Być czy mieć

"Kino moralnego niepokoju" - reż. Michał Borczuch - Nowy Teatr w Warszawie

Co łączy Filipa Mosza z filmu "Amator", młodego robotnika zafascynowanego kamerą filmową, z XIX-wiecznym amerykańskim filozofem i mistykiem żyjącym samotnie w lesie? Rezygnacja z rutyny życia, paradoksalnie pozwalająca doświadczyć czegoś realnego - podpowiada nam Michał Borczuch.

Uznany reżyser buduje teatralny esej. Jak? Zestawiając na scenie kino moralnego niepokoju z XIX-wieczną powieścią H. D. Thoreau o ucieczce przed cywilizacją w leśną głuszę. Ten esej teatralny jest chwilami intrygujący, ostatecznie jednak pozbawiony puenty.

Scenografia Doroty Nawrot przypomina filmowy kadr w odcieniach sepii. Barierki, za nimi asfaltowa droga, a w tle rozmazane ludzkie sylwetki jakby uchwycone w biegu. Ubrani niemodnie aktorzy przechadzają się po scenie, snując filozoficzne rozważania. Trochę w imieniu postaci, a trochę we własnym, narzekają na samotność, wyjałowienie i nudę. Bawią się przy okazji konwencją, zręcznie parodiując kultowe sceny z filmów Kieślowskiego i Wajdy.

Pyszni są Piotr Polak naśladujący kreacje Stuhra w "Amatorze" i Dominika Biernat na zawołanie z emfazą przechadzająca się przed kamerą w prochowcu. Z przyjemnością ogląda się trio Poniedziałek, Kalita, Ostaszewska jako rodzeństwo, które wiąże z sobą już tylko przyzwyczajenie. Niestety, widowisku brakuje dramaturgii. Banalne okazują się także stawiane przez twórców diagnozy. Bo że rozpaczliwa pogoń za karierą i chorobliwy konsumpcjonizm przeszkadzają naprawdę żyć, raczej wszyscy już wiemy.

Michał Centkowski
Newsweek Polska
27 maja 2019
Portrety
Michał Borczuch

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia