funkcje choćby krzeseł, belki siana czy też wreszcie scena – mieszcząca co najwyżej cztery osoby jednocześnie, przyozdobiona świątecznymi światełkami. Autorką scenografii jest Justyna Łagowska mająca na swoim koncie już około 60 projektów, wielokrotnie nagradzana m.in za scenografię do przedstawienia „Witaj/Żegnaj" w reżyserii Jana Klaty w Teatrze Polskim w Bydgoszczy podczas VII edycji bydgoskiego Festiwalu Prapremier, czy za scenografię i światło do przedstawienia „A ja, Hanna" z Teatru im. Kochanowskiego w Opolu nagrodą Grand Prix podczas Opolskich Konfrontacji Teatralnych. Przy tym spektaklu również zajęła się reżyserią światła, które skutecznie wydobywało z danej sceny to, co najważniejsze. Tutaj szczególnie estetyczne były sceny podczas deszczu, które oprócz klimatycznego dźwięku opadających kropli zachwycały zbudowaną poprzez światło atmosferą i interesującym efektem wizualnym. W ciągu całego spektaklu na początku najczęściej było to światło białe, rozproszone, pokrywające jak największą powierzchnię, a z czasem pojawiało się coraz więcej sekwencji ze światłem żółtym przywodzącym na myśl moment tuż przed zachodem słońca, np. we fragmencie gdy Andżelika/Ofelia (Paulina Walendziak) przemieszczała się na rowerze. Wielokrotnie powtarzano później sposób kolorowego oświetlania na fioletowo, w kolorze fuksji, kiedy to scena stawała się nieco zaciemniona i nadawano jej w ten sposób tajemniczości.

Justyna Łagowska jest także kostiumografką spektaklu, nagrodzoną m.in. „Złotą kieszenią" podczas II Festiwalu Scenografii i Kostiumów „Scena w budowie" w Lublinie za kostiumy do „Wesela" w reżyserii Jana Klaty. Stroje bohaterów odpowiadają im samym – nie są to eleganckie, szyte na miarę ubrania (poza garniturami postaci uzasadnionych fabularnie jak sołtys czy sam poseł) a zwyczajne dżinsy i gumiaki, którym okazjonalnie towarzyszy skórzana kurtka czy ortalion. Stroje, które do tej pory widujemy na ulicy i są elementem naszej rzeczywistości. Oprócz strojów codziennych pojawiły się również i kostiumy sceniczne, ale przewrotnie wciąż ilustrujące styl ubioru otoczenia, w jakim mają zostać wykorzystane – we frędzlowatych kurtkach i płaszczach przeważał fiolet i róż, a oprócz nich pojawiły się i korony dla królewskiej pary.

Muzyka z kolei pełniła w spektaklu rolę przerywnika, tła umilającego widzowi czas, kiedy to aktorzy zmieniali swoją konfigurację na scenie, np. gdy bohaterka przemieszczała się na ledwo trzymającym się rowerze czy kiedy na sali ćwiczebnej zbierali się odtwórcy ról z Szekspirowskiej sztuki. Pomimo tego, że dźwięk był drugorzędnym elementem, podobała mi się jego aranżacja – była to przyjemna melodia w folkowym stylu, który pasował do ogólnego charakteru spektaklu i miejsca jego osadzenia. Muzycznym gwoździem programu był jednak utwór rapowy kończący przedstawienie, którego autorem jest Miuosh – raper, producent muzyczny prowadzący wytwórnię Fandango Records, były członek grupy Projektor i Perwer Squad obecnie prowadzący działalność solową. Najnowszym jego projektem jest współpraca z Zespołem Pieśni i Tańca „Śląsk" na trasie koncertowej Pieśni współczesne, a do jego albumów należą m.in. "Piąta strona świata" oraz "Prosto przed siebie". Piosenka wieńcząca sztukę podsumowywała atmosferę, dawała widzowi chwilę na przemyślenie tego, co zaszło oraz stanowiła kolejny wyzwalacz emocjonalny kumulujący ogólne wrażenie odbiorcze, co uważam za zabieg nie tylko ciekawy, ale i tutaj zdecydowanie udany.

Za udane uznaję także kreacje aktorskie. Szczególnie warto wyróżnić przekonującego w swojej nieporadności, ale i charyzmie Tomasza Kubiatowicza w roli Szymona Murzyna czy granego przez Dariusza Kowalskiego obeznanego z kulturą nauczyciela Kuncę, który nie śmiałby przyznawać się do poprawiania Szekspira. Nie można także nie wspomnieć o debiutującym w spektaklu odtwórcy roli Jaśka/Hamleta Macieju Kobieli, którego charakteryzowała wiarygodność zrozpaczonego syna dystansującego się od innych, szczególnie obecna w scenie bójki z Marianem Bukarą, kiedy nawet nie odczułam, aby scena była „grana", a raczej odnosiłam wrażenie bycia świadkiem prawdziwej kłótni. Ponadto, choć sołtys (Przemysław Dąbrowski) nie wybijał się na pierwszy plan, to doceniam naturalność tej postaci próbującej okiełznać mieszkańców, zadbać o córkę, a przy tym przynieść zyski zarówno wsi, jak i w ostatecznym rozrachunku również samemu sobie.

Za reżyserię odpowiadał dyrektor Teatru Śląskiego w Katowicach, aktor i dramaturg Robert Talarczyk, będący laureatem Specjalnej Złotej Maski za kreatywność i wszechstronność umiejętności adaptatorskich, aktorskich i reżyserskich. W 2013 podjął się on wyreżyserowania w Teatrze Śląskim debiutanckiej powieści Kazimierza Kutza pt. „Piąta strona świata", za którą otrzymał dwie Złote Maski – za reżyserię oraz w kategorii przedstawienia roku. W 2019 otrzymał także Nagrodę im. Wojciecha Korfantego za zasługi wobec Górnego Śląska, a w 2021 został uhonorowany Nagrodą im. Zygmunta Hübnera „Człowiek Teatru". Współpracował m.in. ze Szczepanem Twardochem oraz Robertem Górskim, a także realizował teksty debiutanckie takie jak np. „Sztuka Mięsa" Weroniki Murek. Jest również dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu OPEN THE DOOR.

Na koniec warto powiedzieć jedno - tak, możliwe, że postacie były przerysowane, a humor prosty i miejscami żenujący, ale czy to nie wyolbrzymiając ludzkie przywary do największej jaskrawości, nie udaje się ich najlepiej wyeksponować? Humor był tutaj zasłoną dymną dla prawdy – prawdy o niezmiennym światopoglądzie, o nas samych, która okazuje się przygnębiająca pod płaszczem „kabareciarskich" żartów. Poza tym, reakcje widowni udowadniają, że jest duża grupa osób, do której taki humor trafia i nie ma w tym nic złego. Groteska jak najbardziej tutaj zafunkcjonowała, wywołując nieprzerwane fale śmiechu publiczności, a jednocześnie pobudzając do myślenia ile w tym wszystkim komedii, a ile brutalnej prawdy o wciąż obecnej społecznej stagnacji.

Zdjęcia autorstwa duetu HaWa (Aneta Wawrzoła i Grzegorz Habryn).

Marta Miniszewska
Dziennik Teatralny Łódź
14 stycznia 2023
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia