Być jak Dulska...

"Moralność Pani Dulskiej" - reż. Agnieszka Glińska - Teatr Współczesny w Warszawie

"Dziś po ciężkich boleściach ukończyłam Dulską. Co to jest? Nie wiem. Pisałam ją w gorączce po prostu, może to właśnie będzie coś doskonałego, a może nic nie warte". Tak o swoim najnowszym dramacie pisała Gabriela Zapolska, dramatopisarka, powieściopisarka, publicystka i aktorka.

Poczynając od debiutu, każdy utwór Zapolskiej prowokował gwałtowne ataki krytyki konserwatywnej: oskarżano ją o niemoralność, eksponowanie problemów ciała, epatowanie brudem życia i poruszanie tematów tabu. „Moralność pani Dulskiej (tragifarsa kołtuńska)” miała swą premierę w Krakowie w 1906 roku i od stu lat nie schodzi z desek scenicznych. Tłumaczona na 19 języków, sukces odniosła też na scenach poza granicami Polski, doczekała się nawet adaptacji filmowej oraz musicalowej.

Dzisiaj nasuwa się pytanie: czy w dramacie, uważanym obecnie za staromodną ramotkę, można znaleźć materiał do współczesnej, wręcz ponadczasowej interpretacji?  Agnieszka Glińska udowadnia, że tak! „To jedna z tych lektur, której się już dziś nie czyta” – stwierdza. – „Bo są bryki, opracowania. To po co?” Wiadomo przecież – z ciemnego wnętrza saloniku przez zżółkłe ażurowe firanki bije ciężki zaduch ponurej, mieszczańskiej egzystencji. Wśród tego wnętrza króluje  Aniela Dulska. „Mieszczka, kołtunka straszna, a fu. My jesteśmy lepsi, mądrzejsi, bardziej wyrafinowani”. Reżyserka odłożyła na bok schematy i stereotypy,  przyjrzała się uważnie dramatowi. Na nowo odczytała „Panią Dulską”, a jej niezawodne wyczucie reżyserskie pozwoliło dostrzec bogactwo materiału scenicznego zawartego w tym – trzeba to podkreślić - arcydziele komediowym, o którym pisał Antoni Słonimski – „Artystyczne środki Zapolskiej stoją na wyżynie nie mniejszej. Pomysłowość sytuacji, ekonomia typów, zwięzła, logiczna budowa nie pozwala na wysuniecie żadnych zastrzeżeń” . Agnieszka Glińska, opierając się  na oryginalnym tekście, niczego nie dopisując, dokonując jedynie  niewielkich skrótów, pozwala widzom zobaczyć „ile Dulskiej jest w każdym z nas”. Nie zawiedzie się ten, kto w teatrze szuka prawd życiowych, dobrze zarysowanych,  wiarygodnych postaci, ale nie pogardzi też zabawą, farsą czy tanecznymi ruchami.

Akcję sztuki osadzono w latach 20-stych zeszłego wieku, ale nie dajmy się zwieść. To nasza codzienność. Domowe utarczki słowne, brak porozumienia, mieszanina wykrzykiwanych równocześnie słów, których nikt nie słucha. Oszczędna, stylowa scenografia, odpowiednio dobrane kostiumy, momentami całkiem współczesne, dobrze podkreślają ponadczasowy klimat spektaklu.

Kurtyna idzie w górę, do salonu wpada młoda, atrakcyjna kobieta (Monika Krzywkowska). Dulska? Nie Dulska? Nie ma mieszczańskiego cyborga, w przydeptanych kapciach, szlafroku, z rozczochranymi włosami. Ze sceny wielokrotnie padają słowa o ciężkich czasach, oszczędzaniu… . Brzmi dziwnie znajomo i aktualnie – kryzys, zaciskanie pasa, czarne perspektywy ekonomiczne. Widzowie mają okazję poznać nową Dulską, bohaterkę naszych czasów, modelową panią domu, sprawnie zarządzająca rodzinnym budżetem  - „A to śpiąca familia. No! no! z torbami poszlibyśmy, żeby nie ja...” –  mówi. Ciągle w biegu, ciągle zajęta, budzi zrozumienie i więcej sympatii niż dotychczas bywało. Nareszcie prawdziwa Dulska! Wie, co to młodość, szumna i szalona, ale też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jaka jest rola rodzicielskiego nadzoru i jak wielkiej potrzeba troski, by owe swobodne myśli i zachowania pozostały w dopuszczalnych ramach. Dba, by młodzieńcze zabawy potomstwa nie przekreśliły dobrego ożenku i zabezpieczenia na niepewną przyszłość.

W spektaklu główne skrzypce grają kobiety i właśnie one dominują nad słabymi mężczyznami, których same sobie powoli wychowują. Monika Krzywkowska, z doskonałą, aktorską precyzją wykreowała Dulską z krwi i kości. Mimika, gesty, ruchy, słowa, krzyk i płacz – to wszystko w mistrzowski sposób buduje wiarygodną postać bohaterki. Jej córka Hesia (Monika Pikuła), jako panna kapryśna, nieznośna, nieposłuszna i uparta – zapewne obraz i podobieństwo mamci za młodych lat. Bez obaw – w przyszłości bezboleśnie stanie się kolejną, rozważną Dulską. Służąca Hanka (w tej roli Natalia Rybicka), seksowna wiejska dziewczyna, niby niewinna i czysta jak łza, jeszcze pokaże pazurek. O swoje będzie się dopominać, bo bez tego zginęłaby w drapieżnym świecie. Godna przeciwniczka Dulskiej. Kolejna bohaterka, Juliasiewiczowa z Dulskich (Weronika Nockowska) wbrew temu, co mówi o sobie, doskonale pasuje do tej babskiej drużyny. Jej maksyma, szczyt mądrości, to - „Zgodzić się z życiem i kraść to, co jest najmilszego” . Toż samo radzi Zbyszkowi. „Walczyć? Donkiszot! Śmieszne!”. Mamy tu jeszcze sporą porcję opowieści o stosunkach rodzicielskich, małżeńskich, uzależniającej miłości matczynej, niedorosłym mężczyźnie. Zbyszko (Marcin Januszkiewicz), chłopak bystry, inteligentny, lecz wciąż nieodpowiedzialny i niedojrzały, nie ma szans. Niepoprawny hulaka i Don Juan. Ukochany, jedyny  syn mamusi, nadopiekuńczej i zbyt pobłażliwej wobec swojego zbuntowanego synalka, na swe „lumpy”, karciane przyjemności  potrzebuje pieniędzy, a piecze nad nimi trzyma przecie mamcia. I znów trzeba się z nią pogodzić. W przyszłości Zbyszko z pewnością ustatkuje się, przytyje i będzie tak posłuszny żonie, jak jego ojciec. Bo, jak sama Dulska mówi – „niedaleko pada jabłko od jabłoni”.  Niedoszła samobójczyni, Lokatorka, grana przez Monikę Kwiatkowską-Dejczer, pouczana i rzekomo krzywdzona przez twardo stojącą na ziemi Dulską, raczej irytuje niż budzi litość – omdlewająca romantyczka, sztuczna w swych dramatycznych pozach. („Zabijać się!... I dla kogo? Dla mężczyzny. A żaden mężczyzna, moja pani, nie jest wart, aby przez niego iść na potępienie wieczne.”)

Pamiętajmy, drodzy widzowie – „Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Rozwłóczyć je po świecie to ani moralne, ani uczciwe”.

Teatr Współczesny, to niewątpliwie teatr z klasą, który nie pozwala sobie na liche, słabo wyreżyserowane przedstawienia. Nie stroni od nowoczesności, innowacji scenicznych, od humoru, zabawy, za to unika przesady, wyuzdania, dbając o najwyższy poziom artystyczny przedstawień, czego kolejnym dowodem jest najnowszy spektakl – „Moralność pani Dulskiej”.

Anna Czajkowska
Teatr dla Was
28 listopada 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia